Maciej Sadlok: Pavel Sultesz idealnie pasuje do Ruchu
14.06.2012
Nie tak dawno powiedziałeś, że chciałbyś jeszcze kiedyś wrócić do Ruchu. Sądziłeś, że nastąpi to tak prędko?
- Przyznam, że nie. Liczyłem, że uda mi się więcej osiągnąć w Polonii Warszawa, co sprawi, że spędzę w tym klubie więcej czasu. Życie potoczyło się jednak inaczej. Wróciłem znów do Ruchu i cieszy mnie to bardzo. Czuję się tu jak w domu.
Czy o rozstaniu z Polonią zadecydowała rozmowa z prezesem Józefem Wojciechowskim?
- Przede wszystkim widać, że ta drużyna się powoli rozsypuje. Odchodzą z niej kolejni piłkarze i nie wiadomo, co się stanie z tym zespołem. Czy ktoś ją przejmie? A może to prezes Wojciechowski nadal będzie ją sponsorował? Na razie nie brakuje pytań. Ja postanowiłem patrzeć przez pryzmat własnego dobra. Chcę się dalej rozwijać, a w Ruchu mam wszystko, by tak było.
Finansowo pewnie straciłeś...
- Czasami trzeba zrobić finansowy krok do tyłu, aby potem pójść do przodu. Mnie zależało w tym momencie kariery na sportowym kroku do przodu. Dlatego wróciłem do Ruchu.
Czy takim krokiem wstecz nie był transfer do Polonii? Kiedy odchodziłeś, byłeś zawodnikiem przymierzanym do reprezentacji. Nie sądzisz, że tamta decyzja wpłynęła pośrednio na fakt, że Euro 2012 oglądasz tylko przed telewizorem?
- Nie myślę tymi kategoriami, nie gdybać co by było, gdybym został w Ruchu. Za transferem do Polonii przemawiały pewne czynniki. Nie żałuję niczego, biorę życie takim, jakie jest. Kto wie, być może, dzięki tamtej decyzji ominęła mnie jakaś poważna kontuzja?
Pracowałeś w Polonii z kilkoma szkoleniowcami. Jak wypadli oni na tle warsztatu Waldemara Fornalika?
- Trener Fornalik ma już wyrobioną markę i renomę. O porównanie trudno, bo... trenerzy w Polonii szybko się zmieniali. To jeden z czynników, które przełożyły się na rozczarowujące wyniki. Każdemu zawodnikowi łatwiej o osiągnięcie wysokiej formy, gdy ciągłość pracy jest zachowana. A tymczasem w Polonii każdy szkoleniowiec miał swoją wizję, swój skład.
Pavel Sultesz również został piłkarzem Ruchu. Ponoć Czech zadał ci wiele pytań na temat klubu z Chorzowa?
- Owszem, często rozmawialiśmy o Ruchu. To normalne, każdy zawodnik chce wiedzieć jak najwięcej przed podpisaniem kontraktu z nowym pracodawcą. Zachowywałem się podobnie, kiedy miałem trafić do Polonii Warszawa.
Jak scharakteryzujesz Sultesza?
- Moim zdaniem, on idealnie pasuje do Ruchu Chorzów. Wiadomo, że to drużyna, która oddaje całe serce na boisku, nikt nie odstawia nogi, każdy walczy na 125 procent. Pavel jest bardzo charakternym człowiekiem i dla mnie osobiście świetnym piłkarzem.
Pół żartem, pół serio - dlaczego tak skutecznie nie udało ci się namówić Marcina Baszczyńskiego do podpisania umowy z Ruchem?
- Marcin nadal się zastanawia, z tego co wiem. Jego transfer nie jest przekreślony. Byłoby fajnie, gdyby się tak stało. To doświadczony zawodnik, który potrafi udzielić wiele ciekawych wskazówek.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
- Przyznam, że nie. Liczyłem, że uda mi się więcej osiągnąć w Polonii Warszawa, co sprawi, że spędzę w tym klubie więcej czasu. Życie potoczyło się jednak inaczej. Wróciłem znów do Ruchu i cieszy mnie to bardzo. Czuję się tu jak w domu.
Czy o rozstaniu z Polonią zadecydowała rozmowa z prezesem Józefem Wojciechowskim?
- Przede wszystkim widać, że ta drużyna się powoli rozsypuje. Odchodzą z niej kolejni piłkarze i nie wiadomo, co się stanie z tym zespołem. Czy ktoś ją przejmie? A może to prezes Wojciechowski nadal będzie ją sponsorował? Na razie nie brakuje pytań. Ja postanowiłem patrzeć przez pryzmat własnego dobra. Chcę się dalej rozwijać, a w Ruchu mam wszystko, by tak było.
Finansowo pewnie straciłeś...
- Czasami trzeba zrobić finansowy krok do tyłu, aby potem pójść do przodu. Mnie zależało w tym momencie kariery na sportowym kroku do przodu. Dlatego wróciłem do Ruchu.
- Nie myślę tymi kategoriami, nie gdybać co by było, gdybym został w Ruchu. Za transferem do Polonii przemawiały pewne czynniki. Nie żałuję niczego, biorę życie takim, jakie jest. Kto wie, być może, dzięki tamtej decyzji ominęła mnie jakaś poważna kontuzja?
Pracowałeś w Polonii z kilkoma szkoleniowcami. Jak wypadli oni na tle warsztatu Waldemara Fornalika?
- Trener Fornalik ma już wyrobioną markę i renomę. O porównanie trudno, bo... trenerzy w Polonii szybko się zmieniali. To jeden z czynników, które przełożyły się na rozczarowujące wyniki. Każdemu zawodnikowi łatwiej o osiągnięcie wysokiej formy, gdy ciągłość pracy jest zachowana. A tymczasem w Polonii każdy szkoleniowiec miał swoją wizję, swój skład.
Pavel Sultesz również został piłkarzem Ruchu. Ponoć Czech zadał ci wiele pytań na temat klubu z Chorzowa?
- Owszem, często rozmawialiśmy o Ruchu. To normalne, każdy zawodnik chce wiedzieć jak najwięcej przed podpisaniem kontraktu z nowym pracodawcą. Zachowywałem się podobnie, kiedy miałem trafić do Polonii Warszawa.
Jak scharakteryzujesz Sultesza?
- Moim zdaniem, on idealnie pasuje do Ruchu Chorzów. Wiadomo, że to drużyna, która oddaje całe serce na boisku, nikt nie odstawia nogi, każdy walczy na 125 procent. Pavel jest bardzo charakternym człowiekiem i dla mnie osobiście świetnym piłkarzem.
Pół żartem, pół serio - dlaczego tak skutecznie nie udało ci się namówić Marcina Baszczyńskiego do podpisania umowy z Ruchem?
- Marcin nadal się zastanawia, z tego co wiem. Jego transfer nie jest przekreślony. Byłoby fajnie, gdyby się tak stało. To doświadczony zawodnik, który potrafi udzielić wiele ciekawych wskazówek.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa