Marek Zieńczuk przypomni się w rodzinnych stronach?
28.11.2011
- Wychowałem się na gdańskiej Morenie, jakieś 3 kilometry od obiektu Lechii. Mogłem sobie robić przebieżkę na trening. Siedem lat miałem, gdy starszy brat, Piotr, zabrał mnie na pierwsze zajęcia. Potem jemu najwyraźniej zabrakło trochę talentu, a ja... gram do dzisiaj - wspomina Zieńczuk.
Razem z juniorami Lechii zdobył mistrzostwo kraju. Medal trzyma do dzisiaj. - Ten za wicemistrzostwo również. Nie powiem, że mają one jakieś stałe miejsce na ścianie, bo wiadomo, jaki jest zawód piłkarza - zmienia się „przystanie” i miejsca pobytu. Ale krążki są, pamiętam o nich, cenię je - zapewnia.
Latem 2010 roku Zieńczuk wrócił do Polski z Grecji, gdzie doznał poważnej kontuzji. W swoim Gdańsku chciał odbudować formę. - Nie da się ukryć, że liczyłem na „długoterminowy” powrót do tego miasta. Trochę się przeliczyłem... - przyznaje, bo w Lechii rozegrał tylko trzy mecze. I odszedł.
- Rozminęliśmy się z działaczami i trenerami, jeśli chodzi o warunki mojego kontraktu. Był w nim aneks, że w grudniu umowa będzie renegocjowana, albo zostanę wolnym zawodnikiem. W ramach tychże negocjacji Lechia zaproponowała mi pozostanie w zespole na dotychczasowych warunkach. Ja na to nie mogłem przystać. Ale szacunek dla klubu, w którym stawiałem pierwsze kroki, na pewno pozostał - zaznacza.
Faktem jest, że w tym sezonie znów udowodnił, że jest piłkarzem klasowym, jak na polskie warunki. Dlaczego taką formę osiągnął w Ruchu? - Łączy się to z osobą trenera Waldemara Fornalika, który potrafi zaufać graczom, którzy są po skomplikowanych kontuzjach. W dodatku potrafi odpowiednim treningiem sprawić, aby osiągnęli oni dawną dyspozycję - tłumaczy Zieńczuk.
Dziś razem z kolegami powalczy o kolejne ligowe punkty. W osiągnięciu celu pomoże im 1500 kibiców.
Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów
poniedziałek, 18:30
Razem z juniorami Lechii zdobył mistrzostwo kraju. Medal trzyma do dzisiaj. - Ten za wicemistrzostwo również. Nie powiem, że mają one jakieś stałe miejsce na ścianie, bo wiadomo, jaki jest zawód piłkarza - zmienia się „przystanie” i miejsca pobytu. Ale krążki są, pamiętam o nich, cenię je - zapewnia.
Latem 2010 roku Zieńczuk wrócił do Polski z Grecji, gdzie doznał poważnej kontuzji. W swoim Gdańsku chciał odbudować formę. - Nie da się ukryć, że liczyłem na „długoterminowy” powrót do tego miasta. Trochę się przeliczyłem... - przyznaje, bo w Lechii rozegrał tylko trzy mecze. I odszedł.
- Rozminęliśmy się z działaczami i trenerami, jeśli chodzi o warunki mojego kontraktu. Był w nim aneks, że w grudniu umowa będzie renegocjowana, albo zostanę wolnym zawodnikiem. W ramach tychże negocjacji Lechia zaproponowała mi pozostanie w zespole na dotychczasowych warunkach. Ja na to nie mogłem przystać. Ale szacunek dla klubu, w którym stawiałem pierwsze kroki, na pewno pozostał - zaznacza.
Faktem jest, że w tym sezonie znów udowodnił, że jest piłkarzem klasowym, jak na polskie warunki. Dlaczego taką formę osiągnął w Ruchu? - Łączy się to z osobą trenera Waldemara Fornalika, który potrafi zaufać graczom, którzy są po skomplikowanych kontuzjach. W dodatku potrafi odpowiednim treningiem sprawić, aby osiągnęli oni dawną dyspozycję - tłumaczy Zieńczuk.
Dziś razem z kolegami powalczy o kolejne ligowe punkty. W osiągnięciu celu pomoże im 1500 kibiców.
Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów
poniedziałek, 18:30
Polecane
Ekstraklasa