Maszerował do piłkarskiego nieba, a będzie musiał... pauzować
09.08.2009
Najpierw wyprowadził "Niebieskich" na prowadzenie, strzelając swojego pierwszego gola w ekstraklasie (w 70. występie). Po rzucie rożnym piłkę głową zgrał Grzegorz Baran, ta trafiła do Grodzickiego, który bez namysłu uderzył. Po rykoszecie od Kamila Wilczka zatrzepotała w siatce, a Cicha wybuchła z radości.
Podwyższył wynik Artur Sobiech, ale wszystko, co najlepszej w tej akcji, zrobił Tomasz Brzyski. Lewonożny pomocnik w fantastyczny sposób, z pierwszej piłki, dograł piłkę w pole karne. To zresztą nie było jedyne, tak świetne, zagranie tego piłkarza. Brzyski próbował również strzelać. I czynił to bez namysłu. Gdyby trafił do siatki fenomenalnym uderzeniem z 20 metrów, to już w sierpniu poznalibyśmy bramkę sezonu. Do pełni szczęścia zabrakło metra.
Ruch prowadził 2-0 i wciąż atakował. Tak odważnie, że pod bramkę Piasta zapędził się Grodzicki. I wcale nie był to stały fragment gry. Środkowy obrońca zachował się jak rasowy snajper. - Zabrakło jednak zimnej krwi, a może umiejętności, aby posłać piłkę do siatki. Gdybym trafił, to nie dostałbym chwilę potem czerwonej kartki, przez którą będę musiał pauzować w następnej kolejce - westchnął "Grodek".
Faulem taktycznym na Romanie Maciejaku naprawił on błąd Macieja Sadloka (jedyny poważny błąd, poza tym też ważne ogniwo), któremu nie udało się wcześniej przeciąć akcji gliwiczan. - Przy takim prowadzeniu nie powinniśmy sprokurować tego typu sytuacji. Niestety, sędzia w dodatku sięgnął po czerwony kartonik. Pierwszy w mojej karierze. Dotąd byłem co najwyżej wykluczany za dwie żółte kartki - wskazał Grodzicki.
Karę osłodziła rosłemu piłkarzowi owacja na stojącą, jaką sprawili kibice, doceniając robotę, którą wykonał. - Najważniejsze, że wróciliśmy na Cichą - uśmiechnął się Rafał.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, czyli relacja z meczu Ruchu z Piastem >
Zadowolony z postawy swoich zawodników był Waldemar Fornalik. - Zagraliśmy agresywnie. To był zupełnie inny mecz niż ten z Wisłą Kraków. Trzeba się cieszyć z punktów zdobytych po naprawdę dobrej grze - podkreślił szkoleniowiec Ruchu.
Podwyższył wynik Artur Sobiech, ale wszystko, co najlepszej w tej akcji, zrobił Tomasz Brzyski. Lewonożny pomocnik w fantastyczny sposób, z pierwszej piłki, dograł piłkę w pole karne. To zresztą nie było jedyne, tak świetne, zagranie tego piłkarza. Brzyski próbował również strzelać. I czynił to bez namysłu. Gdyby trafił do siatki fenomenalnym uderzeniem z 20 metrów, to już w sierpniu poznalibyśmy bramkę sezonu. Do pełni szczęścia zabrakło metra.
Ruch prowadził 2-0 i wciąż atakował. Tak odważnie, że pod bramkę Piasta zapędził się Grodzicki. I wcale nie był to stały fragment gry. Środkowy obrońca zachował się jak rasowy snajper. - Zabrakło jednak zimnej krwi, a może umiejętności, aby posłać piłkę do siatki. Gdybym trafił, to nie dostałbym chwilę potem czerwonej kartki, przez którą będę musiał pauzować w następnej kolejce - westchnął "Grodek".
Faulem taktycznym na Romanie Maciejaku naprawił on błąd Macieja Sadloka (jedyny poważny błąd, poza tym też ważne ogniwo), któremu nie udało się wcześniej przeciąć akcji gliwiczan. - Przy takim prowadzeniu nie powinniśmy sprokurować tego typu sytuacji. Niestety, sędzia w dodatku sięgnął po czerwony kartonik. Pierwszy w mojej karierze. Dotąd byłem co najwyżej wykluczany za dwie żółte kartki - wskazał Grodzicki.
Karę osłodziła rosłemu piłkarzowi owacja na stojącą, jaką sprawili kibice, doceniając robotę, którą wykonał. - Najważniejsze, że wróciliśmy na Cichą - uśmiechnął się Rafał.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, czyli relacja z meczu Ruchu z Piastem >
Zadowolony z postawy swoich zawodników był Waldemar Fornalik. - Zagraliśmy agresywnie. To był zupełnie inny mecz niż ten z Wisłą Kraków. Trzeba się cieszyć z punktów zdobytych po naprawdę dobrej grze - podkreślił szkoleniowiec Ruchu.
Polecane
Ekstraklasa