Mika: Wiele spraw udało się wyprostować. Trzeba odzyskać twarz na boisku
09.03.2013
Po długiej zimowej przerwie wracacie na ligowe boiska. Jest w was wiara, że uda się przełamać i odzyskać utraconą jesienią twarz?
- Wiara jest w nas żywa. Gdyby tak nie było, to na pewno byśmy nie wsiadali do autokaru i nie jechali do Niecieczy. Nasza sytuacja jest trudna, ale o tym wszyscy wiedzą. My jednak się nie poddajemy i zrobimy wszystko, by tę plamę z rundy jesiennej zamazać, żeby Polonia Bytom zaprezentowała się z jak najlepszej strony.
Honor macie szansę odzyskać, ale o utrzymanie będzie bardzo ciężko i to trzeba sobie jasno powiedzieć.
- Nasza sytuacja jest dramatyczna, ale dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe. Nikt z nas nie powiedział, że Polonia już spadła, bo tak się nie stało. Pierwsze mecze zawyrokują, czy nawiążemy walkę i będziemy mieli szanse na utrzymanie. Przecież w poprzednim sezonie też utrzymaliśmy się rzutem na taśmę, zajmując pierwsze z miejsc spadkowych i w tym sezonie historia może się powtórzyć. Dochodzą do nas słuchy, że coraz więcej klubów ma różne problemy i różnie może się ich los potoczyć. My będziemy robić wszystko, by I liga została w Bytomiu.
Okiem kapitana, jak oceniasz ekipę, która zimą stworzyła się przy Olimpijskiej? Kilku doświadczonych ligowców w kadrze się pojawiło.
- Faktycznie kilku chłopaków z uznanymi w lidze nazwiskami się pojawiło, ale nas martwi to, że większość tych transferów została dokonana dopiero kilka tygodni przed ligą. Zgrania ta drużyna - tak dobrego jakbyśmy sobie tego życzyli - mieć nie może. Będziemy ciężko pracować, żeby pewne schematy sobie utrwalić. Wierzę, że z meczu na mecz będziemy grali coraz lepiej.
Głośno mówiło się, że runda wiosenna mogła być ostatnią w barwach Polonii także dla ciebie. Ostatecznie jednak w Bytomiu pozostałeś. Co tobą kierowało?
- To, że moje miejsce jest w Polonii, podpowiadało mi serce. Na przeszkodzie do transferu stanęła też kontuzja, jakiej doznałem w Bydgoszczy i nie da się tego ukryć. Przed tym meczem, moje nazwisko często pojawiało się na ustach trenerów i było jakieś zainteresowanie. Potem jednak wszystkie tematy przycichły i żadnych rozmów nie było. Nie rozdzierałem z tego powodu szat. Musiałem skupić się na treningu i dojściu do pełnej dyspozycji. Robiłem to z radością, bo jestem z Bytomia i chciałbym dla Polonii grać jak najdłużej.
Na wiosnę Mateusz Mika stanie w bramce Polonii, ale zaprezentuje się kibicom w zupełnie nowej odsłonie.
- Dzięki uprzejmości firmy Reusch zagram w specjalnie przygotowanym dla mnie kasku. Na pewno da mi to większy komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa. Nie mam żadnych obaw, ale zawsze warto być przezornym, bo na boisku, kiedy jest walka, to różne rzeczy się dzieją.
Jesienią głośno było o tym, że piłkarze Polonii przychodzą na treningi bez śniadania, bo nie mieli na to pieniędzy. Dziś te tematy udało się wyprostować?
- Pod tym względem idzie ku dobremu. Ostatnio na naszych kontach pojawiły się pieniądze i według zapewnień zarządu ma tak być już do końca sezonu. Później czas pokaże, w której lidze będziemy grać i raz jeszcze usiądziemy do rozmów o naszej przyszłości. Nie da się ukryć, że po ostatnich ciężkich miesiącach liczy się dla nas regularność i wypłacalność klubu, byśmy mogli skupić się tylko na grze. Pieniędzy ma nie zabraknąć i my w to wierzymy.
Na bieżące pensje fundusze są zabezpieczone, a jak wygląda sprawa spłaty zaległości?
- Wszystko to sprawa indywidualna każdego z chłopaków, bo ustalenia były czynione indywidualnie. Część z nas porozumiała się z działaczami na temat spłaty zadłużenia, a niektórzy nawet część zaległości już mają spłaconą. Nie bez znaczenia był fakt, że złożyliśmy sprawę w PZPN, by potem dzień przed sprawą nasze pisma wycofać. Nie mówiło się o tym głośno, ale takie tematy były.
Był to zatem ruch czysto pokerowy, bo, jak rozumiem, nie chcieliście w rzeczywistości zrobić krzywdy klubowi?
- Nie było z naszej strony żadnej chęci zaszkodzenia Polonii. Graliśmy z działaczami va banque, ale cały czas karty były otwarte i nikt nie mógł mieć do nas o to pretensji. Przedstawiliśmy swoje propozycje, działacze przedstawili nam swoje i taką drogą doszliśmy do porozumienia. Teraz liczy się tylko walka na boisku.
Rozmawiał Marcin Ziach.
- Wiara jest w nas żywa. Gdyby tak nie było, to na pewno byśmy nie wsiadali do autokaru i nie jechali do Niecieczy. Nasza sytuacja jest trudna, ale o tym wszyscy wiedzą. My jednak się nie poddajemy i zrobimy wszystko, by tę plamę z rundy jesiennej zamazać, żeby Polonia Bytom zaprezentowała się z jak najlepszej strony.
Honor macie szansę odzyskać, ale o utrzymanie będzie bardzo ciężko i to trzeba sobie jasno powiedzieć.
- Nasza sytuacja jest dramatyczna, ale dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe. Nikt z nas nie powiedział, że Polonia już spadła, bo tak się nie stało. Pierwsze mecze zawyrokują, czy nawiążemy walkę i będziemy mieli szanse na utrzymanie. Przecież w poprzednim sezonie też utrzymaliśmy się rzutem na taśmę, zajmując pierwsze z miejsc spadkowych i w tym sezonie historia może się powtórzyć. Dochodzą do nas słuchy, że coraz więcej klubów ma różne problemy i różnie może się ich los potoczyć. My będziemy robić wszystko, by I liga została w Bytomiu.
Okiem kapitana, jak oceniasz ekipę, która zimą stworzyła się przy Olimpijskiej? Kilku doświadczonych ligowców w kadrze się pojawiło.
- Faktycznie kilku chłopaków z uznanymi w lidze nazwiskami się pojawiło, ale nas martwi to, że większość tych transferów została dokonana dopiero kilka tygodni przed ligą. Zgrania ta drużyna - tak dobrego jakbyśmy sobie tego życzyli - mieć nie może. Będziemy ciężko pracować, żeby pewne schematy sobie utrwalić. Wierzę, że z meczu na mecz będziemy grali coraz lepiej.
Głośno mówiło się, że runda wiosenna mogła być ostatnią w barwach Polonii także dla ciebie. Ostatecznie jednak w Bytomiu pozostałeś. Co tobą kierowało?
- To, że moje miejsce jest w Polonii, podpowiadało mi serce. Na przeszkodzie do transferu stanęła też kontuzja, jakiej doznałem w Bydgoszczy i nie da się tego ukryć. Przed tym meczem, moje nazwisko często pojawiało się na ustach trenerów i było jakieś zainteresowanie. Potem jednak wszystkie tematy przycichły i żadnych rozmów nie było. Nie rozdzierałem z tego powodu szat. Musiałem skupić się na treningu i dojściu do pełnej dyspozycji. Robiłem to z radością, bo jestem z Bytomia i chciałbym dla Polonii grać jak najdłużej.
Na wiosnę Mateusz Mika stanie w bramce Polonii, ale zaprezentuje się kibicom w zupełnie nowej odsłonie.
- Dzięki uprzejmości firmy Reusch zagram w specjalnie przygotowanym dla mnie kasku. Na pewno da mi to większy komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa. Nie mam żadnych obaw, ale zawsze warto być przezornym, bo na boisku, kiedy jest walka, to różne rzeczy się dzieją.
Jesienią głośno było o tym, że piłkarze Polonii przychodzą na treningi bez śniadania, bo nie mieli na to pieniędzy. Dziś te tematy udało się wyprostować?
- Pod tym względem idzie ku dobremu. Ostatnio na naszych kontach pojawiły się pieniądze i według zapewnień zarządu ma tak być już do końca sezonu. Później czas pokaże, w której lidze będziemy grać i raz jeszcze usiądziemy do rozmów o naszej przyszłości. Nie da się ukryć, że po ostatnich ciężkich miesiącach liczy się dla nas regularność i wypłacalność klubu, byśmy mogli skupić się tylko na grze. Pieniędzy ma nie zabraknąć i my w to wierzymy.
Na bieżące pensje fundusze są zabezpieczone, a jak wygląda sprawa spłaty zaległości?
- Wszystko to sprawa indywidualna każdego z chłopaków, bo ustalenia były czynione indywidualnie. Część z nas porozumiała się z działaczami na temat spłaty zadłużenia, a niektórzy nawet część zaległości już mają spłaconą. Nie bez znaczenia był fakt, że złożyliśmy sprawę w PZPN, by potem dzień przed sprawą nasze pisma wycofać. Nie mówiło się o tym głośno, ale takie tematy były.
Był to zatem ruch czysto pokerowy, bo, jak rozumiem, nie chcieliście w rzeczywistości zrobić krzywdy klubowi?
- Nie było z naszej strony żadnej chęci zaszkodzenia Polonii. Graliśmy z działaczami va banque, ale cały czas karty były otwarte i nikt nie mógł mieć do nas o to pretensji. Przedstawiliśmy swoje propozycje, działacze przedstawili nam swoje i taką drogą doszliśmy do porozumienia. Teraz liczy się tylko walka na boisku.
Rozmawiał Marcin Ziach.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku