"Mamy piłkarzy, którzy poradziliby sobie w klubach z ekstraklasy"
13.04.2011
SportSlaski.pl: Ostatnio w mediach często przewijała się kwestia zwolnienia trenera Brosza. Ostatecznie dostał szkoleniowiec od zarządu jeszcze jedną szansę. Jak te wiadomości wpływały na zespół?
Jarosław Kaszowski: Oczywiście ten i wiele innych tematów się w szatni przewijało. Trener Brosz wie, co musimy zrobić, aby ostatecznie awansować do ekstraklasy. Na rezultaty poczekajmy do końca sezonu.
Była mowa o jakimś planie awaryjnym. który po słabszych meczach miał postawić Piasta na nogi. Czy on faktycznie wszedł w życie?
- Żadnych ogromnych zmian w samych treningach nie ma. Trener przygląda się bacznie każdemu z osobna i kiedy tylko zauważy jakieś przemęczenie - daje określony czas wolny. Ponadto w inny sposób prowadzone są rozmowy indywidualne.
Co może się stać, jeśli Piast faktycznie upragnionego awansu nie wywalczy? W sezonie, kiedy finalnie dostaliście się do ekstraklasy, ta promocja do końca pewna nie była. Czym wtedy groziło ewentualne niepowodzenie?
- Nikt ani wtedy o tym nie rozmawiał, ani teraz nie ma takiego tematu. Po prostu rozpocznie się nowy sezon i nowe szanse. Zresztą do takiego gdybania nie powinniśmy się nawet zabierać. Po zakończeniu rozgrywek będziemy mogli wspólnie usiąść przy stoliku i porozmawiać o tym, co się faktycznie wydarzyło. Wspomnę też, ze kiedy awansowaliśmy, Piast wcale nie był faworytem w tym wyścigu.
Gdyby się nie udało, zapewne trudno będzie utrzymać obecną kadrę po zakończeniu sezonu...
- Zgadza się. Mamy piłkarzy, którzy poradziliby sobie w niejednym klubie z ekstraklasy, ale nie o to tutaj chodzi. Każdy ma w określony sposób skonstruowany kontrakt i według niego jest rozliczany. Póki co, trzymamy się w grupie i oczywiście przyświeca nam jeden, wspólny cel, jakim jest awans.
Czy I liga jest naprawę tak wymagająca, jak twierdzą niektórzy Pana koledzy?
- Trzeba się nabiegać, bo nikt tutaj się na boisku nie położy. Lekko na pewno nie jest, bo żadnego z zespołów nie można tutaj przewidzieć. Jednego dnia ktoś przegrywa 0-3, aby tydzień później samemu zaaplikować rywalowi z pięć goli. Tak to właśnie jest w I lidze.
W ostatnich meczach traciliście gole w doliczonych czasach gry. Zabrakło koncentracji?
- Traciliśmy właśnie tak frajerskie bramki, ale nasza gra nie wyglądała najgorzej. Nie wiem, czy to akurat kwestia koncentracji. Zabrakło po prostu szczęścia, bo sytuacje bramkowe mieliśmy wyśmienite. Myślę, że teraz "słońce i dla nas zaświeci", bo mamy jeszcze o co walczyć.
Co trzeba więc zrobić, aby wrócić na zwycięską ścieżkę?
- Trzeba jeszcze bardziej zapieprzać na boisku. Same punkty na nasze konto się nie przeleją. Jesteśmy grupą zgranych chłopaków i wciąż wierzymy, że Podbeskidzie ani ŁKS nie uciekły nam na taki dystans, który nie byłby do odrobienia
Jarosław Kaszowski: Oczywiście ten i wiele innych tematów się w szatni przewijało. Trener Brosz wie, co musimy zrobić, aby ostatecznie awansować do ekstraklasy. Na rezultaty poczekajmy do końca sezonu.
Była mowa o jakimś planie awaryjnym. który po słabszych meczach miał postawić Piasta na nogi. Czy on faktycznie wszedł w życie?
- Żadnych ogromnych zmian w samych treningach nie ma. Trener przygląda się bacznie każdemu z osobna i kiedy tylko zauważy jakieś przemęczenie - daje określony czas wolny. Ponadto w inny sposób prowadzone są rozmowy indywidualne.
Co może się stać, jeśli Piast faktycznie upragnionego awansu nie wywalczy? W sezonie, kiedy finalnie dostaliście się do ekstraklasy, ta promocja do końca pewna nie była. Czym wtedy groziło ewentualne niepowodzenie?
- Nikt ani wtedy o tym nie rozmawiał, ani teraz nie ma takiego tematu. Po prostu rozpocznie się nowy sezon i nowe szanse. Zresztą do takiego gdybania nie powinniśmy się nawet zabierać. Po zakończeniu rozgrywek będziemy mogli wspólnie usiąść przy stoliku i porozmawiać o tym, co się faktycznie wydarzyło. Wspomnę też, ze kiedy awansowaliśmy, Piast wcale nie był faworytem w tym wyścigu.
Gdyby się nie udało, zapewne trudno będzie utrzymać obecną kadrę po zakończeniu sezonu...
- Zgadza się. Mamy piłkarzy, którzy poradziliby sobie w niejednym klubie z ekstraklasy, ale nie o to tutaj chodzi. Każdy ma w określony sposób skonstruowany kontrakt i według niego jest rozliczany. Póki co, trzymamy się w grupie i oczywiście przyświeca nam jeden, wspólny cel, jakim jest awans.
Czy I liga jest naprawę tak wymagająca, jak twierdzą niektórzy Pana koledzy?
- Trzeba się nabiegać, bo nikt tutaj się na boisku nie położy. Lekko na pewno nie jest, bo żadnego z zespołów nie można tutaj przewidzieć. Jednego dnia ktoś przegrywa 0-3, aby tydzień później samemu zaaplikować rywalowi z pięć goli. Tak to właśnie jest w I lidze.
W ostatnich meczach traciliście gole w doliczonych czasach gry. Zabrakło koncentracji?
- Traciliśmy właśnie tak frajerskie bramki, ale nasza gra nie wyglądała najgorzej. Nie wiem, czy to akurat kwestia koncentracji. Zabrakło po prostu szczęścia, bo sytuacje bramkowe mieliśmy wyśmienite. Myślę, że teraz "słońce i dla nas zaświeci", bo mamy jeszcze o co walczyć.
Co trzeba więc zrobić, aby wrócić na zwycięską ścieżkę?
- Trzeba jeszcze bardziej zapieprzać na boisku. Same punkty na nasze konto się nie przeleją. Jesteśmy grupą zgranych chłopaków i wciąż wierzymy, że Podbeskidzie ani ŁKS nie uciekły nam na taki dystans, który nie byłby do odrobienia
Polecane
I liga
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów