"Niebiescy" chcieli świętować z zawodnikiem rywali. Ale to "swój"

14.03.2011
Grzegorz Baran spędził w Ruchu Chorzów szmat czasu. W sobotę, już z GKS-em Bełchatów, wrócił na Cichą. - Łezka w oku się zakręciła, dlatego nie zamykam sobie furtki do powrotu - mówi.
- Nie spodziewałem się takiego przyjęcia ze strony kibiców. Bardzo im za to dziękuję. Była świetna okazja do spotkania się z przyjaciółmi, których tu mam. Łezka w oku się zakręciła, dlatego nie zamykam sobie furtki do powrotu - przyznaje 29-letni pomocnik, który z działaczami Ruchu nie pożegnał się w jakiś szczególny sposób. Kibice pamiętają o jego ambicji i przydatności do zespołu Waldemara Fornalika. - Może dzięki nim kiedyś tu jeszcze wrócę - dodaje

Po ostatnim gwizdku Huberta Siejewicza, zawodnicy Ruchu chcieli wciągnąć Barana do tradycyjnego kółeczka, kiedy to cały zespół świętuje zwycięstwo. - Wiadomo, że gratuluję im serdecznie i życzę z całego serca jak najlepiej, ale teraz jestem w Bełchatowie - zaznacza. - Chciałem go do nas zaprosić, bo na pewno zostawił tu jakąś cząstkę swojego życia. Nadal jesteśmy przyjaciółmi, mamy świetny kontakt. Wszyscy Grzesia traktujemy jako swojego, w końcu spędził z nami kilka lat. Nam było do śmiechu, a jemu nie - mówi kapitan chorzowian, Rafał Grodzicki.

- Mam nadzieję, że Ruch w następnych meczach również będzie zdobywał punkty i spokojnie zapewni sobie byt w ekstraklasie - kończy Baran.
autor: Szymon Ziober

Przeczytaj również