Momenty były, ale to za mało. Ślązacy powalczą o utrzymanie

03.04.2017
Miało być święto, miały być piłkarskie fajerwerki, było skromne przyjęcie na urodziny ligi. Piłkarzom Ruchu Chorzów i Piasta Gliwice ambicji odmówić nie sposób, ale też trudno powiedzieć, by spełnili oczekiwania ostrzących sobie zęby na jedyne śląskie derby Ekstraklasy kibiców.
Łukasz Laskowski/PressFocus
Pierwsza połowa zdecydowanie dla Ruchu, choć nie udokumentowana przez chorzowian ani jednym trafieniem. Zaczęło się groźnym uderzeniem zza szesnastki autorstwa Łukasz Moneta. Ciekawie było też w 13. minucie, gdy po rzucie rożnym Patryka Lipskiego piłka w polu karnym minęła kilku graczy i trafiła pod nogi Rafała Grodzickiego, który jednak nie trafił w nią czysto psując okazję na prowadzenie chorzowian.

"Niebiescy" groźni byli z kontrataków. Tak jak w 21. minucie, gdy Marcin Kowalczyk przejął piłkę na własnej połowie, założył efektowną siatkę Marcinowi Pietrowskiemu, w końcu wyłożył piłkę Lipskiemu ale ten, blokowany przez defensorów z Gliwic nie miał miejsca na oddanie strzału. Całość finalizował jeszcze Maciej Urbańczyk, ale uderzył słabo i metr obok bramki Jakuba Szmatuły.

Kibice złapali się za głowy kilka chwil później, gdy Jarosław Niezgoda popsuł doskonałą akcję chorzowian. Piłka jak po sznurku wędrowała przez całe boisko. Zaczął Rafał Grodzicki, przez Łukasza Surmę, Patryka Lipskiego, który świetnym podaniem wypuścił prawą stroną Miłosza Przybeckiego. Skrzydłowy wystawił piłkę najskuteczniejszemu snajperowi chorzowian, który będąc kilka metrów przed bramką Szmatuły nie trafił w piłkę.ozczarowała, poz

Pierwsza połowa nieco rozczarowała, ale w drugiej... działo się jeszcze mniej. Początkowo to goście częściej przebywali w okolicach szesnastki rywala, ale jedynym, który mógł czuć się zagrożony był operator kamery stojący na wygniku kilkanaście metrów nad bramką Libora Hrdlicki. Później gra przeniosła się na połowę gliwiczan - również bez efektów. W końcu jednak fani z Cichej doczekali się emocji - zafundował je Moneta, który kończył rajd lewą stroną potężną bombą z ok 20 metrów, po której zatrzęsła się poprzeczka bramki Szmatuły. 

Kilka minut później piłkę w bramce widzieli już fani z Gliwic. Łukasz Sekulski znakomicie rozegrał kontrę swojego zespołu, zagrał do wychodzącego na pozycję Vranjesa, który kopnął obok wychodzącego z bramki Hrdlicki, ale i centymetry obok słupka. W doliczonym czasie z daleka strzelał jeszcze wprowadzony chwilę wcześniej Miłosz Trojak i... to tyle. 

Śląscy ligowcy dopisali sobie do tabeli po punkcie, co tak naprawdę nikogo pewnie nie satysfakcjonuje. Wydaje się za to przesądzone, że obie ekipy spotkają się w tym sezonie jeszcze raz, tocząc jeden z siedmiu bojów o pozostanie w lidze...

Ruch Chorzów - Piast Gliwice 0:0
Ruch: Hrdlicka - Konczkowski, Grodzicki, Helik, Kowalczyk - Przybecki (83' Pazio), Surma, Lipski, Urbańczyk, Moneta (90' Trojak) - Niezgoda (85' Arak). Trener: Waldemar Fornalik.

Piast: Szmatuła - Szeliga, Korun, Pietrowski (61' Jankowski), Sedlar - Badia (74' Sekulski), Murawski, Vranjes, Flis, Zivec (61' Masłowski) - Papadopulos. Trener: Dariusz Wdowczyk.

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom)
Żółte kartki: Flis, Szeliga (Piast)
Widzów: 7837 
autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również