Marcin Brosz: Piast jest jednym z liderów regionu (wywiad)
Wśród dziennikarzy ma pan opinię człowieka raczej zamkniętego i niezbyt lubiącego kontakty z mediami. Wiedział pan o tym?
- To nieprawda, że nie lubię kontaktów z prasą. Ja po prostu nie zgadzam się z niektórymi formami pracy dziennikarzy, którzy czasami wchodzą „z butami” w niewskazanych momentach. My - trenerzy, a także piłkarze - wykonujemy bardzo specyficzny zawód i nasze obowiązki wymagają odpowiedniego porządku. Kiedy ten ład się zaburza, wtedy się bardzo irytuję. Zdaję sobie jednak sprawę, że dziennikarze pełnią dość niewdzięczną rolę pośrednika pomiędzy nami, a kibicami… dla których przecież gramy. Staram się więc mieć czas dla mediów, nawet gdy dzieje się źle i padają trudne pytania.
A czy śledzi pan doniesienia telewizyjne, radiowe, czy prasowe na temat Piasta? Pytam dlatego, że jest wielu trenerów, którzy kompletnie nie interesują się wydarzeniami w świecie mediów.
- Tak, czytam.
W takim razie musiał się pan fatalnie czuć wiosną 2011 roku, gdy Piast nie spisywał się najlepiej, a i pana nie oszczędzano na łamach prasy…
- Właśnie wtedy też odpowiadałem na wszystkie pytania prasy… ale zostawmy to, ten temat tyle razy już przerabiałem. Nie myślę już o tym, w głowie mam jedynie bardzo ważny mecz z Sandecją, do którego pozostały już tylko godziny…
Surowi wobec pana byli wtedy również kibice… A jak jest teraz, jak pan odbiera tę otoczkę, klimat wobec klubu i miasta?
- Jest rewelacyjnie. To co się dzieje na trybunach podczas meczów, albo jaka jest atmosfera przed spotkaniem… Mówię o tych ludziach w klubowych koszulkach, w czapkach, ubranych w barwy Piasta, z herbami - wtedy czuję, że jest super. Piast pojawia się teraz wszędzie, a ile jest nas, we wspomnianych, mediach! Myślę, że w obecnej chwili to jeden z największych klubów w I lidze i liderów regionu. Wiem, że Piast jest bardzo lubiany w Gliwicach i chcę żeby tak pozostało. Silny klub musi być kojarzony pozytywnie, wtedy ludzie się utożsamiają. Naprawdę, Gliwicom się udało… i wielu nam zazdrości. Dziwie się tylko niektórym ludziom z Gliwic, którzy ciągle krytykują i coś im się nie podoba. Owszem, sam chciałbym, żeby różne rzeczy wykonane były lepiej, ale powoli…
W porządku, ale jak jest u pana z presją kibiców? Zdaje pan sobie sprawę, że im bliżej będzie końca rozgrywek tym oczekiwania będą rosły wraz z liczbą kibiców na trybunach…?
- My bardzo cieszymy się z tego, że ludzie przychodzą na nasze mecze i chcemy robić wszystko, aby wypełniać trybuny przy Okrzei po brzegi. Bardzo cieszyliśmy się po tych trzech spotkaniach, po otwarciu stadionu. Ale i teraz nie narzekamy. Przecież co kolejkę mamy najwyższą frekwencję w lidze.
Panie trenerze, ale ja pytałem również o presję…
- Nie lubię słowa presja w odniesieniu do naszej pracy. Presja istnieje w życiu ludzi, którzy borykają się z olbrzymimi problemami życiowymi i przeżywają trudne chwile. Natomiast my gramy w piłkę. My jesteśmy dla tych, którzy po tygodniu ciężkiej pracy przyjdą na chwilę na Okrzei, aby odreagować. Naszym zdaniem jest to, aby sprawić, żeby po wyjściu ze stadionu byli zadowoleni.
Czyli nie przyzna pan, że obecnie Piastowi gra się trudniej niż jesienią, gdy opowiadaliście, że walczycie o utrzymanie i mecze rozegrane na swoim terenie można było policzyć na palcach jednej ręki?
- A ja poproszę, żeby spojrzeć na to kto walczy o utrzymanie i na jakich terenach graliśmy. Przecież te czynniki wpływały na naszą psychikę. Często przecież często jechaliśmy gdzieś, gdzie skazywano nas na pożarcie. Nam udało się powygrywać te mecze i dzięki temu mogliśmy wyznaczyć sobie inny cel. Podjęliśmy się go jednak, złożyliśmy deklarację i zrobimy wszystko, aby go osiągnąć… Muszę jednak przyznać, że zupełnie inaczej się gra przy 50 osobach, a inaczej przy 9 tysiącach…
Przejdźmy teraz do pytań stricte piłkarskich. Czy ten futbol, który obecnie prezentuje Piast, w założeniu, że udałoby się poprawić skuteczność pana zawodników, to spełnienie pańskiej wizji?
- Myślę, że tak. A nad mankamentem skuteczności pracujemy i nie martwię się specjalnie o niego, bo nasz potencjał piłkarski gwarantuje jego wyeliminowanie. Tacy piłkarze jak Wojtek Kędziora czy Fernando Cuerda, którzy doznali kontuzji w Szczecinie, to nasza wartość dodana. Ten pierwszy zresztą wraca po urazie, zagrał już 30 minut, i myślę, że pokażemy się kibicom z dobrej strony. Mam na myśli to, że w spotkaniach nie będziemy bazować tylko na jednej czy dwóch sytuacjach bramkowych, ale otwartej grze, co pewnie pociągnie za sobą sytuacje rywala i wymianę ciosów przy Okrzei…lecz taką, która zakończy się dla nas dobrze. Natomiast moja wizja sięga dalej, także poza boisko. Chcę tworzyć nowoczesny, pod każdym względem klub. Mówię tutaj o zarządzaniu, transferach, polityce… Mam tu umowę tylko czerwca, ale chcę pozostawić po sobie więcej niż tylko pamięć po ostatnim meczu. Chcę, żeby ten klub poszedł jak najdalej się da.
Wspomniał pan o tej wymianie ciosów - czy ona naprawdę, przy ofensywnej grze, jest konieczna? Piast już teraz nie zachwyca statystyką straconych goli, bo jeśli chodzi o tą liczbę to pańska drużyna znajduje się wśród drużyn, które raczej walczą o utrzymanie…
- To był nasz mankament w poprzedniej rundzie i dlatego zdecydowaliśmy się na poważne wzmocnienia w defensywie. Mówię oczywiście o Alvaro Jurado i Fernando Cuerdzie, którzy podnieśli poziom i konkurencję w obronie… a należy pamiętać, że ci chłopcy, którzy byli w drużynie przed ich przyjściem - jeszcze się rozwijają. Myślę więc, że już niedługo ujrzymy korzyści z przyjścia do nas dwóch Hiszpanów.
A ta zła statystyka straconych goli nie wynika z rotacji, których wciąż dokonuje pan w defensywie?
- Ale to należy rozgraniczyć. Zmiany, których ja dokonuje to nie są moje eksperymenty. One wynikają z kartek albo kontuzji, tylko i wyłącznie. Zdaję sobie sprawę z tego, że defensywa to fundament drużyny i chciałbym mieć stabilną obronę, ale ciągle ktoś wypada… My jesteśmy jak dobry bokser - po otrzymanym ciosie - wyprowadzamy kolejny atak. (Dariusz Dudek dopowiada: - Pogoń goniliśmy w dziesięciu…) Te sytuacje ofensywne rywali będą się zdarzały, przecież nasi rywale nie mają w składach przypadkowych piłkarzy. W klubach I ligi, dzięki przepisowi o młodzieżowcach, gra sporo utalentowanych, młodych chłopaków… a także tych, którzy grali w ekstraklasie, a teraz próbują się odbudować, oraz trzecia grupa - tacy, którzy od lat grają w danym zespole i stanowią o jego charakterze. Takimi zawodnikami dysponuje np. Sandecja. Dlatego nie da się wyeliminować całkowicie sytuacji rywala, ale można pracować nad takimi mankamentami jak np. arytmia w naszej grze - mam na myśli takie samo zaangażowanie w mecz przez całe 90 minut.
Wspomniał pan o przepisie „młodzieżowca”. Są drużyny, które mają z nim problem, natomiast w Gliwicach jest inaczej. W pierwszym składzie gra dwóch lub trzech zawodników z rocznika 91 lub niższego.
- Nie ukrywam, że jestem wielkim zwolennikiem tego przepisu. Obecnie obserwujemy świetnych zawodników, którzy dziś kończą kariery w ekstraklasie czy reprezentacji, a kiedyś zaistnieli dzięki właśnie temu uregulowaniu. Ja się nie boję tego przepisu, bo chcę promować młodych zawodników i fajnie, że wywiera się na nas takie „ciśnienie” wstawienia do składu młodego zawodnika… Niezależnie od tego w jakiej formie jest drużyna. My mamy takich chłopaków jak Lisowski czy Pietrzak paru i cieszymy się. A ciągle pojawiają się nowi…
Tak na koniec – ostatnio głośno było po pana wypowiedziach odnośnie pracy sędziego w meczu z Wartą. Przypominam, że arbiter tego spotkania pochodził z Torunia i miał pan o to pretensje, odnośnie walki o awans z Bydgoszczą. Z kolei w ostatnim spotkaniu sędziował arbiter z Krakowa… i nic pan na ten temat nie powiedział.
- Akurat na to nie zwróciłem uwagi. Jednak bardzo nie podobało mi się sędziowanie w Szczecinie. W meczu z Wartą też... Ja te sytuacje z sędziami traktuje bardzo poważnie, bo tak podchodzę do walki o awans. A żeby go wywalczyć – musimy zadbać o każdy szczegół…
A jak ocenia pan szanse na zrealizowanie tego celu?
- Wysoko. Mamy handicap w postaci swojego stadionu i ilości spotkań, które tu rozegramy. Nikt nie ma podobnego atutu. To nie znaczy jednak, że będzie nam łatwo o gole i punkty. Ta liga jest specyficzna i przez to bardzo trudna. Ostatnie kolejki zresztą pokazały jakimi wariackimi prawami się ona rządzi…
Rozmawiał Maciej Smolewski