Malinowski: Przymierzam się do przeczytania Biblii od deski do deski
12.04.2011
Po tym, jak Odra w ubiegłym sezonie pożegnała się z elitą, był przekonany, że ekstraklasa to dla niego rozdział zamknięty. Stało się inaczej. Niemniej spadki nadal tkwią w jego sercu.
- Bolą obydwa, ten z Ruchem z 2003 roku, i ten ostatni, z Odrą. Po tym pierwszym, chorzowskim, myśli były naprawdę czarne. Klub wyglądał kiepsko organizacyjnie; gdzie nie spojrzałeś, z kąta wyłaziły problemy. Chyba Opatrzność nad nami czuwała, że wszystko nie skończyło się jeszcze boleśniej; rok później graliśmy przecież baraż o utrzymanie w II lidze! Tym bardziej chwała ludziom, którzy bardzo szybko postawili Ruch na nogi. W Wodzisławiu, po ostatnim tąpnięciu, będzie dużo trudniej to powtórzyć - uważa doświadczony piłkarz.
- Ja wiem, że wielu ludzi teraz w Wodzisławiu ma mi za złe, iż odszedłem w takim momencie. Różne rzeczy na swój temat w internecie wyczytałem... Sęk w tym, że w Odrze nie było specjalnej wizji naprawy sytuacji sportowej, rozwoju klubu. W Chorzowie udało się to następnej ekipie, co się dzieje przy Bogumińskiej - wszyscy widzimy - tłumaczy "Malina" i dodaje:
- Bardzo chciałem związać się z Odrą na dłużej, już po zakończeniu kariery, więc długo biłem się z myślami, czy odchodzić. "Jesteś to winien kibicom, po tylu latach gry dla nich" - przelatywało mi przez głowę. Tyle że równocześnie chciałem jeszcze pograć na wysokim poziomie, no i myśleć o utrzymaniu rodziny. Generalnie, jak widać, marzenia i cele w życiu mam proste. Jestem zwyczajnym człowieczkiem, twardo stąpającym po ziemi. Pokora to dobra cecha u każdego. Widziałem już przykłady gości, którym się zdawało, że - również piłkarsko - pozjadali wszystkie rozumy. I nie skończyli dobrze - opowiada.
Jak zatem brzmi życiowa dewiza doświadczonego człowieka? - Do wszystkiego dochodzić małymi krokami, bez rzucania się na rzeczy, które przekraczają możliwości. Dopiero teraz więc, po wielu latach gry w piłkę, zacząłem budować dom. Poznałem, co to praca fizyczna - na zasadzie "przynieś, podaj, pozamiataj", która też tej pokory uczy i jakąś perspektywę ustawia. No i dodam jeszcze, że - choć nie lubię książek - przymierzam się w tej chwili do przeczytania od deski do deski Biblii - oznajmia Malinowski w obszernym wywiadzie na łamach Magazynu Niebieska Erka, który nadal jest do zakupienia w sklepie klubowym Ruchu.
- Bolą obydwa, ten z Ruchem z 2003 roku, i ten ostatni, z Odrą. Po tym pierwszym, chorzowskim, myśli były naprawdę czarne. Klub wyglądał kiepsko organizacyjnie; gdzie nie spojrzałeś, z kąta wyłaziły problemy. Chyba Opatrzność nad nami czuwała, że wszystko nie skończyło się jeszcze boleśniej; rok później graliśmy przecież baraż o utrzymanie w II lidze! Tym bardziej chwała ludziom, którzy bardzo szybko postawili Ruch na nogi. W Wodzisławiu, po ostatnim tąpnięciu, będzie dużo trudniej to powtórzyć - uważa doświadczony piłkarz.
- Ja wiem, że wielu ludzi teraz w Wodzisławiu ma mi za złe, iż odszedłem w takim momencie. Różne rzeczy na swój temat w internecie wyczytałem... Sęk w tym, że w Odrze nie było specjalnej wizji naprawy sytuacji sportowej, rozwoju klubu. W Chorzowie udało się to następnej ekipie, co się dzieje przy Bogumińskiej - wszyscy widzimy - tłumaczy "Malina" i dodaje:
- Bardzo chciałem związać się z Odrą na dłużej, już po zakończeniu kariery, więc długo biłem się z myślami, czy odchodzić. "Jesteś to winien kibicom, po tylu latach gry dla nich" - przelatywało mi przez głowę. Tyle że równocześnie chciałem jeszcze pograć na wysokim poziomie, no i myśleć o utrzymaniu rodziny. Generalnie, jak widać, marzenia i cele w życiu mam proste. Jestem zwyczajnym człowieczkiem, twardo stąpającym po ziemi. Pokora to dobra cecha u każdego. Widziałem już przykłady gości, którym się zdawało, że - również piłkarsko - pozjadali wszystkie rozumy. I nie skończyli dobrze - opowiada.
Jak zatem brzmi życiowa dewiza doświadczonego człowieka? - Do wszystkiego dochodzić małymi krokami, bez rzucania się na rzeczy, które przekraczają możliwości. Dopiero teraz więc, po wielu latach gry w piłkę, zacząłem budować dom. Poznałem, co to praca fizyczna - na zasadzie "przynieś, podaj, pozamiataj", która też tej pokory uczy i jakąś perspektywę ustawia. No i dodam jeszcze, że - choć nie lubię książek - przymierzam się w tej chwili do przeczytania od deski do deski Biblii - oznajmia Malinowski w obszernym wywiadzie na łamach Magazynu Niebieska Erka, który nadal jest do zakupienia w sklepie klubowym Ruchu.
Polecane
Ekstraklasa