Matko Perdijić był tak wściekły, że nie chciał rozmawiać z kolegami

12.08.2012
Jego znakomite interwencje w serii rzutów karnych dały Ruchowi kilka miesięcy temu awans do finału Pucharu Polski. Dziś Matko Perdijić znów błysnął. Koledzy zapowiedzieli, że zrewanżują się Chorwatowi.
- Matko obronił dwa rzuty karne i bardzo nam pomógł. Nie wiadomo, jakby się ten mecz potoczył, gdyby nie jego interwencje - przyznał Łukasz Janoszka, a jeszcze dalej poszedł Grzegorz Kuświk. - Nie oszukujmy się. Gdyby nie Matko, byłoby 0-2, a rywale pewnie zaczęliby się bronić całym zespołem. Byłoby zatem trudno odrobić straty. Dlatego zasłużył na piwo! - wskazał napastnik Ruchu.

Chorwat na boisku aż kipiał ze złości, kiedy obserwował "wyczyny" swoich kolegów. - Po końcowym gwizdku powiedział nam tylko, że nie będzie rozmawiał, bo musi ochłonąć. Cóż, taki ma temperament - uśmiechnął się Łukasz Janoszka.

Perdijić o chwilę czasu poprosił również dziennikarzy. - Emocje... Ale myślę, że aż tak źle nie wyglądałem? - pytał już bardziej odprężony. Co ciekawe, 28-latek nie był zaskoczony przebiegiem spotkania w Łowiczu. - Spodziewałem się, że będę miał tyle roboty, bo w kilku podobnych meczach już grałem. Wiedziałem, że nie będzie łatwo - tłumaczył.

Perdijić znów udowodnił, że jest specjalistą od rzutów karnych. - Szczerze? Nie liczę, ile udało mi się obronić strzałów z jedenastego metra. Kilka już ich było - powiedział po meczu z Pelikanem.

Pytanie, czy świetny występ w Łowiczu wystarczy, by wskoczyć na stałe do bramki Ruchu? - Nie myślę o tym. Zamierzam ciężko pracować na treningach i czekać na decyzję trenera - odpowiedział.

Podobne pytanie zadaliśmy dziś Tomaszowi Fornalikowi. - Każdy zawodnik ma w tym momencie takie same szanse, by zagrać w pierwszym ligowym spotkaniu w nowym sezonie - usłyszeliśmy.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również