"Nie wymagajcie cudów. Realem Madryt nie jesteśmy"

07.12.2009
Ruch kończy udany rok, w którym doszedł do finału Pucharu Polski, a w obecnym sezonie stał się nową siłą w ekstraklasie. Rysą na szkle są mecze z czołowymi drużynami. Wszystkie przegrane!
- Chcieliśmy bardzo wygrać z Wisłą. Znając wyniki z poprzednich dni, wiedzieliśmy, że komplet punktów może nas na dobre usadowić na samej górze tabeli - mówił Grzegorz Baran już po końcowym gwizdku meczu z Wisłą. Mocno rozczarowany był również Wojciech Grzyb. - Bo wiązaliśmy z tym spotkanie spore nadzieje. Liczyliśmy, że wreszcie zapunktujemy z ekipą z czołówki. Okazało się, że Ruch jeszcze do tej grupy zespołów nie należy - chłodno ocenił.

"Niebiescy" ulegli Wiśle również na starcie sezonu. Potem nie mieli zbyt wiele do powiedzenia z Legią Warszawa i Lechem Poznań. Powalczyli w Bełchatowie i w ostatnią niedzielę, ale te mecze też punktów nie przyniosły. - To nie jest przypadek, że znów przegraliśmy z drużyną z czuba - stwierdził Baran, który wraz z kolegami z Chorzowa pewnie rozprawiał się z ekipami z dołu tabeli. Na własnym terenie zgubił punkty jedynie z Koroną Kielce.

Druga porażka z Wisłą właściwie przekreśliła marzenia kibiców z Cichej o walce o mistrzowski tytuł. - Nie wymagajcie od nas cudów. Realem Madryt nie jesteśmy - przytomnie zauważył Andrzej Niedzielan. - Wisła od dawna jest topowym zespołem w Polsce. My dopiero się dobijamy do grona najlepszych. Nadal jest nad czym pracować. Krakowska drużyna była wczoraj po po prostu lepsza - dodał.

- I tak będziemy na koniec tegorocznych rozgrywek w czołówce, a to czwarte miejsce przed sezonem każdy wziąłby z pocałowaniem ręki - wskazał Grzyb.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również