Niektórzy ściągają na Śląsk rodziny, inni wolą dojeżdzać

12.02.2010
Mauro Cantoro ma mieszkanie w Wodzisławiu Śląskim, lecz będzie w nim nocował tylko przy dwóch treningach dziennie, bo chce dojeżdżać z Krakowa. Jak zrobią inni nowi piłkarze śląskich klubów?
Swego czasu zaciąg z Wisły zrobił Ruch Chorzów i wtedy autostradę A4 codziennie przejeżdżało kilku graczy "Niebieskich". Potem ich scenariusz zaczęli wypełniać piłkarze zakontraktowani przez Górnik Zabrze, jak Damian Gorawski, który woli mieszkać w Krakowie niż na Śląsku. Kilkadziesiąt kilometrów dziennie w jedną stronę zamierza również pokonywać Mauro Cantoro. Argumenty są zrozumiałe. - Dzieci chodzą do polskiej szkoły i nie chcę, aby w trakcie roku szkolnego musiały zmienić otoczenie - tłumaczy nowy zawodnik Odry. Jak obliczył, czas podróży do Wodzisławia Śląskiego będzie mu średnio zajmował półtorej godziny.

Mieszkać na Śląsku i dojeżdżać do rodziny do Warszawy postanowił swego czasu Michał Pulkowski z Ruchu, tak aby nie komplikować życia zawodowego swojej małżonce. Podobnie zamierza uczynić Maciej Bykowski z Polonii Bytom. - Zamierzamy w stolicy osiąść. Nasze dziecko chodzi do jednego z tamtejszych przedszkoli, zaś druga pociecha jest w drodze. Będę zatem sam mieszkał na Śląsku - tłumaczy.

Swoich bliskich ściągnąć do siebie zamierzają Błażej Telichowski z Polonii oraz Brasilia z Odry Wodzisław. - Odkąd wyjechałem z ojczyzny, to moja rodzina jest zawsze ze mną - zapewnia ten drugi, a miejsca zamieszkania zmieniał już nie raz. Była Polska, potem Niemcy, Portugalia i Korea Południowa.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również