Messi i Casillas w jednej drużynie? Takie rzeczy tylko w Ruchu

11.04.2013
- Casillas, tak go nazywam. A co, nie pokazał się we wtorek z dobrej strony? Będzie o nim jeszcze głośno - mówi Marcin Węglewski, asystent trenera, o Krzysztofie Kamińskim. "Casillas" dołącza więc do "Messiego".
Po dobrym debiucie w meczu z Legią, Kamińskim zachwycają się wszyscy. - Wystarczyła mi jedna godzina. Nawet pół godziny. Tyle to trwało na pierwszych zajęciach i już wiedziałem, że mam do czynienia z bardzo utalentowanym bramkarzem. Koordynacja ruchowa, skoczność, znakomita technika, ambicja, pracowitość. Właściwie wszystkie elementy bramkarskiego rzemiosła były takie, jakie być powinny. No i przede wszystkim Krzysiek miał to, co powinien mieć dobry bramkarz, czyli opanowanie i spokój - mówi Ryszard Kołodziejczyk, trener bramkarzy Ruchu.

Jacek Zieliński może mieć spory ból głowy przed meczem w Bełchatowie. Michal Pesković nie spisywał się źle, ale Kamiński naprawdę pokazał, że ma olbrzymi potencjał. Zawodnik trafił na Cichą latem z polecenia Ariela Jakubowskiego, byłego gracza Ruchu, który grał z "Kamykiem" w Wiśle Płock. W tym samym klubie wygryzł zresztą z bramki Borisa Peskovicia, brata Michala. Zyskał też ksywkę "Casillas", dołączając w chorzowskiej plejadzie gwiazd do "ząbkowskiego Messiego" - Roberta Chwastka orz Filipa "Figo" Starzyńskiego.

- Twardo stąpam po ziemi. Jeszcze niczego nie pokazałem, to był dopiero pierwszy oficjalny występ w barwach Ruchu. Cieszę się z pozytywnych ocen, ale się nie podpalam. Spokojnie robię swoje. A ten Casillas? Nie wiem jak się wytłumaczyć z tego przydomka, by jakoś głupio nie zabrzmiało. To wielki bramkarz, ale mnie chyba jednak bliżej do Artura Boruca i ligi włoskiej, nie hiszpańskiej, której jestem wielkim sympatykiem - tonuje sam zawodnik.
źródło: Sport

Przeczytaj również