"Nie chciałbym, by to źle zabrzmiało, ale jesteśmy za duzi na tę małą ligę"
04.12.2014
Zagłębie Sosnowiec ma w tym sezonie wywalczyć awans do I ligi. Jak na razie ekipie trenera Mirosława Smyły nie idzie rewelacyjnie - sosnowiczanie zajmują siódme miejsce ze stratą sześciu punktów do trzeciego miejsca, pierwszego, które daje awans. Na Stadionie Ludowym nie przestają wierzyć w to, że cel uda się zrealizować. Cierpliwość stracili za to niektórzy kibice.
Na mecze Zagłębia przychodzi mało ludzi. Na ostatnim meczu z Legionovią Legionowo było zaledwie kilkaset osób. - Paradoksalnie, dobrze rozumiem tych kibiców - przyznaje prezes Marcin Jaroszewski, który nie dziwi się, że fanom marzą się pojedynki z GKS-em Katowice czy Arką Gdynia. - Nie chciałbym, by to źle zabrzmiało, ale jesteśmy za duzi na tę małą ligę. Tu żadna drużyna nie ściągnie kibiców na trybuny. Może to nieznacznie zmienić tylko dobra gra Zagłębia - podkreśla sternik klubu.
- Trzeba też wiedzieć, że żyjemy w XXI wieku. Ludzie latają na mecze do Anglii, oglądają mistrzostwa Europy, jeżdżą na inne stadiony w Polsce. Jeśli u nas warunki pogodowe determinują ilość ludzi na trybunach, to wobec zimna, deszczu czy śniegu, jaki to jest teatr? Nawet na najlepszą sztukę ludzie by nie przyszli, wiedząc, że muszą usiąść na zabłoconych fotelach i będzie im padać na głowę. To jeden z powodów, że nie możemy tego wszystkiego "dobudzić". Nasz dom jest rozpadający się, brzydki. Niewiele nam się udaje. Przez ten pryzmat jesteśmy postrzegani. Nie ma zgody na dziadostwo. A tak to z boku wygląda... - komentuje Jaroszewski.
Na mecze Zagłębia przychodzi mało ludzi. Na ostatnim meczu z Legionovią Legionowo było zaledwie kilkaset osób. - Paradoksalnie, dobrze rozumiem tych kibiców - przyznaje prezes Marcin Jaroszewski, który nie dziwi się, że fanom marzą się pojedynki z GKS-em Katowice czy Arką Gdynia. - Nie chciałbym, by to źle zabrzmiało, ale jesteśmy za duzi na tę małą ligę. Tu żadna drużyna nie ściągnie kibiców na trybuny. Może to nieznacznie zmienić tylko dobra gra Zagłębia - podkreśla sternik klubu.
- Trzeba też wiedzieć, że żyjemy w XXI wieku. Ludzie latają na mecze do Anglii, oglądają mistrzostwa Europy, jeżdżą na inne stadiony w Polsce. Jeśli u nas warunki pogodowe determinują ilość ludzi na trybunach, to wobec zimna, deszczu czy śniegu, jaki to jest teatr? Nawet na najlepszą sztukę ludzie by nie przyszli, wiedząc, że muszą usiąść na zabłoconych fotelach i będzie im padać na głowę. To jeden z powodów, że nie możemy tego wszystkiego "dobudzić". Nasz dom jest rozpadający się, brzydki. Niewiele nam się udaje. Przez ten pryzmat jesteśmy postrzegani. Nie ma zgody na dziadostwo. A tak to z boku wygląda... - komentuje Jaroszewski.
Polecane
II liga