Marek Zieńczuk: Nasza pozycja nie jest dziełem przypadku! (wywiad)
07.11.2011
Mieliście przeświadczenie, kończąc mecz z ŁKS-em Łódź, że wykonaliście swoją pracę najlepiej, jak mogliście?
- Odczuwaliśmy radość i satysfakcję. Po to się trenuje, aby efekty było widać w meczach o stawkę. Wynik meczu z ŁKS-em był bardzo korzystny, pewnie nie wszyscy mogli uwierzyć w to, że Ruch jest w stanie tak sobie radzić. A ja wierzyłem, bo to, co robimy w tym sezonie, nie jest dziełem przypadku.
Dominowaliście na boisku przez całe 90 minut. Czuliście się dzięki temu jeszcze lepiej pod względem psychicznym?
- Kiedy niemal wszystko wychodzi, łatwiej zmotywować do powrotu do defensywy, nogi też tak nie bolą (śmiech). Zatem aspekt psychologiczny odgrywa istotną rolę. Faktem jest, że cała drużyna zagrała na bardzo dobrym poziomie. Musimy z tego zwycięstwa stworzyć atut przed następnymi meczami. I uważać zarazem, aby pewność siebie zamiast w arogancję, przerodziła się w wiarę we własne umiejętności. Udowadniamy, że możemy grać na wysokim poziomie.
Dwie bramki w Łodzi padły po rzutach rożnych. Ćwiczyliście w ostatnim czasie rozegranie stałych fragmentów gry?
- Rzeczywiście, poświęciliśmy im trochę czasu, ale... zajęcia dotyczyły zachowania w defensywie. To też przyniosło efekty, bo gola nie straciliśmy po stałym fragmencie gry. A odpowiadając na pytanie, to w każdym mikrocyklu treningowym poświęcamy trochę czasu rzutom wolnym czy rożnym. Akurat przed meczem w Łodzi nie były te zajęcia mocno zaakcentowane. Cóż, widać wszyscy w zespole wiedzą, jak mają się zachowywać. Dodać należy, że przeciwnicy pozwalali dojść kolegom do tych sytuacji.
Niemal każde z pana dośrodkowań było idealne. Po strzale z rzutu wolnego piłka trafiła w poprzeczkę...
- Mimo swoich lat często zostaję po treningu, aby ćwiczyć wykonywanie rzutów wolnych czy rożnych. Jak widać, jeszcze bramki nie strzeliłem, choć jestem coraz bliżej szczęścia...
Można powiedzieć, że osiągnął pan formę, do której dążył w ostatnich miesiącach?
- Jestem na dobrej drodze, ale do optymalnej formy jeszcze mi brakuje. I prawidłowo! Bo jeśli będzie ona zwyżkowała cały czas, to będę zadowolony. Nie ma co osiadać na laurach, tylko trzeba robić swoją robotę, jak najlepiej się potrafi. Po ciężkiej kontuzji nikomu nie jest łatwo dojść do formy. Niektórym zajmuje to pół roku, innym rok, a jeszcze inni już nigdy nie grają na takich obrotach, jak wcześniej. Mnie obecnie potrzebne są przede wszystkim mecze. Niedawno dostałem szansę i chyba ją wykorzystałem. Mam nadzieję, że nadal będę się cieszył zaufaniem trenera.
Arkadiusz Piech, Andrzej Niedzielan, Marek Szyndrowski... Bardzo wielu piłkarzy odbudowało się w Chorzowie. To chyba nie jest dzieło przypadku?
- Łączy się to z osobą trenera Waldemara Fornalika, który potrafi zaufać graczom, którzy są po skomplikowanych kontuzjach. W dodatku potrafi odpowiednim treningiem sprawić, aby osiągnęli oni dawną dyspozycję.
Do pełni szczęścia brakuje tylko zwycięstw z takimi klubami jak Wisła, Legia, Lech, czy Polonia?
- Na pewno nie brakuje nam umiejętności, aby wygrywać z tymi zespołami. Udowodniliśmy to w ubiegłym sezonie. Zresztą w ostatnich meczach z Wisłą i Legią nie byliśmy słabsi. Tylko Lech był wyraźnie lepszy. A może inaczej, było to nasze najsłabsze spotkanie w tym sezonie. Sądzę, że na wiosnę pokażemy, że potrafimy wygrywać z najlepszymi.

Komentarze dotyczące Zieńczuka
Waldemar Fornalik: Nie ma czegoś takiego, jak maksimum danego zawodnika. Każdy piłkarz może grać jeszcze lepiej. A to, że Marek jest obecnie w bardzo wysokiej formie, widzimy na boisku.
Paweł Abbott: Marek miał na początku tej rundy zniżkę formy, ale teraz pokazał, ile jest wart. Chwała mu, że nie miał zwieszonej głowy, tylko ciężko pracował na treningach. Wykonywane przez niego stałe fragmenty gry są bardzo dobrej jakości. Widać, że Marek wraca do najwyższej formy. Inna sprawa, że widziałem go na treningach i zapewniam kibiców, że on może grać jeszcze lepiej!
- Odczuwaliśmy radość i satysfakcję. Po to się trenuje, aby efekty było widać w meczach o stawkę. Wynik meczu z ŁKS-em był bardzo korzystny, pewnie nie wszyscy mogli uwierzyć w to, że Ruch jest w stanie tak sobie radzić. A ja wierzyłem, bo to, co robimy w tym sezonie, nie jest dziełem przypadku.
Dominowaliście na boisku przez całe 90 minut. Czuliście się dzięki temu jeszcze lepiej pod względem psychicznym?
- Kiedy niemal wszystko wychodzi, łatwiej zmotywować do powrotu do defensywy, nogi też tak nie bolą (śmiech). Zatem aspekt psychologiczny odgrywa istotną rolę. Faktem jest, że cała drużyna zagrała na bardzo dobrym poziomie. Musimy z tego zwycięstwa stworzyć atut przed następnymi meczami. I uważać zarazem, aby pewność siebie zamiast w arogancję, przerodziła się w wiarę we własne umiejętności. Udowadniamy, że możemy grać na wysokim poziomie.
Dwie bramki w Łodzi padły po rzutach rożnych. Ćwiczyliście w ostatnim czasie rozegranie stałych fragmentów gry?
- Rzeczywiście, poświęciliśmy im trochę czasu, ale... zajęcia dotyczyły zachowania w defensywie. To też przyniosło efekty, bo gola nie straciliśmy po stałym fragmencie gry. A odpowiadając na pytanie, to w każdym mikrocyklu treningowym poświęcamy trochę czasu rzutom wolnym czy rożnym. Akurat przed meczem w Łodzi nie były te zajęcia mocno zaakcentowane. Cóż, widać wszyscy w zespole wiedzą, jak mają się zachowywać. Dodać należy, że przeciwnicy pozwalali dojść kolegom do tych sytuacji.
Niemal każde z pana dośrodkowań było idealne. Po strzale z rzutu wolnego piłka trafiła w poprzeczkę...
- Mimo swoich lat często zostaję po treningu, aby ćwiczyć wykonywanie rzutów wolnych czy rożnych. Jak widać, jeszcze bramki nie strzeliłem, choć jestem coraz bliżej szczęścia...
Można powiedzieć, że osiągnął pan formę, do której dążył w ostatnich miesiącach?
- Jestem na dobrej drodze, ale do optymalnej formy jeszcze mi brakuje. I prawidłowo! Bo jeśli będzie ona zwyżkowała cały czas, to będę zadowolony. Nie ma co osiadać na laurach, tylko trzeba robić swoją robotę, jak najlepiej się potrafi. Po ciężkiej kontuzji nikomu nie jest łatwo dojść do formy. Niektórym zajmuje to pół roku, innym rok, a jeszcze inni już nigdy nie grają na takich obrotach, jak wcześniej. Mnie obecnie potrzebne są przede wszystkim mecze. Niedawno dostałem szansę i chyba ją wykorzystałem. Mam nadzieję, że nadal będę się cieszył zaufaniem trenera.
Arkadiusz Piech, Andrzej Niedzielan, Marek Szyndrowski... Bardzo wielu piłkarzy odbudowało się w Chorzowie. To chyba nie jest dzieło przypadku?
- Łączy się to z osobą trenera Waldemara Fornalika, który potrafi zaufać graczom, którzy są po skomplikowanych kontuzjach. W dodatku potrafi odpowiednim treningiem sprawić, aby osiągnęli oni dawną dyspozycję.
Do pełni szczęścia brakuje tylko zwycięstw z takimi klubami jak Wisła, Legia, Lech, czy Polonia?
- Na pewno nie brakuje nam umiejętności, aby wygrywać z tymi zespołami. Udowodniliśmy to w ubiegłym sezonie. Zresztą w ostatnich meczach z Wisłą i Legią nie byliśmy słabsi. Tylko Lech był wyraźnie lepszy. A może inaczej, było to nasze najsłabsze spotkanie w tym sezonie. Sądzę, że na wiosnę pokażemy, że potrafimy wygrywać z najlepszymi.
Komentarze dotyczące Zieńczuka
Waldemar Fornalik: Nie ma czegoś takiego, jak maksimum danego zawodnika. Każdy piłkarz może grać jeszcze lepiej. A to, że Marek jest obecnie w bardzo wysokiej formie, widzimy na boisku.
Paweł Abbott: Marek miał na początku tej rundy zniżkę formy, ale teraz pokazał, ile jest wart. Chwała mu, że nie miał zwieszonej głowy, tylko ciężko pracował na treningach. Wykonywane przez niego stałe fragmenty gry są bardzo dobrej jakości. Widać, że Marek wraca do najwyższej formy. Inna sprawa, że widziałem go na treningach i zapewniam kibiców, że on może grać jeszcze lepiej!
Polecane
Ekstraklasa