Mirosław Smyła: W drugiej połowie biliśmy głową w mur...
08.09.2012
Sławomir Suchomski, opiekun beniaminka z Rypina, bardzo cieszył się z trzech punktów "na trudnym terenie". Pochwalił katowiczan, m.in. za dobre przygotowanie fizyczne. Mimo zwycięstwa, przyznał, że... - Graliśmy dziś słabiej niż w poprzednich meczach, kilka sytuacji zmarnowaliśmy, brakowąło zimnej krwi - tłumaczył szkoleniowiec gości.
- Rozwój miał groźne stałe fragmenty gry - wskazał. I miał rację. W samej końcówce remis mógł dać gospodarzom Rafał Lis, ale z wolnego trafił w poprzeczkę. - Śledziłem mecze III ligi i wiedziałem, że grupa śląska jest bardzo mocna. U nas było podobnie. Wiedzieliśmy, że beniaminkowie z tych grup będą mocni. Złapaliśmy rozpęd tak jak Rozwój, więc mecz był dziś prawie na szczycie. Nie chciałem to przegrać. W rozwoju widzę duży potencjał - chwalił zespół Smyły, Suchomsnki. - My w prawie każdym meczu mamy przewagę w drugiej linii. To jest klucz do naszych dotychczasowych sukcesów - wskazał atuty swojej drużyny i dodał, że oba zespoły sprawią w tym sezonie nie jedną niespodziankę.
- Mam nadzieję, ze trudny teren to nie tylko grząskie boisko - zażartował trener Rozwoju, odnosząc się do słów kolegi po fachu. - Na niektórych pozycjach Lech ma wyróżniających się zawodników w lidze, wiedzieliśmy że trzeba zagęścić środek pola. Dziś potwierdziło się, że nagminnie strzelają gole w pierwszej połowie. Nasz plan gry legł w gruzach w momencie utraty bramki. Do tego czasu nasz pomysł był całkiem niezły, stworzyliśmy dwie sytuacje bramkowe. W najmniej oczekiwanym momencie straciliśmy gola, który wpłynął na wszystko - żałował Mirosław Smyła.
Szkoleniowiec przyznał, że krytycznie patrzy na poczynania swojego zespołu. - W drugiej połowie biliśmy głową w mur, a rywale dobrze kontrowali. Poszliśmy va banque, zmieniliśmy ustawienie i graczy, ale nic nie przyniosło efektu. W końcowej fazie meczu nie mieliśmy pomysłu i chyba zasłużenie przegraliśmy. Trzeba walczyć dalej. Wierzę, że naszą siłą jest kolektyw - powiedział.
- Ten tydzień nie był łatwy. Mieliśmy mnóstwo mniejszych, bądź większych urazów. Gielza i Mielnik mieli problemy w tygodniu. Ten drugi grał na środkach przeciwbólowych, ale taką mamy dziś kadrę - zakończył trener.
- Rozwój miał groźne stałe fragmenty gry - wskazał. I miał rację. W samej końcówce remis mógł dać gospodarzom Rafał Lis, ale z wolnego trafił w poprzeczkę. - Śledziłem mecze III ligi i wiedziałem, że grupa śląska jest bardzo mocna. U nas było podobnie. Wiedzieliśmy, że beniaminkowie z tych grup będą mocni. Złapaliśmy rozpęd tak jak Rozwój, więc mecz był dziś prawie na szczycie. Nie chciałem to przegrać. W rozwoju widzę duży potencjał - chwalił zespół Smyły, Suchomsnki. - My w prawie każdym meczu mamy przewagę w drugiej linii. To jest klucz do naszych dotychczasowych sukcesów - wskazał atuty swojej drużyny i dodał, że oba zespoły sprawią w tym sezonie nie jedną niespodziankę.
- Mam nadzieję, ze trudny teren to nie tylko grząskie boisko - zażartował trener Rozwoju, odnosząc się do słów kolegi po fachu. - Na niektórych pozycjach Lech ma wyróżniających się zawodników w lidze, wiedzieliśmy że trzeba zagęścić środek pola. Dziś potwierdziło się, że nagminnie strzelają gole w pierwszej połowie. Nasz plan gry legł w gruzach w momencie utraty bramki. Do tego czasu nasz pomysł był całkiem niezły, stworzyliśmy dwie sytuacje bramkowe. W najmniej oczekiwanym momencie straciliśmy gola, który wpłynął na wszystko - żałował Mirosław Smyła.
Szkoleniowiec przyznał, że krytycznie patrzy na poczynania swojego zespołu. - W drugiej połowie biliśmy głową w mur, a rywale dobrze kontrowali. Poszliśmy va banque, zmieniliśmy ustawienie i graczy, ale nic nie przyniosło efektu. W końcowej fazie meczu nie mieliśmy pomysłu i chyba zasłużenie przegraliśmy. Trzeba walczyć dalej. Wierzę, że naszą siłą jest kolektyw - powiedział.
- Ten tydzień nie był łatwy. Mieliśmy mnóstwo mniejszych, bądź większych urazów. Gielza i Mielnik mieli problemy w tygodniu. Ten drugi grał na środkach przeciwbólowych, ale taką mamy dziś kadrę - zakończył trener.
Polecane
II liga