Marek Zieńczuk: Premie? Nie chcę dolewać oliwy do ognia (wywiad)

04.05.2012
- Myślę, że w polskiej lidze jest teraz wszystko czyste i przejrzyste. Niech wygra po prostu najlepszy, ten, kto zdobędzie najwięcej punktów - mówi Marek Zieńczuk przed decydującą turą spotkań tego sezonu.
Pana piękna bramka na 2-0 właściwie zapewniła drużynie spokój. Ma Pan szansę zdobyć mistrzostwo Polski z drugą drużyną. Jakie to uczucie? Gracie mecz i czekacie na przebieg spotkania przy Reymonta.

Marek Zieńczuk: - Dużo zależy od nas. Gramy z niełatwym przeciwnikiem, bo Lechia wygrała z Legią. Ten wynik robi wrażenie, nam się nie udało z nimi wygrać i będzie to ciężka przeprawa. Cieszymy się, że będziemy mogli zagrać w końcu z naszymi kibicami, bo ostatni mecz przy ul. Cichej wyglądał jak taki mały piknik, nie było atmosfery walki o mistrzostwo Polski. Wszystko w naszych nogach. Śląsk ma też trudne spotkanie w Krakowie. Jest wielka szansa i mam nadzieję, że wytrzymamy presję, bo w pierwszej połowie meczu z Cracovią trochę ona nam splątała nogi. W drugiej połowie mieliśmy swoje sytuacje - część z nich wykorzystaliśmy. Arek miał jeszcze dwie dobre sytuacje. Nie udało się. Myślę, że jest to przyzwoity wynik, cieszymy się z trzech punktów.

Niedzielny mecz będzie dla was trudny, ale Lechia zapewniła już sobie utrzymanie, a więc presja z jaką grała z Legią z nich zejdzie. Nie wszystko jest w waszych rękach. Wygrywacie mecz i czekacie na to, co się wydarzy.

- Z jednej strony jest to presja, która mobilizuje przeciwników, ale presja też trochę pląta nogi. Nie zawsze wszystko wychodzi, w pierwszej połowie Cracovia grała z takim luzem, którego nie przejawiała we wcześniejszych spotkaniach. Może rzeczywiście my za wiele pozwoliliśmy Cracovii, ale zobaczymy. Każdy mecz jest inny, na pewno nastawiamy się na ciężką przeprawę w niedzielę.

W obecnym sezonie nastąpił renesans pana formy. Epizod zaliczony w Lechii nie był udany, a teraz nagle jest pan czołowym zawodnikiem "Niebieskich"...

- W Lechii byłem trzy miesiące po operacji. Trudno jest wrócić na właściwe tory w tak krótkim czasie. W Gdańsku zabrakło trochę cierpliwości, a w Chorzowie dostałem duży kredyt zaufania od trenera. W piłkę grać potrafię, trzeba było się dobrze przygotować pod względem fizycznym i jak widać, cały sezon drużyna znosi bardzo dobrze kondycyjnie, czego wcześniej brakowało. Jest dobra atmosfera w klubie do pracy, wszyscy wiemy, o co gramy. Może nie ma takiej wielkiej presji jak w Wiśle Kraków, czy w Legii Warszawa, ale myślę, że to też czasami pomaga.

Media mówią o pana rywalizacji z Rafałem Grodzickim, na zasadzie Wisła - Cracovia. Czy jest w tym trochę prawdy?

- Rafał raz przyszedł w szaliku Cracovii, kiedy spotkaliśmy się jadąc na trening. Nie chcieliśmy go wpuścić do samochodu (śmiech) i musiał go schować. Przebiega to na zasadzie fajnej rywalizacji, bez żadnych złośliwości. Wszyscy gramy w Ruchu Chorzów i tutaj chcemy osiągnąć sukces.

Po strzelonej bramce wykonał pan prawie gest Kozakiewicza w stronę sektora zajmowanego przez najmłodszych kibiców "Pasów". Dlaczego?

- Nie chodziło mi o dzieci oczywiście, tylko o kibiców, którzy przez cały mecz mnie obrażali. Chciałem ich trochę uciszyć, bo ta presja skupiła się na mojej osobie. Jak widać zmobilizowała mnie i udało się strzelić gola. Tyle mi się nigdy nie dostało od kibiców Cracovii, nawet jak grałem w Wiśle. Derby to fajna rzecz i fajnie się w tych meczach grało. Będąc w Wiśle nie przegrałem żadnego spotkania derbowego, w barwach Ruchu także.

To, kto dostanie tytuł, zależy teraz w dużej mierze od Wisły, która gra ze Śląskiem. Kibice obu zespołów są ze sobą zaprzyjaźnieni. Będzie pan mobilizował swoich byłych kolegów?

- Wiem, że chłopcy zagrają na pewno z maksymalnym zaangażowaniem i nie będzie mowy o odpuszczaniu, tym bardziej, że Wisła przegrała z Górnikiem. Z pewnością będą chcieli pozostawić dobre wrażenie na koniec sezonu. Oczywiście zadzwonię do Radka Sobolewskiego i troszkę "podkręcę" go przed tym spotkaniem. Pamiętam taki mecz, kiedy my przypieczętowaliśmy tytuł dla Wisły. Wygraliśmy wtedy 2-0 ze Śląskiem Wrocław.

Ktoś z Wrocławia może przekonać Wisłę, by jednak za bardzo nie walczyła?

- Myślę, że w polskiej lidze jest teraz wszystko czyste i przejrzyste. Niech wygra po prostu najlepszy, ten, kto zdobędzie najwięcej punktów. Jeśli Śląsk wygra na Wiśle, to znaczy, że na to zasłużył i nie będziemy rozpaczać. Myślę, że my zrobiliśmy i tak już bardzo wiele, bo przed sezonem nikt na nas nie stawiał, a do ostatniej kolejki gramy o mistrzostwo, które jest bardzo realne patrząc na układ wszystkich gier.

Trener Kafarski powiedział, że byliście zaskoczeni grą Cracovii. Czy rzeczywiście tak było, czy po prostu ten sezon daje się już wam we znaki?

- Nie chcę narzekać na zmęczenie. Nie mamy jednak 30-osobowej kadry i jest trochę tych spotkań w nogach. Tę słabszą pierwszą połowę upatrywałbym jednak w czymś innym. Słabo weszliśmy w mecz i ten kubeł zimnej wody przydał się w czasie przerwy, bo w drugiej części gry było o wiele lepiej. Wszyscy odczuwają trudy spotkań, ale jeśli chce się grać w europejskich pucharach, to tych meczów jest zawsze o wiele więcej i trzeba być gotowym na wszystko. Runda wiosenna jest krótsza o dwa spotkania i biorąc pod uwagę Puchar Polski ten bilans wychodzi na zero.

Czy rozmawialiście już z prezesem o premiach?

- Nie chcę poruszać tego drażliwego tematu, nie chcę dolewać oliwy do ognia. Robimy swoje. Mam nadzieję, że za dobrze wykonaną pracę będzie godziwa zapłata.

Notował Michał Knura
autor: Michał Knura

Przeczytaj również