Niedzielan i Ruch. Od "wszystko ułożone pode mnie" po "nie potrafią biegać"

15.10.2013
- Po co drużynie Niedzielan? Chyba tylko po to, by wydrenować klubową kasę - mówił półtora roku temu Mariusz Śrutwa, gdy doświadczony napastnik podpisywał umowę z Ruchem Chorzów. Trafił w sedno.
Gdy Ruch po raz pierwszy zakontraktował Niedzielana w 2009 roku, nie brakowało głosów krytyki. Wszak napastnik był po nieudanych przygodach z NEC Nijmegen i Wisłą Kraków. Udało się go jednak postawić na nogi. Trener Waldemar Fornalik doprowadził go do dawnej formy i w duecie z młodym wówczas Arturem Sobiechem Niedzielan siał postrach na ligowych boiskach. Po zajęciu trzeciego miejsca w ekstraklasie trafił do Korony Kielce. Tam dobrą miał tylko jesień, gdy bazował jeszcze na przygotowaniach z Chorzowa. Później było już tylko gorzej. Podobnie jak w Cracovii. Logicznym więc było, że Niedzielan postanowił wrócić do Chorzowa zimą 2012 roku.

Wtedy "Niebiescy" znów walczyli o czołowe lokaty, a podstawowymi napastnikami byli Arkadiusz Piech i Maciej Jankowski. Nie wszyscy rozumieli sens powrotu Niedzielana. Mariusz Śrutwa wypowiedział wówczas słowa, które można uznać za prorocze. - Po co drużynie Niedzielan? Chyba tylko po to, by wydrenować klubową kasę - stwierdził. Niedzielan zachowywał się jednak, jakby złapał pana Boga za nogi. Podkreślał, że Ruch to "jego" klub. Wówczas udzielił "Przeglądowi Sportowemu" wywiadu, w który dziś trudno uwierzyć.

-  Nie przejmuję się takimi komentarzami. One mnie śmieszą. Ile razy mam mówić, że do Ruchu nie przychodzi się dla wielkich pieniędzy. Jeśli Mariusz Śrutwa tego nie rozumie, to już jego problem. Ja żadnego problemu z grą w Chorzowie nie mam, bo swoje już zarobiłem. Na Cichą wróciłem, żeby się odbudować. Gdzie miałbym to zrobić, jak nie w Ruchu. Tu wszystko mi pasuje. Ludzie tu pracujący wiedzą, jak postawić mnie na nogi. Dlatego podpisałem kontrakt na dwa i pół roku - mówił.

Podkreślał też, że miał inne oferty. - Ale ja nie chciałem źle trafić. Jestem w takim wieku, że na błąd pozwolić sobie nie mogę. Nie chodziło mi o szybkie związanie się z kimkolwiek. Mogłaby z tego wyjść przygoda na pół roku. Znowu by mnie nie było. Chodziło więc o znalezienie takiego miejsca, w którym odzyskałbym przyjemność gry w piłkę. Dlatego oddaję się w sprawdzone ręce. W Ruchu wszystko jest ułożone pode mnie. Wyjątkowo odpowiada mi styl pracy trenera Waldemara Fornalika - dodawał Niedzielan.

Odgrzebujemy te stare fragmenty, by pokazać, jak wiele może się zmienić w pół roku. Od: "W Ruchu wszystko jest ułożone pode mnie" do Klimkowego: "Ci zawodnicy nie mogą grać, bo nie potrafią biegać"...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również