Niełatwy żywot górników...

04.12.2015
Poczynania graczy Rozwoju Katowice w rundzie jesiennej nie można oceniać wyłącznie przez pryzmat postawy na zielonej murawie. Bo chociaż tabela i wyniki pokazują, że mogło być zdecydowanie lepiej – Rozwój jest przedostatni, przez niemal całą rundę był „pod kreską” - to nie można zapominać, że piłkarze z Brynowa nie tylko latem świętowali, gdy drużyna wywalczyła historyczny awans.
Łukasz Sobala/PressFocus
Niektórzy nie mniejsze święto mają dzisiaj. „Barbórka” u katowickiego beniaminka jest dosłownie obchodzona. Jedenastu piłkarzy pracuje bowiem na kopalni, większość zjeżdża na dół na szychtę i gdy patrzymy na rywalizację katowiczan z możnymi pierwszej ligi to trzeba mieć to na uwadze. - Ja także pracuję na kopalni. Chciałem niejako dać przykład kolegom, że warto pracować. I codziennie rano chodzę na kopalnię. Czasem zjeżdżamy pod ziemię - mówił tuż po awansie Tomasz Wróbel, jeden z bardziej znanych piłkarzy w katowickiej ekipie.

Ale nie tylko fakt, że katowiczanie na co dzień pracują - także w bardzo ciężkich warunkach - powinien być zaznaczony przy ocenie ich boiskowych poczynań. Niepewność jutra w klubie, walka o przetrwanie, zmagania z miastem, brak finansów - o tym w kontekście katowiczan mówiło się jesienią równie często co o grze beniaminka. - Nie wiemy jaka będzie dalsza nasza przyszłość. Czy się wzmocnimy? Czy dopniemy budżet? Nie wiem - rozkładał ręce Mirosław Smyła próbując po ostatnim meczu odpowiedzieć na pytania dotyczące przyszłości.

W takich warunkach katowiczanie przebrnęli przez swoją pierwszą rundę na boiskach zaplecza ekstraklasy. Malutki klubik z katowickiej dzielnicy – Brynowa, do tej pory zawsze kilka klas niżej od popularnej GieKSy, tym razem mógł powalczyć ze słynnym „bratem” o ligowe punkty. I pokazał, że można. Właśnie chyba potyczka derbowa na Bukowej, która już niejedną drużynę widziała, w oku kamer, to jedna z najlepszych potyczek Rozwoju, jak dotychczas w pierwszej lidze. Rozwój dwukrotnie w tym meczu przegrywał, ale zdołał zremisować 2-2. Zremisował, ale był chwalony za styl gry, za charakter i walkę. A do rywalizacji z GKS-em przystępował z ostatniej pozycji w tabeli.

Druga cześć pierwszej rundy to był zdecydowanie lepszy okres dla katowiczan. Może nie trzeba tego wiązać z osobą trenera Mirosława Smyły, który po szóstej kolejce zastąpił Marka Motykę, ale jednak liczby mówią same za siebie. Ten drugi zdobył tylko cztery punkty, Smyła w trzynastu potyczkach - 13. Chociaż zaczęło się tak dobrze, od sensacyjnego zwycięstwa w Grudziądzu. Później jednak już było gorzej. Zmiana trenera przyniosła chwilowy progres - remis w derbach i wygrana z Wisłą Płock – ale później przyszły kolejne porażki. Najlepszy okres dla Rozwoju to końcówka pierwszej rundy, po której katowiczanie mogli śmiało nawet myśleć o opuszczeniu strefy spadkowej. Trzy wygrane z rzędu. Ale na pierwszej rundzie jesień piłkarska w pierwszej lidze się nie zakończyła. Potem przyszły dwa kolejne mecze - już awansem z wiosny, oba u siebie. Oba przegrane.

I z pewnością spotkania z Olimpią i Wigrami rzutują na ocenę poczynań katowiczan w pierwszej lidze. Wyraźnie także popsuły humory przy ulicy Zgody. Mogą mieć również niebagatelny wpływ na dalsze losy beniaminka. Bilans meczów bezpośrednich zarówno z Olimpią Grudziądz, jak i Wigrami Suwałki katowiczanie mają bowiem gorszy. A terminarz na wiosnę trudny. Z 15 meczów jakie pozostały do rozegrania tylko sześć zagrają u siebie. Z wszystkimi drużynami walczącymi o pierwszoligowy byt grają na wyjazdach. Ale jak to mówią na Śląsku „górnicy to twarde chopy”...
 
autor: DAN

Przeczytaj również