Napastnik Polonii: Należał się nam rzut karny. Na 100 procent!

10.04.2009
Michał Zieliński zaliczył w meczu z Odrą ledwie 11 minut, ale zdążył napsuć rywalom sporo krwi. - Nadal uważam, że podjąłem słuszną decyzję, sadzając go na ławce - zastrzega trener Jurij Szatałow.
Na niedługo przed końcem meczu z Odrą bytomscy kibice zaczęli skandować: "Zielu, Zielu!". Minęła ledwie chwila i wywoływany przez nich Michał Zieliński pojawił się na placu gry. Już zaraz potem napastnik Polonii mógł odwdzięczyć się golem. - Uderzyłem dobrze, ale Stachowiak popisał się świetną paradą - komentuje swoją "główkę" snajper ekipy z Olimpijskiej.

Zdecydowanie dłużej będzie się dyskutować o akcji, jaka miała miejsce już w doliczonym czasie gry. - Będąc w polu karnym, dostałem piłkę od Marka Bażika. Wyprzedziłem rywala i miałem ją przy nodze. Wtedy zostałem ewidentnie sfaulowany od tyłu. Należał się nam rzut karny. Na 100 procent! - przekonuje Zieliński. Tymczasem gwizdek arbitra milczał. - Nie widziałem dokładnie tego starcia, ale nie wierzę, by Michał mógł pokusić się o jakąś nieszczerość - kwituje Jurij Ształow. Czy szkoleniowiec zespołu z Bytomia nie żałuje, że postawił na "Ziela" tak późno?

- Nie. Tak to sobie właśnie zaplanowałem, że wpuszczę go na boisko w drugiej połowie. Grzesiu Podstawek, który wystąpił w ataku od początku, rozegrał przecież dobre zawody. Nieustannie nękał defensywę gości - zauważa Szatałow, który miał zamiar dać również szansę młodemu Łukaszowi Gikiewiczowi. Kontuzje Jerzego Brzęczka i Jacka Trzeciaka sprawiły jednak, że trener Polonii zmuszony był przeprowadzić inne roszady.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również