Michał Szewczyk: "Chcę wrócić do Ekstraklasy"
01.04.2016
- W związku z tym, że kontuzje w ostatnim czasie często chciały się z Panem zaprzyjaźnić, to proszę powiedzieć, jak obecnie ma się Pana zdrowie?
- Na razie dobrze i bardzo się z tego cieszę. Oby tak było, jak najdłużej.
- Po ostatnich występach w pierwszej lidze wyraźnie przypomniał Pan o sobie kibicom dzięki dobrej postawie na boisku.
- Robię, co do mnie należy. Nie ma co ukrywać, nasza sytuacja w tabeli jest trudna, a ja staram się pomóc zespołowi, jak umiem najlepiej.
- Czytając prasę po meczu MKS-u Kluczbork z Zagłębiem Sosnowiec zarówno Pan, jak i Maciej Kowalczyk zebrali sporo pochlebnych opinii. To chyba dobry prognostyk na przyszłość?
- Przyszedłem do MKS-u po to, aby grać jak najlepiej. Jestem ustawiony na boku boiska i tam staram się dawać z siebie wszystko. Jeśli jest to dostrzegane, to ja mogę powiedzieć tylko tyle, że się cieszę z tego powodu.
- Trener Andrzej Konwiński charakteryzując Pana, powiedział w jednym z ostatnich wywiadów: "Bardzo dobra dynamika, szybkość, umiejętność dryblingu w pełnym biegu". Widać zatem, że nie tylko kibice dostrzegają Pana atuty na boisku, ale przede wszystkim szkoleniowiec.
- Miło mi, że trener ma o mnie takie zdanie. Wymienione rzeczy zawsze były moimi mocnymi stronami i staram się je cały czas pokazywać. Oby zawsze dawały one pozytywny skutek i przede wszystkim wpływały na to, że zdobywamy punkty, bo to jest w lidze najważniejsze.
- Ostatnio gra Pan na boku boiska. A jaka tak naprawdę jest Pana ulubiona pozycja?
- Trudno powiedzieć. Obecnie gram na boku pomocy albo na "10", ale bez względu na to gdzie widzi mnie trener daję z siebie wszystko.
- W ostatnim czasie bronił Pan barw Wisły Kraków i Ruchu Chorzów. Czy nieudane przygody traktuje Pan jak porażkę?
- Tak bym tego nie ujął. Chociaż zdaje sobie sprawę, że mogłem rozegrać w Ekstraklasie więcej meczów. Będąc w Ruchu, w ciągu 1,5 roku zaliczyłem tylko 11 spotkań, co na pewno mnie nie satysfakcjonuje. Jednak nie myślę już o tym. Skupiam się na tym, co przede mną. Nie ukrywam, że chcę wrócić do Ekstraklasy. Aby to się udało, muszę dobrze grać w MKS-ie Kluczbork i taki też mam cel.
- W momencie, gdy odchodził Pan z Ruchu Chorzów, co usłyszał Pan na do widzenia?
- Pożegnałem się z Ruchem w zgodzie. Odchodząc, nikt nie zamknął przede mną drogi na to, abym kiedyś wrócił do tego klubu. Jednak tak jak powiedziałem wcześniej, aby to mogło się udać, to wiem, że muszę dobrze prezentować się w obecnym klubie.
- Czy ma Pan żal do trenera Ruchu Chorzów o to, że nie dał Panu więcej szans na grę?
- Na pewno szkoda, że nie miałem okazji częściej grać. Takie jednak były wybory trenera i mnie pozostaje się z nimi pogodzić.
- A śledzi Pan jeszcze występy Ruchu w telewizji?
- Jeśli nadarza się okazja to na pewno. Nie należę do takich zawodników, którzy w momencie, gdy są skreślani z jednego klubu, to czują jakąś nienawiść do niego. Cały czas trzymam kciuki za Ruch. Kto wie, może jeszcze będzie mi dane tam grać [śmiech].
- Ostatnio Łukasz Moneta, który gra na podobnej pozycji co Pan, nie musiał długo czekać na swoją szansę. Boli to trochę?
- Co mam powiedzieć? Fajnie, że Łukasz wywalczył sobie szybko miejsce w składzie. Życzę mu jak najlepiej.
Tymczasem przed MKS-em Kluczbork teraz trzy spotkania z drużynami, które podobnie jak Wy, wciąż nie są pewne ligowego bytu. Czy po tych meczach jest możliwe, że otrzymamy odpowiedź, kto spadnie z I ligi?
- Jednego można być w pewnym, w tego typu meczach z pewnością nie zabraknie determinacji i walki u żadnej z drużyn. Czy te mecze będą decydujące?
- Nie. Przecież niewykluczone, że w przypadku ewentualnych dwóch porażek, możemy wygrać sześć kolejnych spotkań. Pierwsza liga jest nieprzewidywalna, co potwierdza, chociażby nasze spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec, gdzie niewielu na nas stawiało. Dla nas najważniejszy jest każdy kolejny mecz. Teraz przed nami starcie z Wigrami i na tym się koncentrujemy. Może i w pewnym sensie do sobotniego spotkania przystąpimy w roli faworytów, ale przeciwnik na pewno się nie położy na boisku przed nami. Musimy dać z siebie wszystko. Tylko w takim przypadku, możemy liczyć na zwycięstwo.
- W ogóle, jakie nastroje w szatni po ostatnich spotkaniach MKS-u Kluczbork?
- Bojowe. Nikt z nas nie myśli o tym, że możemy spaść z ligi. Walczymy i tak będzie do końca.
- Jak natomiast podoba się Panu w Kluczborku?
- Małe miasteczko, w którym zbyt wiele ciekawych miejsc nie ma. Chociaż ryneczkiem to miasto może się pochwalić [śmiech].
- A jak spędza Pan wolny czas?
- Najczęściej przy konsoli, gdy gram w FIFĘ.
Ile zatem goli i asyst ma już na koncie Michał Szewczyk?
- Akurat sobą nie gram. Wolę grać innymi [śmiech].
- Na razie dobrze i bardzo się z tego cieszę. Oby tak było, jak najdłużej.
- Po ostatnich występach w pierwszej lidze wyraźnie przypomniał Pan o sobie kibicom dzięki dobrej postawie na boisku.
- Robię, co do mnie należy. Nie ma co ukrywać, nasza sytuacja w tabeli jest trudna, a ja staram się pomóc zespołowi, jak umiem najlepiej.
- Czytając prasę po meczu MKS-u Kluczbork z Zagłębiem Sosnowiec zarówno Pan, jak i Maciej Kowalczyk zebrali sporo pochlebnych opinii. To chyba dobry prognostyk na przyszłość?
- Przyszedłem do MKS-u po to, aby grać jak najlepiej. Jestem ustawiony na boku boiska i tam staram się dawać z siebie wszystko. Jeśli jest to dostrzegane, to ja mogę powiedzieć tylko tyle, że się cieszę z tego powodu.
- Trener Andrzej Konwiński charakteryzując Pana, powiedział w jednym z ostatnich wywiadów: "Bardzo dobra dynamika, szybkość, umiejętność dryblingu w pełnym biegu". Widać zatem, że nie tylko kibice dostrzegają Pana atuty na boisku, ale przede wszystkim szkoleniowiec.
- Miło mi, że trener ma o mnie takie zdanie. Wymienione rzeczy zawsze były moimi mocnymi stronami i staram się je cały czas pokazywać. Oby zawsze dawały one pozytywny skutek i przede wszystkim wpływały na to, że zdobywamy punkty, bo to jest w lidze najważniejsze.
- Ostatnio gra Pan na boku boiska. A jaka tak naprawdę jest Pana ulubiona pozycja?
- Trudno powiedzieć. Obecnie gram na boku pomocy albo na "10", ale bez względu na to gdzie widzi mnie trener daję z siebie wszystko.
- W ostatnim czasie bronił Pan barw Wisły Kraków i Ruchu Chorzów. Czy nieudane przygody traktuje Pan jak porażkę?
- Tak bym tego nie ujął. Chociaż zdaje sobie sprawę, że mogłem rozegrać w Ekstraklasie więcej meczów. Będąc w Ruchu, w ciągu 1,5 roku zaliczyłem tylko 11 spotkań, co na pewno mnie nie satysfakcjonuje. Jednak nie myślę już o tym. Skupiam się na tym, co przede mną. Nie ukrywam, że chcę wrócić do Ekstraklasy. Aby to się udało, muszę dobrze grać w MKS-ie Kluczbork i taki też mam cel.
- W momencie, gdy odchodził Pan z Ruchu Chorzów, co usłyszał Pan na do widzenia?
- Pożegnałem się z Ruchem w zgodzie. Odchodząc, nikt nie zamknął przede mną drogi na to, abym kiedyś wrócił do tego klubu. Jednak tak jak powiedziałem wcześniej, aby to mogło się udać, to wiem, że muszę dobrze prezentować się w obecnym klubie.
- Czy ma Pan żal do trenera Ruchu Chorzów o to, że nie dał Panu więcej szans na grę?
- Na pewno szkoda, że nie miałem okazji częściej grać. Takie jednak były wybory trenera i mnie pozostaje się z nimi pogodzić.
- A śledzi Pan jeszcze występy Ruchu w telewizji?
- Jeśli nadarza się okazja to na pewno. Nie należę do takich zawodników, którzy w momencie, gdy są skreślani z jednego klubu, to czują jakąś nienawiść do niego. Cały czas trzymam kciuki za Ruch. Kto wie, może jeszcze będzie mi dane tam grać [śmiech].
- Ostatnio Łukasz Moneta, który gra na podobnej pozycji co Pan, nie musiał długo czekać na swoją szansę. Boli to trochę?
- Co mam powiedzieć? Fajnie, że Łukasz wywalczył sobie szybko miejsce w składzie. Życzę mu jak najlepiej.
Tymczasem przed MKS-em Kluczbork teraz trzy spotkania z drużynami, które podobnie jak Wy, wciąż nie są pewne ligowego bytu. Czy po tych meczach jest możliwe, że otrzymamy odpowiedź, kto spadnie z I ligi?
- Jednego można być w pewnym, w tego typu meczach z pewnością nie zabraknie determinacji i walki u żadnej z drużyn. Czy te mecze będą decydujące?
- Nie. Przecież niewykluczone, że w przypadku ewentualnych dwóch porażek, możemy wygrać sześć kolejnych spotkań. Pierwsza liga jest nieprzewidywalna, co potwierdza, chociażby nasze spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec, gdzie niewielu na nas stawiało. Dla nas najważniejszy jest każdy kolejny mecz. Teraz przed nami starcie z Wigrami i na tym się koncentrujemy. Może i w pewnym sensie do sobotniego spotkania przystąpimy w roli faworytów, ale przeciwnik na pewno się nie położy na boisku przed nami. Musimy dać z siebie wszystko. Tylko w takim przypadku, możemy liczyć na zwycięstwo.
- W ogóle, jakie nastroje w szatni po ostatnich spotkaniach MKS-u Kluczbork?
- Bojowe. Nikt z nas nie myśli o tym, że możemy spaść z ligi. Walczymy i tak będzie do końca.
- Jak natomiast podoba się Panu w Kluczborku?
- Małe miasteczko, w którym zbyt wiele ciekawych miejsc nie ma. Chociaż ryneczkiem to miasto może się pochwalić [śmiech].
- A jak spędza Pan wolny czas?
- Najczęściej przy konsoli, gdy gram w FIFĘ.
Ile zatem goli i asyst ma już na koncie Michał Szewczyk?
- Akurat sobą nie gram. Wolę grać innymi [śmiech].
Polecane
Ekstraklasa