Napastnik Piasta: To, co było w Podbeskidziu, po prostu mnie śmieszy

25.01.2013
- Miałem z Robertem Kasperczykiem szczerą rozmowę, w której wyjaśnił mi, że o mojej sytuacji w zespole nie do końca decydowała forma sportowa - mówi Adrian Sikora, napastnik Piasta, o pobycie w Podbeskidziu.
Sikora w Bielsku-Białej miał fatalny bilans, a całą wiosnę spędził w IV-ligowych rezerwach. Skoro nie decydowała o tym forma, to co? - Do Podbeskidzia przychodziłem za rządów Janusza Okrzesika, którego bardzo szanuję. Dobrze się nam rozmawiało. Nie było między nami żadnych nieścisłości, dogadaliśmy się w pięć minut. Niestety, niedługo potem ktoś uznał, że prezes musi odejść. Okazało się, że pewnej osobie - będącej przy klubie - moja obecność nie odpowiada. Ale bez nazwisk, bo nie chcę nikomu robić reklamy. Albo antyreklamy - mówi napastnik z Ustronia.

Może "Siki" czymś tej osobie podpadł? - Nie miała powodów, żeby czuć do mnie niechęć, choć - jak się później dowiedziałem od osób trzecich - od początku nie była zwolennikiem mojego transferu. Ale jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze. Tyle, że ja nie przychodziłem do Podbeskidzia, by zarabiać ogromne sumy. Prezes Okrzesik zaproponował mi ile mógł, a ja się zgodziłem. Wszystko mi odpowiadało, bo byłem u siebie i miałem możliwość gry w ekstraklasie. To, co działo się w Podbeskidziu później, po prostu mnie śmieszy - nie ukrywa.

Czy Sikora czuje się pokrzywdzony. - Mam pewien żal, bo do rozmowy z trenerem Kasperczykiem doszło już po fakcie, gdy odchodziłem. Można to było rozegrać zupełnie inaczej. Wtedy nie musiałbym pół roku grać w IV-ligowych rezerwach - twierdzi. Trafił jednak do ekstraklasowego Piasta Gliwice i dobrze się tam czuje. - Podoba mi się tu. Klub jest fajnie zarządzany i czuć klimat do tego, by robić dobre wyniki - kończy Adrian Sikora.
źródło: Sport

Przeczytaj również