"Nasi" za granicą: Kamil Glik

23.06.2015
Podsumowań ciąg dalszy. Dziś przedstawiamy sylwetkę Kamila Glika, kapitana Torino FC, który ma za sobą sezon życia. 
Rafał Rusek/Press Focus
Bardzo rzadko zdarza się żeby Polak występujący w zagranicznym klubie był na tyle znaczącą postacią, aby zostać kapitanem. Właściwie to się zazwyczaj nie zdarza. O tym, kto będzie pełnił tę odpowiedzialną funkcję decyduje przecież nie tylko postawa na boisku, ale również posłuch w szatni. Jak pokazały ostatnie dwa lata, a zwłaszcza poprzednie rozgrywki, Glik ma i jedno i drugie.

Opaskę dostał przed sezonem 2013/2014 i w każdym meczu widać było, że ta trafiła w odpowiednie ręce. Za każdym razem dawał z siebie wszystko, a w rozgrywkach 2014/2015 był jedynym, obok Marka Hamsika z Napoli, zagranicznym kapitanem w całej Serie A.

Swoją walecznością i zaangażowaniem od razu podbił serca kibiców. Zasłużył sobie w pełni na przydomek "Il Capitano", którym okrzyknęli go kibice Torino. Stadion nie raz, nie dwa skandował: "jeden kapitan, jest tylko jeden kapitan". W stolicy Piemontu był tak uwielbiany, że jeden z włoskich raperów, prywatnie fan "Byków", nagrał o Gliku piosenkę. 

Piękna przygoda we Włoszech może jednak dobiec końca. W mediach aż huczy od pogłosek o zainteresowaniu Glikiem potęg europejskich. Wśród nich wymieniane są takie kluby jak: Manchester City, Manchester United, Borussia Dortmund, a nawet Bayern Monachium. Wydaje się jednak, że najbliżej mu, dość niespodziewanie, do tureckiego Galatasaray Stambuł. 

Szum wokół Glika rozpoczął się początkiem tego roku, kiedy przez pewien czas pozostawał on najlepszym strzelcem swojego zespołu. Miał dużą szansę na to, aby pobić, należący do Zbigniewa Bońka, rekord 7 bramek strzelonych przez polskiego zawodnika w jednym sezonie w rozgrywkach Serie A. Kamil ostatecznie zakończył z 7 bramkami na koncie i nie pobił "Zibiego", ale rekord wyrównał. Trzeba jednak przyznać, że wynik jest bardzo dobry. Pamiętajmy, że Glik jest obrońcą, a prezes PZPN był napastnikiem...

Uwagę ekspertów nie zwróciła jednak tylko liczba bramek strzelonych przez jastrzębianina, ale również jego pewna gra w obronie. W każdym spotkaniu dyrygował swoimi kolegami tak, że Torino zakończyło rozgrywki na 9. miejscu, a pomiędzy 6 grudnia i 1 marca, przez 12 meczów, było niepokonane i straciło tylko 10 bramek. Sam Glik był zaporą nie do przejścia.

32 mecze, 7 bramek, 2 asysty i 2794 minuty spędzone na boisku. Tylko w jednym meczu wchodził z ławki rezerwowych i tylko trzech gier nie dokończył. Statystyki dość imponujące. Jeśli dodać do tego dobre występy w Lidze Europy i przede wszystkim w reprezentacji Polski, to trzeba przyznać, że Glik jest obecnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Jednym z tych, którzy pochodzą z naszego regionu. 
źródło: SportSlaski.pl
autor: DH

Przeczytaj również