Nie ma nadziei. Dlaczego Ruch spóźnił się do Krakowa?

19.05.2017
Ruch Chorzów w ciągu pierwszego kwadransa z Cracovią roztrwonił nadzieje na jakikolwiek sukces w Krakowie. Kompromitujący początek starcia z "Pasami" ustawił piątkowe spotkanie i - z dużym prawdopodobieństwem - "załatwił" temat pierwszego spadkowicza z Lotto Ekstraklasy.
Norbert Barczyk/PressFocus
Zaczęło się koszmarnie. Chorzowianie dali sobie zabrać piłkę w okolicy środka boiska, Sebastian Steblecki podał do Piotra Malarczyka, ten ruszył prawą stroną boiska a później dograł pozostawionemu bez żadnej opieki Stebleckiego który czasu na oddanie strzału miał tak dużo, że zmarnować okazji aż nie wypadało. 
 
Co dalej? Jedni i drudzy pobiegali trochę po boisku, aż w 12 minucie goście nie potrafili wyprowadzić piłki spod własnego pola karnego. Koszmarny błąd popełnił Maciej Urbańczyk, który zagrał prosto pod nogi Krzysztofa Piątka, a ten precyzyjnym i mocnym strzałem zza szesnastki podwyższył prowadzenie "Pasów".
 
 
Cracovia łatwo ustawiła sobie ten mecz. Za łatwo. Gospodarze z ogromną swobodą poczynali sobie na połowie "niebieskich", a ci odpowiadali pojedynczymi, zupełnie nieskoordynowanymi zrywami. Raz Łukasz Moneta popędził lewą stroną szukając podaniem Miłosza Przybeckiego, innym razem osamotniony Jarosław Niezgoda ruszył na bramkę rywala i wywalczył rzut rożny. Ale jeśli w ciągu niespełna pół godziny oddajesz 10 strzałów, korzystasz z prezentów rywala, możesz pomyśleć, że mecz wygra się sam. I tak pewnie pomyśleli gracze Jacka Zielińskiego, bo ostatnie 10 minut pierwszej połowy dość niespodziewanie potoczyło się pod dyktando przyjezdnych. W poprzeczkę huknął Bartosz Nowak, który chwilę później popsuł świetnie zapowiadającą się kontrę podając do znajdującego się na spalonym Niezgody. Swoją okazje fatalnie zmarnował Miłosz Przybecki, szczęścia pod bramką Grzegorza Sandomierskiego szukali też Paweł Oleksy i Martin Konczkowski. Ruch schodząc na przerwę mógł poczuć, że w piątkowy wieczór coś w Krakowie można jeszcze zdziałać.

Na drugie 45 minut na plac gry nie wybiegli już Paweł Oleksy i Bartosz Nowak. Ten pierwszy przed przerwą faktycznie wyglądał kiepsko, zastąpił go więc Michał Koj. Druga z roszad mogła już zaskoczyć, bo 23-letni Nowak był przed przerwą jedną z jaśniejszych postaci w szeregach przyjezdnych. Gra dwójką napastników długo nie przynosiła efektów w postaci klarownych okazji na gole. Częściej na bramkę Hdlicki strzelali krakowianie, ale i oni nie siali tym zbyt wielkiego zagrożenia. Wyjątkiem była 76. minuta, gdy linię spalonego złamał Michał Koj, Tomasz Brzyski świetnie obsłużył Krzysztofa Piątka, ale napastnik "Pasów" przegrał pojedynek z golkiperem "niebieskich. W odpowiedzi po zablokowanej próbie Przybeckiego poprzeczkę obił Jarosław Niezgoda, a kilka minut później piłki po wrzutce Łukasza Surmy nie sięgnął Jakub Arak. Na tle kolegów znowu wyróżniał się Łukasz Moneta, który w końcówce omal nie zaskoczył skutecznie broniącego Sandomierskiego. 

Cracovia - Ruch Chorzów 2:0 (2:0)
1:0 - Sebastian Steblecki 2'
2:0 - Krzysztof Piątek 12'
 
Cracovia: Sandomierski - Malarczyk, Wołąkiewicz (55' Jendrisek), Polczak, Jaroszyński (67' Brzyski) – Kanach (62' Dimun), Steblecki – D. Dąbrowski, Wójcicki, Szczepaniak – Krzysztof Piątek. Trener: Jacek Zieliński.
 
Ruch: Hrdlicka - Konczkowski, Helik, Grodzicki, Oleksy (46' Koj) - Przybecki, Urbańczyk (86' Trojak), Nowak (46' Arak), Surma, Moneta - Niezgoda. Trener: Krzysztof Warzycha.

Sędzia: Mariusz Złotek (Stalowa Wola)
Żółte kartki: Malarczyk (Cracovia)
Widzów: 8509
autor: ŁM

Przeczytaj również