Mariusz Zganiacz największym pechowcem derbów z Górnikiem?

18.08.2012
Mógł być bohaterem, a ostatecznie nie miał się z czego cieszyć. Mariusz Zganiacz dwoił się i troił, by Piast wygrał z rywalem zza miedzy. Cóż z tego, skoro drużyna przegrała, a jemu nawet nie zaliczono bramki...
Zganiacz to największy pechowiec piątkowych derbów. Wydawało się, że to on strzelił pierwszego gola po tym, jak wykorzystał świetne dośrodkowanie Mateusza Matrasa. - Fajnie, że piłka wpadła do bramki. Nie ważne jak, istotne, że zatrzepotała w siatce - mówił "na gorąco". Powtórki telewizyjne pokazały, że piłka po jego uderzeniu głową trafiła w słupek i wyszłaby w pole, gdyby nie odbiła się od pleców Łukasza Skorupskiego, bramkarza Górnika.

- W drugiej połowie miałem dobra szansę, lecz źle przymierzyłem i był to niestety nieudany strzał. Mogłem piłkę przyjąć, a tak to... Ach, szkoda gadać - mówił załamany Zganiacz.

Piłkarz ten spróbował po raz trzeci, lecz wtedy świetną interwencją popisał się Skorupski. - Moim zdaniem mecz z Górnikiem był na remis. Nie szło nam tak do końca. Ale trudno grać, kiedy w takich okolicznościach traci się zawodnika - wskazał Zganiacz mając na myśli wyrzucenie z boiska Mateusza Matrasa. - To nie było zagranie z kalibru tych na czerwoną kartkę, a właśnie ta decyzja zaważyła na końcowym rezultacie - ocenił.

- Dziś zapłaciliśmy frycowe, ale to była jednorazowa wpadka. Od następnej kolejki zaczniemy punktować - zapowiada doświadczony pomocnik, którego zdziwiło swoją drogą zachowanie kibiców...

- W pewnym momencie zobaczyłem, że opuścili trybunę. Z tego, co wiem, było to pokłosie jakiegoś protestu, ale na boisku głównie koncentrowałem się na grze - relacjonował.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również