Maciej Sadlok: Czuję się w Chorzowie jak w domu

23.05.2011
Był bardzo lubiany w Chorzowie, gdy grał w Ruchu. I choć skorzystał z oferty Polonii Warszawa, to nadal cieszy się sympatią przy Cichej. Kibice "Niebieskich" brawami przywitali Macieja Sadloka.
Jest pan zaskoczony tym, że fani skandowali pana nazwisko?
- Podejrzewałem, że nie będzie źle, bo kibice nie mają do mnie żalu. Przez cały tydzień myślałem o przyjeździe tutaj. Było to dla mnie bardzo ważne spotkanie. Oddawałem całe serce temu klubowi, bo Ruch na to zasługuje. Myślę, że w jakimś stopniu się spłaciłem. Nie sądziłem jednak, że teraz cały stadion będzie mi bił brawo. Cieszę się, że tak wyszło. Z miłą chęcią przyjadę tutaj po raz kolejny.

Czy można powiedzieć, że było to pana spóźnione pożegnanie z kibicami Ruchu?
- Istotnie, tak to wyszło, bo przecież mecz z Lechią Gdańsk w końcówce ubiegłego roku nie doszedł do skutku z powodu warunków atmosferycznych. Czuję się w Chorzowie jak w domu. Wiem, że każdy mnie tutaj miło przywita.

Miło Polonię Warszawa powitali zawodnicy Ruchu. Wygraliście łatwo, lekko i przyjemnie...
- Może tak to wyglądać, jeśli patrzy się na wyniki. Szczerze jednak powiem, że choć na pierwszy rzut oka pogoda była bardzo ładna, to w piłkę grało się trudno, ciężko się biegało.

Ale czy nie spodziewał się pan - mimo wszystko - lepszej gry chorzowian?
- Istotnie, spodziewałem się, że zawieszą poprzeczkę wyżej. Pamiętam, że gdy grałem w Ruchu, to każda drużyna miała spore problemy, kiedy przyjeżdżała na Cichą. Dlatego przestrzegałem kolegów z Polonii przed zlekceważeniem Ruchu. Wczoraj drużyna "Niebieskich" nie pokazała tego, co potrafi. Po prostu nie każde mecze wychodzą...

A jak pan zaaklimatyzował się w Warszawie?
- Pomogli Tomek Brzyski i Artur Sobiech, znajomi, z którymi grałem w Ruchu. Początki nie były łatwe, ale teraz jest już dobrze.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również