Mirosław Smyła: Ta praca przyniesie efekt

04.03.2016
Okres zimowy w pierwszej lidze był wyjątkowo długi. W końcu jednak w weekend piłkarze wybiegną na ligowe boiska. Rozwój Katowice rozpocznie od meczu wyjazdowego z Bytovią Bytów. O tym spotkaniu, ale przede wszystkim o kończącym się okresie przygotowawczym i o zmianach jakie zaszły w katowickiej ekipie rozmawiamy z trenerem, Mirosławem Smyłą. 
Rafał Rusek/Press Focus
SportSlaski.pl: Czuć już tą adrenalinę związaną z pierwszoligowym startem?

Mirosław Smyła: Tak, tak. Niektórzy to nazywają adrenaliną, inni biegunką, a jeszcze inni motylkami (śmiech). A tak poważnie: tak, wreszcie się zaczynają te emocje. Zderzenie z pierwszoligową rzeczywistością jesienią dla nas było mocne, ale teraz mamy nadzieję, że będzie lepiej. Miejsce co prawda nie napawa optymizmem, jesteśmy beniaminkiem, na papierze pierwszą drużyną do spadku, ale na pewno powalczymy.

No właśnie fakt, że wszyscy Was spisują nas straty może pomóc, czy raczej nie ma większego wpływu?

Nawet trenerowi taki fakt, że nikt na nas nie stawia może tylko pomóc. Można w ten sposób motywować zawodników, a każdy mężczyzna przecież lubi wyzwania i chce udowadniać, że sobie radzi. Ja nazywam czasem naszą ekipę nie „lotem skazańców”, ale „lotem niechcianych zawodników”. Kilku takich u nas jest. Wierzę, że ten lot dokończymy, bezpiecznie wylądujemy, a nie rozbijemy się.

Optymizm ten bierze się z okresu przygotowawczego?

Dokładnie. Przegraliśmy cztery z rzędu mecze z drużynami ekstraklasowymi, ale nawet w tych spotkaniach można było oceniać nas w miarę pozytywnie. Z każdym kolejnym meczem było coraz lepiej. Co prawda traciliśmy głupie bramki, ale na tym etapie prezentowaliśmy się przyzwoicie. W Zakopanem wykonaliśmy potężną, mozolną pracę. Głównie nad motoryką. Ona musi przynieść efekt. Pogoda dopisywała, zawodnicy byli zdrowi, wytrzymali potężne obciążenia. Z czasem wyglądało to coraz lepiej. W ostatnim meczu sparingowym z GKS-em Tychy zagraliśmy dobry futbol. Zdobyliśmy jedną bramkę, mogliśmy pokusić się o jeszcze kolejne. Teraz natomiast są już zdecydowanie mniejsze obciążenia i przygotowywanie się pod pierwszego rywala, Bytovię.

W pierwszych sparingach – abstrahując od klasy rywali – traciliście bramki po własnych błędach. W ostatnich meczach pod tym względem było chyba już zdecydowanie lepiej.

Tak. Jest zdecydowanie postęp, ale nie powiem, że jest idealnie. Tak bym mógł rzec gdybyśmy byli mistrzami Polski (śmiech). W każdym razie chcemy równać cały czas do najlepszych, doskonalić się. I podobnie jest w defensywie.

Może to brzmi dziwnie, skoro mówimy o przedostatniej drużynie pierwszej ligi, ale z gry w ofensywie w sparingach chyba trener może być również zadowolony.

Tak, sytuacje sobie stwarzaliśmy i je wykorzystywaliśmy. A na dodatek zdobywali je napastnicy: Adam Czerkas, Adam Żak, Filip Kozłowski. Tak to powinno wyglądać.

Do zespołu zimą dołączyli: Wojciech Pawłowski, Tomasz Szatan i Konrad Nowak. Każdy z nich to doświadczenie i jakość?

Cała trójka to wartość dodana. Umiejętności sportowe każdego z tych zawodników kibice znają. A samo podejście tych chłopaków i świadomość, że tu są musi cieszyć. Nie dla pieniędzy, ale by grać w pierwszej lidze i powalczyć.

Wojciech Pawłowski również?

Oczywiście. Ten transfer jest dla dobra jednych i drugich. My możemy zyskać na tym, ale również sam Wojtek chce się odbudować. A początek nie był wcale łatwy dla niego. W pierwszym sparingu w ciągu piętnastu minut puścił cztery bramki. Pierwszy mecz na śniegu dla niego od dawna na dodatek. Wtedy to nie wyglądało za dobrze…Dziś jednak coraz bardziej jest zżyty z resztą zespołu i coraz pewniej się tu czuje. Jak mówi nasz trener bramkarzy, Marek Kolonko, jeżeli nawet Wojciech Pawłowski potrafi lepiej bronić to wcale nie musi tego robić. Byle nie bronił gorzej.

Zimą swoje szanse dostawała też młodzież. Będzie jakiś spektakularny debiut wiosną?

W Rozwoju wraz z trenerami grup młodzieżowych podjęliśmy się specjalizacji naszych wychowanków. Nie brakuje u nas reprezentantów Polski, naprawdę uzdolnionych chłopaków. I tak ja zajmuje się taktyką, inny trener szkoli ich motorycznie, jeszcze inny kondycyjnie. Stąd też na obozie było nas prawie 40 osób. I kto wie, może 1-2 zawodników, którzy teraz mają 16 lat wiosną dostaną szansę i zadebiutują w pierwszej lidze. Ale bez nazwisk (śmiech).

Mówimy cały czas w kontekście rywalizacji o ligowy byt. A co jeśli się nie uda?

Jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. Mogliśmy zimą sięgnąć po graczy z ekstraklasy, którzy mają 30-35 lat, ale w przypadku niepowodzenia byśmy może nie mieli kim grać w II lidze. Mamy świadomość jakie jest nasze miejsce sportowe obecnie, jaki też jest nasz poziom finansowy i wiemy jaką chcemy obrać drogę. Że warto stawiać na młodych pokazuje chociażby przykład Arkadiusza Milika. My przed startem rundy wiosennej jesteśmy przygotowani na dwa warianty. Utrzymanie lub też spadek i nie rozwalenie drużyny. Ale zaznaczam, będziemy walczyć do upadłego.

Przeczytaj również