Miasta muszą ratować kluby. "Polska piłka od lat jest nadętym balonem"

12.07.2013
- Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że zawodnicy Ruchu z kontraktami do 15 tysięcy miesięcznie wypadną w lidze nie gorzej od tych z poborami większymi dwukrotnie i więcej - mówi Rafał Zaremba.
W wielu piłkarskich ośrodkach brakuje sponsorów, którzy utrzymaliby kluby piłkarskie. Przez to działacze coraz częściej zwracają się o pomoc do władz miejskich. - To znak czasów. Choć wcale nie uważam, by było to najlepsze rozwiązanie. Kluby funkcjonują przecież - zgodnie z wymogami - jako spółki akcyjne. Jeżeli jest sukces, za którym idą sponsorzy i dochody, wówczas właściciele klubu uwielbiają podkreślać, że to prywatna firma. Kiedy natomiast pojawiają się problemy finansowe, bez skrupułów wyciągają rękę po środki samorządowe - mówi Rafał Zaremba, naczelnik Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miejskiego w Chorzowie.

- Polska piłka od lat jest nadętym balonem. Wydatki na wynagrodzenia stanowią tak wielki procent całego budżetu klubu, że nie ma on prawa się bilansować. To się powinno zmienić w pierwszej kolejności. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że zawodnicy Ruchu z kontraktami do 15 tysięcy miesięcznie wypadną w lidze nie gorzej od tych z poborami większymi dwukrotnie i więcej - uważa Zaremba, który w przeszłości był redaktorem naczelnym "Sportu".

Czy "Niebiescy" mogą liczyć na dalszą pomoc miasta? - Akurat w przypadku Chorzowa sprawa jest dość oczywista: Ruch tak mocno wpisał się w historię miasta, stając się dobrem ogólnym kibiców i mieszkańców, że samorząd nie może pozostać obojętny wobec tego, co się w klubie dzieje - podkreśla Zaremba.
źródło: SPORT

Przeczytaj również