"Nie będę ukrywał, że w Lubinie, w wieku 22 lat, stanąłem w miejscu"

21.06.2013
- Cały czas po szatni chodzi hasło, że coś wisi w powietrzu, ale nie wiadomo co - mówi Kamil Wilczek o dziwnej przypadłości, która dopada zawodników, którzy przychodzą grać do Zagłębia Lubin i gubią formę.
- Nie będę ukrywał, że w Lubinie, w wieku 22 lat, stanąłem w miejscu - przyznaje Wilczek. Nie jest to pierwszy zawodnik, który trafił do Zagłębia i nagle przestał grać. Przykładów piłkarzy, którzy nagle zgubili formę jest wiele - nawet w szatni Piasta znajdzie się osoba, której u "Miedziowych" nie wyszło, to Wojciech Kędziora. - Cały czas po szatni chodzi hasło, że coś wisi w powietrzu, ale nie wiadomo co - uśmiecha się Wilczek.

- Coś w tym jest, że przechodzi się do Zagłębia i nie potrafi w pełni sprzedać swoich umiejętności, a gdy odejdzie się do innego klubu, znów wygląda to dobrze - mówi Wilczek, który liczy na to, że w Gliwicach wróci do formy, którą prezentował przed przenosinami do Lubina.

Nie tylko gliwiczanie starali się o Wilczka. Były też inne propozycje. - Piast był najbardziej konkretny, a poza tym, naprawdę zależało mi, by wrócić. Podczas mojej pierwszej przygody z Gliwicami czułem się tu bardzo dobrze, poznałem wielu ludzi, z którymi nawet po odejściu utrzymywałem kontakt. Po prostu czuję się tu jak u siebie w domu - mówi pomocnik.
źródło: SPORT

Przeczytaj również