"Marzę, żebyśmy awansowali razem z kimś z dwójki GKS - Piast"

05.08.2010
- Jak dla mnie, w meczu w Gliwicach absolutnie wszystko wskazuje na remis. Wszystko to znaczy potencjał obydwu zespołów i... interes mojej Pogoni Szczecin - śmieje się Marcin Bojarski.
Gdy pół roku temu rozstawał się z Piastem Gliwice, mógł zostać na Śląsku. - Pewna oferta była - mówi dziś Marcin Bojarski. Ostatecznie zdecydował się jednak na Pogoń Szczecin, co - jak sam przyznaje - wcale nie przeszkadza mu się piątkowym spotkaniem dwóch byłych drużyn "elektryzować". - W końcu spędziłem w tych klubach świetne chwile. Zawsze miło do nich wrócić - podkreśla 33-latek, który mówi o jutrzejszych derbach jako o... dylemacie.

- Za kogo będę trzymał kciuki? Trudne pytanie pan zadał. Powiem tylko, że - jak dla mnie - absolutnie wszystko wskazuje na remis. Wszystko to znaczy potencjał obydwu zespołów i... interes mojej Pogoni. Nam podział punktów w Gliwicach byłby bardzo na rękę - śmieje się Bojarski. Piasta i GieKSę bez wahania stawia zaś w gronie głównych faworytów do awansu. W ogóle ma ich czterech. Oprócz swojego zespołu i duetu ze Śląska, jeszcze ŁKS Łódź.

- Marzy mi się awans Pogoni i właśnie kogoś z dwójki GKS - Piast - wskazuje 33-latek. - Ale nie, żeby taki scenariusz był tylko w sferze marzeń. Taką wersję trzeba brać poważnie pod uwagę. Gliwiczanie przecież - jak na spadkowicza - zdołali utrzymać naprawdę wielu dobrych graczy. Takie nazwiska jak Kuba Biskup, Sławek Szary czy Kuba Smektała mówią same za siebie. A gdy dochodzi do nich jeszcze ktoś taki jak Michał Chałbiński... GieKSa poczyniła transfery, które robią wrażenie. Taki Piotr Piechniak będzie na I-ligowym poziomie zawodnikiem robiącym dużą różnicę - uważa "Bojar".

Jego zdaniem, problemem może być natomiast aklimatyzacja w I lidze. Mówi to jednak nie tylko w kontekście naszego spadkowicza z ekstraklasy, ale i katowiczan. - Ściągnęli sporo piłkarzy z wyższego szczebla, więc również u nich trochę czasu potrwa zanim zespół w pełni przystosuje się do nowych warunków. A wiem po sobie, że nie jest to wcale łatwe - zaznacza.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również