Maciej Michniewicz: Teraz inne kluby powinny mieć Piasta za wzór

21.07.2013
Piast Gliwice przez ostatnie pięć lat bardzo się rozwinął. Wtedy mecz z Cracovią był dla gliwiczan czymś wyjątkowym - debiut w ekstraklasie, a krakowianie mieli gliwiczan "zjeść". Wiele się jednak zmieniło.
A najlepiej tę metamorfozę może wyjaśnić Maciej Michniewicz - były piłkarz Piasta, który w 2008 roku był jednym z historycznych już jedenastu zawodników, którzy debiutowali razem z "Niebiesko-czerwonymi" w najwyższej piłkarskiej lidze w Polsce.

W 2008 roku, kiedy Piast z panem w składzie podejmował Cracovię, między obiema klubami była przepaść sportowa i organizacyjna. A teraz to się wyrównało, ze sportowym wskazaniem na gliwiczan. Spodziewał się pan takiej zmiany?

- Nie spodziewałem się, że przez pięć lat tyle się zmieni. Cracovia wiele lat grała w ekstraklasie, a Piast jej się dopiero uczy. Choć trzeba przyznać, że postęp, jaki został w Gliwicach zrobiony, jest niesamowity. Przecież dobrze pamiętam jak jeszcze w 2008 roku, kiedy awansowaliśmy, byliśmy daleko za Cracovią. A teraz gliwiczanie naprawdę są poważani, to nie przypadek. Wtedy byliśmy skazywani na pożarcie, a w tej chwili "Niebiesko-czerwonych" nie wymienia się nawet w kontekście walki o utrzymanie. To naprawdę spory awans.

Nic nie dzieje się bez powodu. Słowa uznania poparte są wynikiem sportowym.

- Zgadza się. Piast w zeszłym sezonie pokazał bardzo dobrą piłkę i teraz ocenia się go przez ten pryzmat. Tylko - myśląc o dzisiejszym meczu - należy zauważyć, że Cracovia awansowała do ekstraklasy i przed własną publicznością będzie żądna pokazania tego, że I- ligowy okres był przejściowy i przypadkowy. Tak, jak pokazuje to historia tego klubu.

Chce pan przez to powiedzieć, że Piast - czwarta drużyna ekstraklasy - wcale nie musi być faworytem w meczu z beniaminkiem?
- Poza Legią i Lechem, liga jest wyrównana. Trudno wskazać, kto może być drużyną lepszą. Dzisiaj może paść każdy wynik, bo nie ma znaczenia to, że Piast zajął czwarte miejsce, a Cracovia dopiero co awansowała do ekstraklasy. To już przeszłość. Na gliwiczan czeka bardzo trudny sezon, bo rywale wiedzą, że to nie jest anonimowa zbieranina.

Czyli Cracovia jutro może realnie przeszkadzać Piastowi?
- Powiem więcej - Cracovia powinna wygrać dzisiaj, bo jako beniaminek, pokaże większą determinację. Czuję, że to naprawdę będzie dobry spektakl, ze wskazaniem na "nowicjusza" w tym sezonie.

W 2008 roku mówiło się nieco inaczej. W takim razie wtedy - z panem w składzie - Piast był słabszy czy liga silniejsza?
- Liga wtedy była słabsza - teraz zanotowano spory postęp, ale my byliśmy beniaminkiem bez doświadczenia. I na tym polegała różnica w odniesieniu do "dzisiejszej" Cracovii. Wtedy dopiero uczyliśmy się wielu rzeczy.

W takim razie co ma teraz Piast, czego nie miał wtedy?
- Na pewno na lepsze warunki. Wtedy ganialiśmy do Wodzisławia Śląskiego, a teraz piękny obiekt jest przy Okrzei. Teraz to inne kluby powinny brać przykład z Piasta, a wtedy i na tej płaszczyźnie było odwrotnie. Świetna organizacja, większe pieniądze, profesjonalizm w każdym calu. Tak na ten moment prezentuje się Piast, a do tego wciąż się rozwija.

Ale ten rozwój zapoczątkowała właśnie ekipa z "Michnią" w składzie. Chyba pan nie zaprzeczy...
- Dokładnie tak. My wtedy zrobiliśmy awans do ekstraklasy i przetarliśmy szlak. Pokazaliśmy, że w Gliwicach może być piłka na wysokim poziomie, a ten kierunek podłapało miasto i tak poszło. Krok po kroku zaczęto budować stadion, drużynę. I są efekty - Gliwice są rozpoznawalne w całej Polsce, a jutro wyruszą do Krakowa jako czwarta drużyna ekstraklasy i reprezentant Polski na scenie międzynarodowej.

Gdyby podać największy atut gliwiczan przed tym sezonem, to będzie nim...?
- Kolejny, trzeci rok w Piaście pracuje Marcin Brosz - wydaje mi się, że to ten atut. Trener ma swoją wizję i ją realizuje. Piast posiada pewien określony styl, gra otwartą piłkę i wie, co chce osiągnąć. Drużyna wie, że jest stabilna. Owszem - czasem "Niebiesko-czerwoni" są karceni za tę swoją otwartość, ale taka jest piłka. Jak się nie ryzykuje, to się nie wygrywa. 

Zaryzykowano w sprawie Kamila Wilczka. Ten gracz przed odejściem do Lubina prezentował znakomitą formę. Potem zmienił otoczenie i przepadł. Mecz z Karabachem pokazał, że nie będzie mu łatwo wrócić do dawnej dyspozycji.
- Myślę, że Kamil powinien wrócić dość szybko do optymalnej kondycji sportowej. Przecież potrafi grać w piłkę, z tym trudno się nie zgodzić. Nie zawsze od razu "łapie się", czego trener wymaga pod względem taktycznym. Ale przecież on zna to miasto, zna chłopaków, wie, czym się to je. Facet ze Śląska. To wszystko przełoży się na to, że niebawem trener dotrze do głowy zawodnika, a piłkarz odwzajemni się wyśmienitą formą. Zresztą, jakby nie było, Kamil jest jeszcze dosyć młodym zawodnikiem. Nie jest już juniorem, ale ma przed sobą jeszcze wiele lat gry.

Rozmawiał Dawid Jenczmyk.

Cracovia - Piast Gliwice
niedziela, 18:00
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również