Marek Zieńczuk: Nie ma w Polsce popytu na piłkarzy po "30-stce"

21.02.2011
Marek Zieńczuk ma ambicję, by udowodnić w Chorzowie, iż może jeszcze grać na wysokim poziomie, mimo zbliżania się do wieku 33 lat. Za wzory wskazuje Wojciecha Grzyba i Tomasza Frankowskiego.
- Nie brak w naszej ekstraklasie graczy „długowiecznych”, prezentujących świetną formę, mimo nie pierwszej młodości - przekonuje Zieńczuk, a o czym dobitnie przekonuje 37-letni kolega z szatni, czyli Wojciech Grzyb. - ... albo Tomek Frankowski. Jak więc widać, metryką czy aktem urodzenia nie warto się kierować. Ważne jest zbudowanie dobrej formy, co - mam nadzieję - mnie się w Chorzowie uda - mówi "Zieniu" w rozmowie z magazynem "Niebieska Erka".

Jesienią lewonożny zawodnik nie przebił się do pierwszego składu Lechii Gdańsk. Wcześniej rozstał się z Arisem Saloniki. - Mój pech generalnie polegał na tym, że ciężkiej kontuzji doznałem w wieku 32 lat, kiedy można mieć wątpliwości, co do przyszłości piłkarskiej. Nie ma w Polsce popytu na piłkarzy „po trzydziestce”. Trudno liczyć na promocję poprzez powołanie do reprezentacji, i na korzystne sprzedanie takiego gracza po paru latach - tłumaczy Zieńczuk.

Efekt? W ciągu roku trzykrotnie zmienił klub. - Nie lubię przeprowadzek. Zawsze wybierałem stabilizację, więc... mocno cierpiałem w tym ostatnim okresie. Jeszcze dobrze nie zdążyłem się rozpakować - czy to w Grecji, czy teraz w Gdańsku - gdy już trzeba było się przeprowadzać. Przenosiny z miejsca na miejsce nie wpływają dobrze na moją formę i samopoczucie. Mam nadzieję, że teraz - po podpisaniu kontraktu z Ruchem - sytuacja się unormuje - dodaje.

Obszerny wywiad z Zieńczukiem został opublikowany w nowym numerze "Niebieskiej Erki". Magazyn będzie do zakupienia podczas dzisiejszej prezentacji Ruchu (cena 5 zł), a od jutra w klubowym sklepie.
źródło: SportSlaski.pl / Niebieska Erka

Przeczytaj również