Marcin Radzewicz: Fajnie, że tak jest w Gliwicach

13.11.2011
Znany w naszym regionie piłkarz Marcin Radzewicz wrócił na stare śmieci. Z nim w składzie, Arka Gdynia zremisowała 2-2 w Gliwicach. - Jest mały niedosyt - stwierdził po meczu pomocnik.
Trochę za długo ten mecz dla was trwał.
Marcin Radzewicz: - Mogliśmy wygrać, bo były ku temu sytuacje, zabrakło szczęścia... Piłka jest grą błędów, zdarzają się. Mecz był dobry. Teraz musimy wygrać z Sandecją u siebie, a potem dobrze przepracować zimę.

Remis wywieziony z Gliwic cieszy?
- Na świeżo po meczu trudno powiedzieć. Były sytuacje. W pierwszej połowie powinniśmy jeszcze jedną wykorzystać. Może inaczej by się mecz potoczył.Trzeba też pamiętać, że graliśmy w dziesiątkę. Wydaje mi się jednak, że jest niedosyt.

Jak grało się panu tu na Śląsku, na starych śmieciach?
- Nie starych, bo tu wszystko nowe (śmiech). Fajnie, że tak to w Gliwicach teraz wygląda. Musimy się zbliżać do Europy. Na takich stadionach inaczej się gra. Inne jest podejście zawodników i kibiców.

Na początku graliście bardzo dobrze. Czuliście się tu prawie, jak u siebie w domu?
- Mamy bardziej doświadczony skład. Prezentowaliśmy większą jakość w grze. Są zawodnicy starsi, którzy potrafią przytrzymać piłkę, są młodsi. Nasza drużyna została zbudowana w lecie. Na początku to opornie szło.

W końcówce meczu mogliście przegrać. Piast miał dogodne sytuacje, jak choćby ta Bzdęgi.
- Oczywiście. Tak jak już mówiłem, my mogliśmy ten mecz wygrać w końcówce pierwszej połowy. Gdybyśmy wygrywali 3-1 do przerwy, nikt nie miałby pretensji. Taka jest piłka.

W końcówce dostaliście czerwoną kartkę. To na pewno wam nie pomogło.
- Był to mecz walki. Każda drużyna chciała wygrać. My też nie przyjechaliśmy się tu bronić. Myślę, że kibice mogli być zadowoleni.

Wysłuchał Michał Knura
autor: Michał Knura

Przeczytaj również