Napastnik Odry czekał 16 miesięcy, aby wrócić na boiska ekstraklasy!

02.04.2010
Marcin Chmiest ostatniego gola w lidze strzelił w listopadzie... 2006 roku. Przez ostatnie 1,5 roku zagrał w sześciu ligowych meczach. - Straciłem ten czas - przyznaje, lecz nie traci optymizmu.
31-latek wrócił do Wodzisławia Śląskiego. To w tym mieście osiągnął szczyt formy, co cztery lata temu zaowocowało transferem do SC Braga. - Nie żałuję tej decyzji. Szkoda tylko, że zostałem wtedy jedynie wypożyczony. Gdybym został sprzedany, to byłoby mi łatwiej się zaaklimatyzować - przekonuje dziś. W Portugalii spędził kilka miesięcy i zagrał w 10 ligowych meczach. Klub nie zdecydował się na jego wykupienie. Był dogadany z Apoelem Nikozja z Cypru. Ostatecznie jednak podpisał kontrakt z Arką Gdynia, która występowała na zapleczu ekstraklasy. To był krok, który zahamował jego karierę.

Ściągnięty przez Wojciecha Stawowego grał w pierwszym składzie aż szkoleniowiec stracił pracę. Gola nie strzelił. Nowi trenerzy odsuwali Chmiesta coraz dalej. Jego sytuację pogarszały również problemy zdrowotne. - To nie był udany okres dla mnie. Nie chciałbym rozdrapywać starych ran. Powiem tylko, że spotkałem w tym mieście ludzi fajnych, jak i mało przychylnych. Moja forma sportowa przestała mieć znaczenie. Nie grałem z innych powodów - tłumaczy. Media pisały, że piłkarz nie chciał renegocjować ważnego kontraktu, co miało złościć działaczy.

Doszło do tego, że stracił cały rok ubiegły. Nie zagrał w ani jednym ligowym meczu, jesienią został nawet odsunięty od kadry! Dopiero zimą rozwiązał kontrakt i pod koniec okienka transferowego wrócił do Wodzisławia Śląskiego. - Są tacy, którzy życzą Odrze spadku. Jednak kiedy się zobaczy ten klub od środka, poczuje jego atmosferę, to człowiek nabiera do niego szacunku. Odra kiedyś mi pomogła, wypromowałem się w niej. Dziś chciałbym spłacić dług wdzięczności i dołożyć swoją cegiełkę do utrzymania - podkreśla Chmiest, którego cieszy również fakt, że znów jest blisko rodzinnego Krakowa.

Chwali atmosferę, kolegów i trenera. Sęk w tym, że dotąd rozegrał ledwie osiem minut. Wszedł z ławki w meczu z Piastem Gliwice. - Jestem gotowy, aby grać od pierwszej minuty. Nie przyszedłem tutaj siedzieć na ławie. Czekam na swoją szansę. Wyjdę wtedy na boisko i zrobię to, co potrafię - zapowiada.


Długie rozstania z ligowymi boiskami:
16 miesięcy - Marcin Chmiest (Arka Gdynia/Odra Wodzisław)
7,5 miesiąca - Martin Fabusz (Ruch Chorzów)
7 miesięcy - Juraj Balaż (Polonia Bytom)
5 miesięcy - Damian Gorawski (Górnik Zabrze)
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również