Mateusz Dreszer do taty zwraca się: "panie trenerze"
17.02.2010
19-latek na piłkę był skazany od urodzenia. Ojciec był bardzo solidnym bramkarzem, występował m.in. w Legii Warszawa, GKS-ie Katowice, Ruchu Chorzów i klubach niemieckich. Mateusz uczył się grania właśnie za naszą zachodnią granicą. Jednak w końcu zapadła wspólna decyzja o powrocie do Polski, gdzie Dreszerowie mają rodzinny dom. Młody pomocnik trafił do Ruchu, lecz nie tak dawno przeniósł się do Polonii, a tam bramkarzami zajmuje się tata. Dobra gra w Młodej Ekstraklasie zaowocowała zaproszeniem na zgrupowanie pierwszego zespołu do Alanyi. - Ten wyjazd to dla niego wielkie wyróżnienie, ale też spore wyzwanie. Dopiero wchodzi w dorosłą piłę. Cieszy mnie to, ale nie wtrącam się w to co robi! Nie kieruję jego karierą. Ja zajmuję się szkoleniem bramkarzy - podkreśla Mirosław Dreszer.
Ojciec w klubie: podczas treningów i zgrupowania jest więc "panem trenerem". - Mateusz sam musi dążyć do swojego celu. To najuczciwsze rozwiązanie i innego nigdy nie brałem nawet pod uwagę. Podczas treningu jest dla mnie jednym z piłkarzy - tłumaczy Mirosław. Panowie wracają na rodzinną stopę w domu. - Wtedy jest czas na analizę i rozmowy. Zresztą tam wspólnie możemy porozmawiać też z dziadkiem, który przecież był znakomitym piłkarzem - mówi Mateusz, który musiał wykazać się sporymi umiejętnościami, aby przekonać do siebie starszych kolegów z drużyny. Właśnie z uwagi na ojca.
- To trudna sytuacja, kiedy do zespołu trafia syn trenera. Piłkarze zawsze baczniej przyglądają się takiemu chłopakowi. Czy aby nie zadziera nosa, czy nie trafił tam po prostu z protekcji? Na szczęście z Mateuszem nie ma tego problemu, w piłkę grać potrafi i jest fajnym, skromnym chłopakiem. Zawsze pierwszym do noszenia piłek - chwali doświadczony Jacek Trzeciak.
A Mateusz Dreszer robi swoje na boisku, a po treningach uczy się do matury. Najczęściej przy książce z matematyki, bo języki angielski, czy niemiecki nie stanowią dla niego większego problemu. - Ufam mu, dlatego nie muszę go kontrolować podczas nauki. Nie dał mi nigdy powodów, abym tak robił. Duża w tym zasługa żony Marioli - dodaje głowa rodziny Dreszer. Dodajmy, że ich drugi syn zaczął... karierę sędziowską.
Ojciec w klubie: podczas treningów i zgrupowania jest więc "panem trenerem". - Mateusz sam musi dążyć do swojego celu. To najuczciwsze rozwiązanie i innego nigdy nie brałem nawet pod uwagę. Podczas treningu jest dla mnie jednym z piłkarzy - tłumaczy Mirosław. Panowie wracają na rodzinną stopę w domu. - Wtedy jest czas na analizę i rozmowy. Zresztą tam wspólnie możemy porozmawiać też z dziadkiem, który przecież był znakomitym piłkarzem - mówi Mateusz, który musiał wykazać się sporymi umiejętnościami, aby przekonać do siebie starszych kolegów z drużyny. Właśnie z uwagi na ojca.
- To trudna sytuacja, kiedy do zespołu trafia syn trenera. Piłkarze zawsze baczniej przyglądają się takiemu chłopakowi. Czy aby nie zadziera nosa, czy nie trafił tam po prostu z protekcji? Na szczęście z Mateuszem nie ma tego problemu, w piłkę grać potrafi i jest fajnym, skromnym chłopakiem. Zawsze pierwszym do noszenia piłek - chwali doświadczony Jacek Trzeciak.
A Mateusz Dreszer robi swoje na boisku, a po treningach uczy się do matury. Najczęściej przy książce z matematyki, bo języki angielski, czy niemiecki nie stanowią dla niego większego problemu. - Ufam mu, dlatego nie muszę go kontrolować podczas nauki. Nie dał mi nigdy powodów, abym tak robił. Duża w tym zasługa żony Marioli - dodaje głowa rodziny Dreszer. Dodajmy, że ich drugi syn zaczął... karierę sędziowską.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów