Napastnik Górnika pojechał do Łodzi, aby ŁKS otrzymał licencję

04.07.2010
Wiosną nikt w Zabrzu na siłę ognia nie narzekał. Adrian Świątek stworzył bardzo niebezpieczny duet z Tomaszem Zahorskim. Czy któregoś z tych zawodników wygryzie na przykład Daniel Sikorski?
Po ostatnim zakupach zawodników ofensywnych w kadrze Górnika nie brakuje. Gole w sparingu z Silesią Lubomia strzelali Sikorski, a także Marcin Wodecki. Miejsce na szpicy może zająć również Michał Jonczyk. - Akurat ja rywalizacji się nie boję, bo znam swoją wartość. Wierzę, że to mi przypadnie gra w pierwszym składzie - zaznacza Świątek, który liczy, że nadal będzie tworzył parę napastników wraz z Zahorskim. - Zadbam o to, żeby wszyscy byli zadowoleni. Moja współpraca z "Zahorem" powinna wyglądać coraz lepiej. Doskonale się rozumiemy na boisku, jak i poza nim - podkreśla.

24-letni Świątek i młodsi koledzy mają w zamyśle działaczy podnosić swoje umiejętności, podpatrując bardziej doświadczonych kolegów, których pozyskano w ostatnim czasie. Dobry przykład ma dawać chociażby Michał Bemben. - Ja profesjonalizmu nauczyłem się wcześniej. Każdy wie, po co przychodzi do Górnika. Gra tutaj to nie jest piknik. To jest nasza praca i należy przykładać się do niej jak najlepiej. Na treningach trzeba słuchać trenera i nie może być mowy o jakimś obijaniu - kwituje Świątek.

Co ciekawe, były zawodnik ŁKS-u na początku kończącego się tygodnia pojawił się w Łodzi. Po co? Aby podpisać ugodę z tamtejszym ŁKS. "Święty" poszedł na rękę działaczom tego klubu. - Łodzianie potrzebowali mojej ugody do otrzymania licencji. Chcieli się dogadać, także przystałem na ich warunki - przyznaje. - Oczywiście, że nie musiałem się na to zgadzać, ale inaczej sprawa znalazłaby się w sądzie i wszystko trwałoby dłużej - tłumaczy.
autor: Szymon Ziober

Przeczytaj również