Marcin Brosz: Wymuszone roszady w obronie zadecydowały o porażce...

20.10.2012
- Takie momenty, jak ta kontuzja Damiana Zbozienia, bywają decydujące. Musieliśmy dokonać roszad w obronie, które przyczyniły się do prowadzenia Widzewa - trener Piasta tłumaczył porażkę z łodzianami.

- Przegraliśmy spotkanie, ale jego wynik mógł być różny. Do samego końca walczyliśmy o zwycięstwo i za swoją otwartą grę zostaliśmy skarceni rzutem karnym. To ine są przyjemne sytuacje, ale taka jest piłka. Zdajemy sobie sprawę z faktu, że jeśli nie wykorzystuje się sytuacji na zdobycie gola, to nie można mieć pretensji za porażkę do nikogo innego, jak do siebie. Musimy ten element poprawić i zacząć wykorzystywać swoje sytuacje podbramkowe. To kluczowe w walce o utrzymanie - analizował przyczyny porażki z Widzewem Marcin Brosz.

Trener Piasta przyznał również, że w jego opinii, na rezultat spotkania wpłynęła wymuszona zmiana, której musiał dokonać na początku pierwszej połowy. Kontuzji doznał wówczas Damian Zbozień, któremu jeden z obrońców Widzewa, podczas zderzenia, rozciął głowę.

- Takie momenty, jak ta kontuzja, bywają decydujące. Podobnie było na Lechu Poznań, gdzie Damian Zbozień zszedł i musieliśmy dokonać dwóch zmian. Teraz Mateusz musiał przejść na prawą obronę, na defensywnego pomocnika wszedł Artis Lazdins i te dwie roszady przyczyniły się do tego, że na przerwę schodziliśmy z wynikiem dla nas niekorzystnym - stwierdził opiekun "Piastunek".

Trener nie chciał natomiast odnosić się do sytuacji, w której padł zwycięski gol dla Widzewa, czyli rzutu karnego. Swoje przemyślenia miał natomiast w innej kwestii... - Staram się nie oceniać tego karnego. Żyjemy na meczu adrenaliną. Mam pretensje do sędziego jedynie, że dał sześć minut odpoczynku dla Widzewa, gdzie my atakujemy. Po kilku minutach leżenia zawodnika Widzewa zarządził przerwę, gdyż dwóch zawodników poinormowało go, że jest rozpylony gaz. Mam pretensje do niego, że nie stwierdził tego od razu - zakończył trener.

Dużo mniej rozmowny był trener łodzian, Radosław Mroczkowski, który krótko ocenił mecz. - Na pewno plusem jest to, że mamy trzy punkty i to jest wartość dodana. Z tego się bardzo cieszymy, natomiast jeśli spojrzymy na cały mecz... To dopisywało nam dzisiaj szczęście, bo spotkanie mogło się zakończyć inaczej. Zespół jednak walczył do końca, co było widać szczególnie w drugiej połowie i jedną indywidualną akcją na koniec potrafił zdobyć trzy punkty - powiedział szkoleniowiec Widzewa.

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również