Marek Koźmiński: Ruch faworytem, w Zabrzu rezerwy, "Górale" na ścięcie...
03.05.2012
Na początek chciałbym porozmawiać o meczu Górnika Zabrze z Wisłą Kraków. To mecz zupełnie "o pietruszkę"?
Marek Koźmiński: - Jeżeli chodzi o tabelę, to na pewno "o pietruszkę". To taki mecz, w którym z jednej i z drugiej strony będą się pokazywały rezerwy. Przynajmniej tak by wskazywała logika.
To może być też spotkanie pożegnań z jednej i z drugiej strony?
- W Wiśle na pewno, a w Górniku kilku wybijających się zawodników też może być przedmiotem zainteresowania innych drużyn. Ale dla niektórych graczy krakowian to na pewno jest ostatni lub przedostatni mecz w tym klubie.
Co w takim razie z trenerem? Pana zdaniem Adam Nawałka powinien zostać w Zabrzu, czy lepiej będzie dla niego, gdy odejdzie do lepiej zorganizowanego klubu?
- Nie wiem, czy powinien zostać w Zabrzu, czy ma oferty z innych klubów. Na pewno zrobił dużo dobrego. Pytanie czy z obu stron będzie chęć dalszej współpracy. Nie można odmówić pozytywów jego pracy, bo nie dość, że ma dobre wyniki, to wprowadził jeszcze dużo młodych zawodników, co też trzeba wziąć pod uwagę. Rezultat jest dobry, a do tego podparty wypromowaniem kilku młodych piłkarzy, na których Górnik będzie mógł ewentualnie zarobić, jeżeli nie będzie chciał ich zatrzymać.
Górnik w ostatnich meczach z Wisłą regularnie wygrywał. Ma na krakowian patent czy coś takiego w piłce pana zdaniem nie istnieje?
- Teoretycznie Wisła jest silniejszą drużyną. A ten jutrzejszy mecz naprawdę będzie specyficzny, ciężko będzie w nim szukać jakichś reguł. To już końcówka sezonu, nie ma meczu o stawkę, więc nie zdziwię się, jeśli obie drużyny wystawią głębokie rezerwy, żeby sprawdzić, który z tych zawodników do czego się nadaje.
O tej samej porze Ruch Chorzów zagra w Krakowie z Cracovią. Myśli pan, że "Pasy" będą miały jeszcze motywację, by choć próbować stawić czoła "Niebieskim"?
- To jest dla mnie chyba największy zawód tego sezonu. To katastrofa, co ta drużyna pod wodzą trzech trenerów zrobiła, jakie osiągnęła wyniki. A Ruch gra o stawkę i to najwyższą...
I jakie pan daje szanse Ruchowi w tej walce?
- Myślę, że powinien bez problemu wygrać.
A na mistrzostwo?
- Szanse ma, ale musi wygrać wszystko do końca i liczyć na potknięcie innych. Teoretycznie, przeciwnicy Ruchu nie są najwyższych lotów i są szanse, by wygrać. Ale na dzień dzisiejszy daję im mniejsze szanse niż choćby Legii Warszawa czy Śląskowi Wrocław.
Dyspozycja "Niebieskich" też chyba nie jest już najwyższa...
- Jeśli weźmiemy pod uwagę choćby ten finał Pucharu Polski, przegrany zdecydowanie, to na pewno nie jest. Ruch szedł bardzo dobrze, szedł z prędkością 110 kilometrów na godzinę i teraz chyba trochę jest w fazie zniżkowej. Pytanie, czy to takie chwilowe, 10-dniowe, obniżenie formy, czy jakaś tendencja. To już wie trener. Bo jeżeli oni nie zagrają na 110 procent, to są słabsi od swoich rywali w walce o mistrzostwo. Choć na dzień dzisiejszy są dla mnie rewelacją rozgrywek. To potwierdza zasadę, że dobrze wytrenowany, ustawiony i zmotywowany zespół może ograć każdego. Jednak podchodząc do tego wszystkiego teoretycznie, to Legia, Wisła i Lech nie powinny mieć rywali, a tak nie jest.
Wreszcie Podbeskidzie Bielsko-Biała zagra z Lechem. Czy w obecnej formie obu drużyn daje pan bielszczanom jakiekolwiek szanse na urwanie punktów w Poznaniu?
- W tym meczu będzie się liczyć nie dyspozycja Podbeskidzia, ale to, w jakiej formie jest Lech i co chce ugrać. Oni walczą o puchary, mają na nie duże szanse. A Podbeskidzie? Jedzie zaliczyć mecz. Chce coś tam pokazać i być może sprawdzić jeszcze niesprawdzonych zawodników. Ale dla nich już się liga skończyła. To jest reguła i to jest prawda. Stawiam tu pewnie na Lecha i każdy inny wynik niż jego zwycięstwo byłby dla mnie ogromną sensacją. Raz, że dyspozycja "Kolejorza" jest bardzo dobra, dwa, że potencjał w porównaniu do Podbeskidzia, jest ogromny, a trzy, że mają stawkę przed sobą. A bielszczanie tego wszystkiego przed sobą już nie mają.
Czy to, że dla Podbeskidzia liga skończyła się już pięć meczów temu, jest pana zdaniem objawem braku profesjonalizmu czy naturalną koleją rzeczy?
- A dlaczego się skończyła liga? Oni swoje zrobili - mieli się utrzymać.
Ale od pięciu kolejek trudno znaleźć w ekstraklasie słabszą drużynę...
- No i co z tego? Oni mieli się utrzymać i zrobili to w cuglach. Jeżeli to jest brak profesjonalizmu, to jak nazwiemy to, że Legia, Lech czy Wisła nie wygrywają ligi z pięcioma punktami przewagi. Przewaga siły piłkarskiej, budżetów, jest kolosalna na korzyść tych zespołów. A gdzie one są? Także, pamiętajmy, że zespół miał coś osiągnąć, osiągnął dużo wcześniej i przyszło naturalne rozprężenie. Czy oni będą na siódmym miejscu czy dziesiątym to tylko różnica w pieniądzach, które dostaną z Canal+. To są rzeczy ludzkie, normalne, które się w sporcie dzieją. Jak ktoś osiąga wynik, to potem ciężko się zmotywować. Dlatego nie wróżę Podbeskidziu sukcesu w meczu z Lechem.
Rozmawiał Michał Trela.
Marek Koźmiński: - Jeżeli chodzi o tabelę, to na pewno "o pietruszkę". To taki mecz, w którym z jednej i z drugiej strony będą się pokazywały rezerwy. Przynajmniej tak by wskazywała logika.
To może być też spotkanie pożegnań z jednej i z drugiej strony?
- W Wiśle na pewno, a w Górniku kilku wybijających się zawodników też może być przedmiotem zainteresowania innych drużyn. Ale dla niektórych graczy krakowian to na pewno jest ostatni lub przedostatni mecz w tym klubie.
Co w takim razie z trenerem? Pana zdaniem Adam Nawałka powinien zostać w Zabrzu, czy lepiej będzie dla niego, gdy odejdzie do lepiej zorganizowanego klubu?
- Nie wiem, czy powinien zostać w Zabrzu, czy ma oferty z innych klubów. Na pewno zrobił dużo dobrego. Pytanie czy z obu stron będzie chęć dalszej współpracy. Nie można odmówić pozytywów jego pracy, bo nie dość, że ma dobre wyniki, to wprowadził jeszcze dużo młodych zawodników, co też trzeba wziąć pod uwagę. Rezultat jest dobry, a do tego podparty wypromowaniem kilku młodych piłkarzy, na których Górnik będzie mógł ewentualnie zarobić, jeżeli nie będzie chciał ich zatrzymać.
Górnik w ostatnich meczach z Wisłą regularnie wygrywał. Ma na krakowian patent czy coś takiego w piłce pana zdaniem nie istnieje?
- Teoretycznie Wisła jest silniejszą drużyną. A ten jutrzejszy mecz naprawdę będzie specyficzny, ciężko będzie w nim szukać jakichś reguł. To już końcówka sezonu, nie ma meczu o stawkę, więc nie zdziwię się, jeśli obie drużyny wystawią głębokie rezerwy, żeby sprawdzić, który z tych zawodników do czego się nadaje.
O tej samej porze Ruch Chorzów zagra w Krakowie z Cracovią. Myśli pan, że "Pasy" będą miały jeszcze motywację, by choć próbować stawić czoła "Niebieskim"?
- To jest dla mnie chyba największy zawód tego sezonu. To katastrofa, co ta drużyna pod wodzą trzech trenerów zrobiła, jakie osiągnęła wyniki. A Ruch gra o stawkę i to najwyższą...
I jakie pan daje szanse Ruchowi w tej walce?
- Myślę, że powinien bez problemu wygrać.
A na mistrzostwo?
- Szanse ma, ale musi wygrać wszystko do końca i liczyć na potknięcie innych. Teoretycznie, przeciwnicy Ruchu nie są najwyższych lotów i są szanse, by wygrać. Ale na dzień dzisiejszy daję im mniejsze szanse niż choćby Legii Warszawa czy Śląskowi Wrocław.
Dyspozycja "Niebieskich" też chyba nie jest już najwyższa...
- Jeśli weźmiemy pod uwagę choćby ten finał Pucharu Polski, przegrany zdecydowanie, to na pewno nie jest. Ruch szedł bardzo dobrze, szedł z prędkością 110 kilometrów na godzinę i teraz chyba trochę jest w fazie zniżkowej. Pytanie, czy to takie chwilowe, 10-dniowe, obniżenie formy, czy jakaś tendencja. To już wie trener. Bo jeżeli oni nie zagrają na 110 procent, to są słabsi od swoich rywali w walce o mistrzostwo. Choć na dzień dzisiejszy są dla mnie rewelacją rozgrywek. To potwierdza zasadę, że dobrze wytrenowany, ustawiony i zmotywowany zespół może ograć każdego. Jednak podchodząc do tego wszystkiego teoretycznie, to Legia, Wisła i Lech nie powinny mieć rywali, a tak nie jest.
Wreszcie Podbeskidzie Bielsko-Biała zagra z Lechem. Czy w obecnej formie obu drużyn daje pan bielszczanom jakiekolwiek szanse na urwanie punktów w Poznaniu?
- W tym meczu będzie się liczyć nie dyspozycja Podbeskidzia, ale to, w jakiej formie jest Lech i co chce ugrać. Oni walczą o puchary, mają na nie duże szanse. A Podbeskidzie? Jedzie zaliczyć mecz. Chce coś tam pokazać i być może sprawdzić jeszcze niesprawdzonych zawodników. Ale dla nich już się liga skończyła. To jest reguła i to jest prawda. Stawiam tu pewnie na Lecha i każdy inny wynik niż jego zwycięstwo byłby dla mnie ogromną sensacją. Raz, że dyspozycja "Kolejorza" jest bardzo dobra, dwa, że potencjał w porównaniu do Podbeskidzia, jest ogromny, a trzy, że mają stawkę przed sobą. A bielszczanie tego wszystkiego przed sobą już nie mają.
Czy to, że dla Podbeskidzia liga skończyła się już pięć meczów temu, jest pana zdaniem objawem braku profesjonalizmu czy naturalną koleją rzeczy?
- A dlaczego się skończyła liga? Oni swoje zrobili - mieli się utrzymać.
Ale od pięciu kolejek trudno znaleźć w ekstraklasie słabszą drużynę...
- No i co z tego? Oni mieli się utrzymać i zrobili to w cuglach. Jeżeli to jest brak profesjonalizmu, to jak nazwiemy to, że Legia, Lech czy Wisła nie wygrywają ligi z pięcioma punktami przewagi. Przewaga siły piłkarskiej, budżetów, jest kolosalna na korzyść tych zespołów. A gdzie one są? Także, pamiętajmy, że zespół miał coś osiągnąć, osiągnął dużo wcześniej i przyszło naturalne rozprężenie. Czy oni będą na siódmym miejscu czy dziesiątym to tylko różnica w pieniądzach, które dostaną z Canal+. To są rzeczy ludzkie, normalne, które się w sporcie dzieją. Jak ktoś osiąga wynik, to potem ciężko się zmotywować. Dlatego nie wróżę Podbeskidziu sukcesu w meczu z Lechem.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów