Mirosław Kmieć: To nie są jakieś czary mary

19.05.2013
Zagłębie odprawiło kolejnego rywala z bagażem trzech bramek. Procentuje ciężka i uczciwa praca. Mnie to bardzo cieszy, gdyż jeszcze nie tak dawno gra tych chłopców była nazywana dziadostwem, kalectwem - mówi trener.
Sobotnią "ofiarą" sosnowiczan okazał się walczący o przetrwanie w II lidze Ruch Zdzieszowice. - Wygrywamy kolejny mecz, wycięstwo ponownie udokumentowaliśmy trzema bramkami. Zakończyliśmy maraton, do którego się przygotowywaliśmy. A to, że chłopcy są w "sztosie", to oni o tym wiedzą i my trenerzy również o tym wiemy. Po to trenowaliśmy, to nie są jakieś czary mary. Procentuje ciężka i uczciwa praca. Mnie to bardzo cieszy, gdyż jeszcze nie tak dawno gra tych chłopców była nazywana dziadostwem, kalectwem - nie kryje satysfakcji trener Mirosław Kmieć.

- Czasami wiem, że coś powiem w emocjach, ale jeśli coś mi leży na sercu, a chce mieć je zdrowe, to mówię tak, jak uważam i czuję. Wiem, że po drodze mogę komuś ubliżyć, a jeśli tak zostanie to odebrane, to przepraszam. Jednak nikt nie ma prawa decydować o tym, jak ja mam mówić i jak ja mam pewne rzeczy odbierać. To są moje odczucia i przemyślenia. Zagłębie zawsze będzie wielkie, ale chciałbym, by było to podkreślone za naszej gry, za naszych czasów. Do tego są potrzebni ludzie wokół klubu i w drużynie, zaczynając od zawodników, trenera i wszystkich ludzi w drużynie, kończąc na rzeczniku prasowym. Potrzebujemy ludzi o wielkich umiejętnościach, agresywnych i dynamicznych, którzy dadzą się pociąć za ten klub - przekonuje.
źródło: zaglebie.eu

Przeczytaj również