Mariusz Klimek: Sądzę, że Górnik nie pomoże dziś Ruchowi (wywiad)
05.04.2012
Czy to najważniejsze 10 dni w najnowszej historii Ruchu, a więc od chwili, kiedy spółka przejęła pierwszy zespół?
- Nie mieszałbym momentów, które decydowały o istnieniu klubu z walką o tytuł. Jedno jest pewne. Ruch jako spółka nigdy nie był tak bliski zdobycia jakiegoś trofeum. No może za wyjątkiem sytuacji sprzed trzech lat, kiedy awansował do finału Pucharu Polski. Teraz skład jest jednak lepszy i bardziej ustabilizowany. Dlatego uważam, że Ruch jest gotowy lepiej niż każdy inny zespół w ekstraklasie, by sięgnąć po mistrzostwo kraju a zarazem puchar.
Przede wszystkim dzięki temu, że zimą nikogo nie sprzedano. Pan był zwolennikiem tego, by zarabiać na tych, którzy się wypromowali przy Cichej. Dariusz Smagorowicz miał inne zdanie. Najwyraźniej to on miał rację?
- Jestem przekonany, że gdyby zimą Ruch otrzymał WŁAŚCIWE oferty, to niektórych piłkarzy już by w Chorzowie nie było. Swoją drogą, Piecha chciano się pozbyć w lutym ubiegłego roku. Dzięki mnie i Januszowi Patermanowi został.
Pan również uważa, że to zawodnik, który powinien się znaleźć w kadrze na Euro 2012?
- Razem z Maciejem Jankowskim zasługują na kolejną szansę gry w reprezentacji. A czy ją wykorzystają? To już zależy od nich.
Mamy się w sobotę spodziewać kolejnego nudnego meczu? Ostatnio każdy hit w ekstraklasie był totalnym rozczarowaniem...
- Spodziewam się, że Waldek Fornalik ustawi drużynę w bardzo rozsądny sposób. Wiem, że Ruch zagra mądrze taktycznie. To Legia będzie atakowała, a chorzowianie będą mogli wyprowadzać kontrataki. A na tym znają się świetnie. Mają napastników o urozmaiconych atutach, różnych talentach. Świetnie się oni dzięki temu uzupełniają. Wydaje mi się, że Ruch „ukłuje” Legię dwukrotnie i wygra w Warszawie.
Przy okazji tego meczu chyba warto wspomnieć, że duży udział w odbudowie Ruchu mieli ludzie ściągnięci z Legii...
- I mowa tutaj przede wszystkim o Krzysztofie Ziętku, który został dyrektorem klubu, kiedy założyliśmy spółkę. Miał on bardzo duży wkład w to, co się wówczas działo. Jego rola jest nie do przecenienia. Oby wszyscy o tym pamiętali! Dodam, że nadal utrzymujemy kontakt. Jeśli tylko jest okazja porozmawiać, spotykamy się.
A czy z Dariuszem Smagorowiczem nadal jest pan w bliskim kontakcie? Po tym, jak sprzedał pan udziały, odszedł pan również z rady nadzorczej...
- Rozmawiamy bardzo często. Nie można jednak powiedzieć, że podpowiadam Darkowi. Po prostu dyskutujemy na temat piłki. Zadajemy sobie wzajemnie pytania i udzielamy odpowiedzi. On ma swoich doradców. A na moją opinię zawsze może liczyć.
Dziś Górnik gra z Polonią Warszawa, która również liczy się w walce o tytuł. Czy postawiłby pan jakieś pieniądze na wygraną zabrzan?
- Nie. Umówmy się, Górnik jest spokojny o utrzymanie, w dodatku gra obecnie dla wąskiej publiki. Nie umniejszam zawodnikom z Zabrza woli walki i ambicji, ale w takich meczach człowiek „nie oddaje życia” za ligowe punkty. Obawiam się, że to będzie tkwiło w głowach piłkarzy z Roosevelta, a to z kolei ułatwi zadanie „Czarnym Koszulom”.
Pana słowa potwierdza przypadek Podbeskidzia, które po zapewnieniu sobie utrzymania, nagle przegrało dwa mecze z zespołami z samego dołu tabeli...
- Bielszczanie rzucili „koło ratunkowe” Cracovii. Liga będzie dzięki temu ciekawsza, bo teraz również dół walczy o wszystko. A już wydawało się, że są wskazane dwa zespoły do spadku. ŁKS i Cracovia otrzymały potężną dawkę nadziei. Problem „Pasów” polega na tym, że czeka ich m.in. mecz z Ruchem, z którym sobie nie poradzą.
Napisaliśmy nawet, że „Górale” rozdają teraz punkty, które wcześniej zabrali najlepszym...
- Daleki jestem od stwierdzenia, że rozdają te punkty. To krzywdzące. Tak, jak mówiłem, psychika odgrywa ważną rolę. Z drugiej strony, czasami mecz po prostu nie wyjdzie. Albo wystarczy, że słabiej zagra 3-4 zawodników, a reszta zespołu ma problem. Podbeskidzie z Cracovią zagrało całkiem nieźle. Było lepsze, a przegrało. Nie przyłożyło się za to do meczu z ŁKS-em. Nie zmienia to jednak mojego zdania, że bielszczanie są ambitnym zespołem.
Wracając do Ruchu. Jeśli zdobędzie tytuł, to w jaki sposób będzie pan celebrował ten sukces?
- Nie piję alkoholu, ale dla szczególnych momentów robię wyjątki i otwieram butelkę dobrego wina. Jeśli Ruch zostanie mistrzem, pewnie napiję się tego trunku w gronie kilku kumpli, którzy również mają „niebieskie serca”.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
- Nie mieszałbym momentów, które decydowały o istnieniu klubu z walką o tytuł. Jedno jest pewne. Ruch jako spółka nigdy nie był tak bliski zdobycia jakiegoś trofeum. No może za wyjątkiem sytuacji sprzed trzech lat, kiedy awansował do finału Pucharu Polski. Teraz skład jest jednak lepszy i bardziej ustabilizowany. Dlatego uważam, że Ruch jest gotowy lepiej niż każdy inny zespół w ekstraklasie, by sięgnąć po mistrzostwo kraju a zarazem puchar.
Przede wszystkim dzięki temu, że zimą nikogo nie sprzedano. Pan był zwolennikiem tego, by zarabiać na tych, którzy się wypromowali przy Cichej. Dariusz Smagorowicz miał inne zdanie. Najwyraźniej to on miał rację?
- Jestem przekonany, że gdyby zimą Ruch otrzymał WŁAŚCIWE oferty, to niektórych piłkarzy już by w Chorzowie nie było. Swoją drogą, Piecha chciano się pozbyć w lutym ubiegłego roku. Dzięki mnie i Januszowi Patermanowi został.
Pan również uważa, że to zawodnik, który powinien się znaleźć w kadrze na Euro 2012?
- Razem z Maciejem Jankowskim zasługują na kolejną szansę gry w reprezentacji. A czy ją wykorzystają? To już zależy od nich.
- Spodziewam się, że Waldek Fornalik ustawi drużynę w bardzo rozsądny sposób. Wiem, że Ruch zagra mądrze taktycznie. To Legia będzie atakowała, a chorzowianie będą mogli wyprowadzać kontrataki. A na tym znają się świetnie. Mają napastników o urozmaiconych atutach, różnych talentach. Świetnie się oni dzięki temu uzupełniają. Wydaje mi się, że Ruch „ukłuje” Legię dwukrotnie i wygra w Warszawie.
Przy okazji tego meczu chyba warto wspomnieć, że duży udział w odbudowie Ruchu mieli ludzie ściągnięci z Legii...
- I mowa tutaj przede wszystkim o Krzysztofie Ziętku, który został dyrektorem klubu, kiedy założyliśmy spółkę. Miał on bardzo duży wkład w to, co się wówczas działo. Jego rola jest nie do przecenienia. Oby wszyscy o tym pamiętali! Dodam, że nadal utrzymujemy kontakt. Jeśli tylko jest okazja porozmawiać, spotykamy się.
A czy z Dariuszem Smagorowiczem nadal jest pan w bliskim kontakcie? Po tym, jak sprzedał pan udziały, odszedł pan również z rady nadzorczej...
- Rozmawiamy bardzo często. Nie można jednak powiedzieć, że podpowiadam Darkowi. Po prostu dyskutujemy na temat piłki. Zadajemy sobie wzajemnie pytania i udzielamy odpowiedzi. On ma swoich doradców. A na moją opinię zawsze może liczyć.
Dziś Górnik gra z Polonią Warszawa, która również liczy się w walce o tytuł. Czy postawiłby pan jakieś pieniądze na wygraną zabrzan?
- Nie. Umówmy się, Górnik jest spokojny o utrzymanie, w dodatku gra obecnie dla wąskiej publiki. Nie umniejszam zawodnikom z Zabrza woli walki i ambicji, ale w takich meczach człowiek „nie oddaje życia” za ligowe punkty. Obawiam się, że to będzie tkwiło w głowach piłkarzy z Roosevelta, a to z kolei ułatwi zadanie „Czarnym Koszulom”.
Pana słowa potwierdza przypadek Podbeskidzia, które po zapewnieniu sobie utrzymania, nagle przegrało dwa mecze z zespołami z samego dołu tabeli...
- Bielszczanie rzucili „koło ratunkowe” Cracovii. Liga będzie dzięki temu ciekawsza, bo teraz również dół walczy o wszystko. A już wydawało się, że są wskazane dwa zespoły do spadku. ŁKS i Cracovia otrzymały potężną dawkę nadziei. Problem „Pasów” polega na tym, że czeka ich m.in. mecz z Ruchem, z którym sobie nie poradzą.
Napisaliśmy nawet, że „Górale” rozdają teraz punkty, które wcześniej zabrali najlepszym...
- Daleki jestem od stwierdzenia, że rozdają te punkty. To krzywdzące. Tak, jak mówiłem, psychika odgrywa ważną rolę. Z drugiej strony, czasami mecz po prostu nie wyjdzie. Albo wystarczy, że słabiej zagra 3-4 zawodników, a reszta zespołu ma problem. Podbeskidzie z Cracovią zagrało całkiem nieźle. Było lepsze, a przegrało. Nie przyłożyło się za to do meczu z ŁKS-em. Nie zmienia to jednak mojego zdania, że bielszczanie są ambitnym zespołem.
Wracając do Ruchu. Jeśli zdobędzie tytuł, to w jaki sposób będzie pan celebrował ten sukces?
- Nie piję alkoholu, ale dla szczególnych momentów robię wyjątki i otwieram butelkę dobrego wina. Jeśli Ruch zostanie mistrzem, pewnie napiję się tego trunku w gronie kilku kumpli, którzy również mają „niebieskie serca”.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa