Marek Zieńczuk odpowiada na zarzuty Bruno z Polonii Warszawa

03.11.2011
- Zawodowi sportowcy wiedzą, że niełatwo jest wrócić do gry po ciężkim urazie. Dlatego nikt z nas nie narażałby z premedytacją zawodników przeciwnej drużyny na kontuzje - zapewnia Marek Zieńczuk z Ruchu.
- Czuję się strasznie. Jakiś nieodpowiedzialny gość mi to zrobił. Myślę, że celowo - mówił Bruno, kiedy utykając wychodził z gabinetu lekarskiego przy Konwiktorskiej w Warszawie. Za jednego ze sprawców urazu wskazał Marka Zieńczuka.

- Do tego starcia doszło w trakcie gry. Nie chciałem nikomu z premedytacją zrobić krzywdy i nie sądzę, aby Bruno doznał  tak ciężkiego urazu, jak wskazywałoby jego zachowanie po spotkaniu. Zwłaszcza, że szybko wrócił na murawę - wskazał Zieńczuk. -Piłka nożna to kontaktowy sport, w którym często dochodzi do kontuzji. Zawodnicy najlepiej wiedzą jakie konsekwencje dla ich kariery może mieć ciężki uraz i jak długo czasem wraca się do zdrowia. Dlatego nikt świadomie i z premedytacją nie narażałby zawodników z przeciwnej drużyny na bolesne kontuzje. Dziwi mnie, że w ogóle można snuć tego typu przypuszczenia - wskazuje.

Dodajmy, że Bruno skarżył się, na nieparlamentarne epitety, które w jego stronę kierowali chorzowianie. - Zapewniam, że nikt nikogo nie obrażał, ani nie straszył.  Ruch gra ostro, konsekwentnie i  stara się za wszelką cenę wygrać spotkanie i zdobyć trzy punkty, ale cała drużyna kieruje się zawsze jedną zasadą:  gramy fair. W innym przypadku zwycięstwo w ogóle by nie smakowało. Tak samo było i tym razem. Dziwią mnie bezpodstawne oskarżenia pod adresem „Niebieskich”.  Poza tym, uważam, że  zbyt dużo uwagi poświęca się temu tematowi, który został sztucznie wykreowany przez media - dodał Zieńczuk.
źródło: SportSlaski.pl / Ruch Chorzów

Przeczytaj również