"Mówienie o mistrzostwie dla Ruchu nie jest dowodem niepoczytalności"
09.03.2012
Laureat Literackiej Nagrody Nike jest prywatnie kibicem Ruchu Chorzów. I to takim naprawdę zaangażowany. Co Wojciech Kuczok sądzi o postawie zespołu w tej rundzie?
Fantastycznych wyników i świetnej gry należało się spodziewać, skoro drużyny tym razem nie osłabiono a trenerowi pozwolono w komfortowych warunkach przepracować zimowy okres przygotowawczy. Im bliżej końca rozgrywek, tym bliżej są Niebiescy mistrzostwa Polski. W tym zdaniu nie ma żadnej sprzeczności, jest suchym stwierdzeniem faktu (...)
Kiedy trener raczył publicznie zauważyć ten fakt, słusznie uznając, że skoro drużyna zaszła tak wysoko, nie ma sensu ściemniać i szafować fałszywą skromnością, nagle zrobił się raban. Ba, zasięgnięto porady psychologa (dobrze, że nie psychiatry), cóż może oznaczać taka deklaracja.
Skoro jednak sławny specjalista orzekł, że głośne mówienie o mistrzostwie dla Ruchu nie jest dowodem niepoczytalności, być może i dziennikarze dostaną przyzwolenie na to, by spojrzeć na nasz klub inaczej niż na dziecko specjalnej troski. I zamiast pisać o tym, z kim nie wygrała Legia, nastrojach trenera Skorży i układzie chmur nad stadionem przy Łazienkowskiej, zaczną cieplej spoglądać na chorzowskie podwórko, przy którym niepostrzeżenie wyrosła najsolidniejsza ekipa w kraju.
Pamiętam analogiczną sytuację sprzed 23 lat, kiedy Ruch jako beniaminek czaił się, czaił, aż w końcu wyskoczył zza pleców potentatów i zgarnął majstra. Trener Wyrobek nie zająknął się o mistrzowskim celu niemal do końca rozgrywek, dzięki czemu tytuł udało się zdobyć bez presji. Pozostaje mieć nadzieję, że Waldemar Fornalik dobrze oszacował siły swoich podopiecznych i wie, co mówi. Zdopingowani i dowartościowani piłkarze, którzy wiedzą, że grają o najwyższą stawkę, mogą poważnie zaszaleć na boiskach, a wtedy już w maju będziemy w Chorzowie świętować i szaleć z radości. Któż będzie wtedy pamiętał, że politycy sprzątnęli nam sprzed nosa jakieś tam Euro?
Fantastycznych wyników i świetnej gry należało się spodziewać, skoro drużyny tym razem nie osłabiono a trenerowi pozwolono w komfortowych warunkach przepracować zimowy okres przygotowawczy. Im bliżej końca rozgrywek, tym bliżej są Niebiescy mistrzostwa Polski. W tym zdaniu nie ma żadnej sprzeczności, jest suchym stwierdzeniem faktu (...)
Kiedy trener raczył publicznie zauważyć ten fakt, słusznie uznając, że skoro drużyna zaszła tak wysoko, nie ma sensu ściemniać i szafować fałszywą skromnością, nagle zrobił się raban. Ba, zasięgnięto porady psychologa (dobrze, że nie psychiatry), cóż może oznaczać taka deklaracja.
Skoro jednak sławny specjalista orzekł, że głośne mówienie o mistrzostwie dla Ruchu nie jest dowodem niepoczytalności, być może i dziennikarze dostaną przyzwolenie na to, by spojrzeć na nasz klub inaczej niż na dziecko specjalnej troski. I zamiast pisać o tym, z kim nie wygrała Legia, nastrojach trenera Skorży i układzie chmur nad stadionem przy Łazienkowskiej, zaczną cieplej spoglądać na chorzowskie podwórko, przy którym niepostrzeżenie wyrosła najsolidniejsza ekipa w kraju.
Pamiętam analogiczną sytuację sprzed 23 lat, kiedy Ruch jako beniaminek czaił się, czaił, aż w końcu wyskoczył zza pleców potentatów i zgarnął majstra. Trener Wyrobek nie zająknął się o mistrzowskim celu niemal do końca rozgrywek, dzięki czemu tytuł udało się zdobyć bez presji. Pozostaje mieć nadzieję, że Waldemar Fornalik dobrze oszacował siły swoich podopiecznych i wie, co mówi. Zdopingowani i dowartościowani piłkarze, którzy wiedzą, że grają o najwyższą stawkę, mogą poważnie zaszaleć na boiskach, a wtedy już w maju będziemy w Chorzowie świętować i szaleć z radości. Któż będzie wtedy pamiętał, że politycy sprzątnęli nam sprzed nosa jakieś tam Euro?
Polecane
Ekstraklasa