Środowisko związane z Ruchem Chorzów jest pogrążone w żałobie po śmierci Henryka Duszy, który w poniedziałek zmarł na zawał serca w wieku 58 lat.
"Niebiescy" wspominają Henryka Duszę. "W niebie montują drużynę Ruchu"
04.06.2013
Krzysztof Warzycha
To fatalna wiadomość, chyba ostatnio jakaś klątwa ciąży nad Ruchem. Najpierw w tym roku odszedł Jurek Wyrobek, teraz poszedł za nim Heniek Dusza. Nigdy razem nie występowaliśmy na boisku, bo Heniek był starszy ode mnie, ale gdy przebywałem w Polsce, w Chorzowie, to prawie codziennie spotykaliśmy się na „Wolce” na kawie. To był superkolega. Nie palił, prowadził spokojny tryb życia. Nigdy też nie narzekał na zdrowie, w ogóle na nic nie narzekał. Szkoda, że tak wcześnie odszedł.
Tadeusz Małnowicz
Henia bardzo dobrze wspominam, bo był wspaniałym kolegą. Często razem siedzieliśmy na meczach Ruchu, w przerwach spotkaliśmy się w klubowej kawiarnce,dyskutowali. Heniek trenował kiedyś w Ruchu mojego syna Tomka, a tej zimy chodziłem z moim wnukiem Kubusiem na lodowisko w Chorzowie, którym zawiadywał. Odszedł superczłowiek i to w wieku, w którym się nie umiera, a dopiero rozpoczyna życie. Pomyślałem więc sobie, że w niebie muszą niezłą „Niebieską” pakę montować, skoro zabierają nam z ziemi takich ludzi.
Roman Grzybowski
Ze zdumieniem przeczytałem, że Heniek rozegrał „tylko” 114 meczów w ekstraklasie w Ruchu. Wydawało mi się, że ma znacznie więcej, że grał znacznie dłużej. Ale to właśnie był cały Heniek. Zawsze skromny, zawsze pozytywnie nastawiony do świata, zawsze w drugim szeregu. Przyjaźnił się z Albinem Wirą, chyba na zasadzie przyciągania się przeciwności tak doskonale się rozumieli, bo Albin zawsze był lider, frontmenem zaś Heniek był człowiek wycofanym, jak na defensywnego pomocnika przystało.
Nigdy nie mówił źle o kimś, a jeśli już musiał skrytykować kogoś, to robił to w sposób oględny, by przypadkiem kogoś nie urazić. Mam same dobre wspomnienia o Heńku, który był człowiekiem bardzo serdecznym i otwartym. Miał też bardzo pozytywny stosunek do młodych piłkarzy. Pamiętam, że jak wchodziłem do pierwszej drużyny Ruchu, to przyjął mnie ciepło i bardzo mi pomógł.
Albin Wira
Z „Bobem” razem zaczynaliśmy przygodę w Ruchu i zaliczaliśmy poszczególne szzceble od trampakarzy, przez juniorów do pierwszej drużyny. To był przeporządny człowiek, można powiedzieć – dusza człowiek. Zawsze spokojny, nigdy się nie denerwował. Do dziś nie wiem, jak on to robił. Zawsze był też elegancki, swietnie ubrany w garnitur, krawat, płaszcz. No i ta nienaganna Boba fryzura, co chwilę poprawiana. Ostni raz rozmawialiśmy po meczu z Legią, martwił się jak zawsze Ruchem. Miał przyjechać do nas do oldbojów Tychów, ale już nigdy nie dojedzie. Gdy usłyszałem wiadomość o jego śmierci, to mnie zmroziło. Jeszcze teraz nie potrafię zebrać myśli.
To fatalna wiadomość, chyba ostatnio jakaś klątwa ciąży nad Ruchem. Najpierw w tym roku odszedł Jurek Wyrobek, teraz poszedł za nim Heniek Dusza. Nigdy razem nie występowaliśmy na boisku, bo Heniek był starszy ode mnie, ale gdy przebywałem w Polsce, w Chorzowie, to prawie codziennie spotykaliśmy się na „Wolce” na kawie. To był superkolega. Nie palił, prowadził spokojny tryb życia. Nigdy też nie narzekał na zdrowie, w ogóle na nic nie narzekał. Szkoda, że tak wcześnie odszedł.
Tadeusz Małnowicz
Henia bardzo dobrze wspominam, bo był wspaniałym kolegą. Często razem siedzieliśmy na meczach Ruchu, w przerwach spotkaliśmy się w klubowej kawiarnce,dyskutowali. Heniek trenował kiedyś w Ruchu mojego syna Tomka, a tej zimy chodziłem z moim wnukiem Kubusiem na lodowisko w Chorzowie, którym zawiadywał. Odszedł superczłowiek i to w wieku, w którym się nie umiera, a dopiero rozpoczyna życie. Pomyślałem więc sobie, że w niebie muszą niezłą „Niebieską” pakę montować, skoro zabierają nam z ziemi takich ludzi.
Roman Grzybowski
Ze zdumieniem przeczytałem, że Heniek rozegrał „tylko” 114 meczów w ekstraklasie w Ruchu. Wydawało mi się, że ma znacznie więcej, że grał znacznie dłużej. Ale to właśnie był cały Heniek. Zawsze skromny, zawsze pozytywnie nastawiony do świata, zawsze w drugim szeregu. Przyjaźnił się z Albinem Wirą, chyba na zasadzie przyciągania się przeciwności tak doskonale się rozumieli, bo Albin zawsze był lider, frontmenem zaś Heniek był człowiek wycofanym, jak na defensywnego pomocnika przystało.
Nigdy nie mówił źle o kimś, a jeśli już musiał skrytykować kogoś, to robił to w sposób oględny, by przypadkiem kogoś nie urazić. Mam same dobre wspomnienia o Heńku, który był człowiekiem bardzo serdecznym i otwartym. Miał też bardzo pozytywny stosunek do młodych piłkarzy. Pamiętam, że jak wchodziłem do pierwszej drużyny Ruchu, to przyjął mnie ciepło i bardzo mi pomógł.
Albin Wira
Z „Bobem” razem zaczynaliśmy przygodę w Ruchu i zaliczaliśmy poszczególne szzceble od trampakarzy, przez juniorów do pierwszej drużyny. To był przeporządny człowiek, można powiedzieć – dusza człowiek. Zawsze spokojny, nigdy się nie denerwował. Do dziś nie wiem, jak on to robił. Zawsze był też elegancki, swietnie ubrany w garnitur, krawat, płaszcz. No i ta nienaganna Boba fryzura, co chwilę poprawiana. Ostni raz rozmawialiśmy po meczu z Legią, martwił się jak zawsze Ruchem. Miał przyjechać do nas do oldbojów Tychów, ale już nigdy nie dojedzie. Gdy usłyszałem wiadomość o jego śmierci, to mnie zmroziło. Jeszcze teraz nie potrafię zebrać myśli.
Polecane
Ekstraklasa