- Z ekstraklasy była to jedyna propozycja. Miałem natomiast oferty z kilku klubów pierwszoligowych, jednak rokowania z nimi się mocno przeciągały - mówi o podpisaniu kontraktu z "Niebieskimi" Łukasz Surma.
Łukasz Surma: Oferta z Ruchu była jedyną z ekstraklasowego klubu...
09.07.2013
- Dogadaliśmy się bardzo szybko. Ruch był bardzo konkretny i we mnie uwierzył, nawet pomimo faktu, że mam już 36 lat i bliżej mi do końca przygody z piłką. Chciałbym teraz klubowi odwdzięczyć się za zaufanie dobrą grą - opowiada o związaniu się z Ruchem kontraktem Łukasz Surma.
Surma pierwszy raz trafił do Ruchu w 1998 roku. W 2002 odszedł do Legii Warszawa, z którą cztery lata później zdobył mistrzostwo Polski. Ze stołecznego klubu odszedł w 2007 r. i występował w izraelskich Maccabi Hajfa i Ihud Bnei Sakhnin oraz austriackiej Admirze Wacker Moedling. W Lechii grał od rundy wiosennej 2008/09. Teraz, po latach, wrócił na Cichą.
- W Chorzowie był zawsze specyficzny klimat. Ja go dobrze poznałem i niewiele się tutaj zmieniło. Rozmawiałem o tym z Marcinem Malinowskim i Marcinem Baszczyńskim, piłkarzami z mojego pokolenia. Pamiętam też innych znakomitych piłkarzy Ruchu, którzy mnie wprowadzali do zespołu, jak Janusz Nawrocki, Mirosław Jaworski, Maciej Mizia. W plejadzie znakomitości wymienić trzeba także Krzysztofa Bizackiego i Mariusza Śrutwę, no a w bramce stał wtedy Piotr Lech, którego bało się pół ligi, bo tak jak on wychodził ostro do dośrodkowań, to dzisiaj żaden bramkarz w Polsce - wspomina z uśmiechem.
Surma pierwszy raz trafił do Ruchu w 1998 roku. W 2002 odszedł do Legii Warszawa, z którą cztery lata później zdobył mistrzostwo Polski. Ze stołecznego klubu odszedł w 2007 r. i występował w izraelskich Maccabi Hajfa i Ihud Bnei Sakhnin oraz austriackiej Admirze Wacker Moedling. W Lechii grał od rundy wiosennej 2008/09. Teraz, po latach, wrócił na Cichą.
- W Chorzowie był zawsze specyficzny klimat. Ja go dobrze poznałem i niewiele się tutaj zmieniło. Rozmawiałem o tym z Marcinem Malinowskim i Marcinem Baszczyńskim, piłkarzami z mojego pokolenia. Pamiętam też innych znakomitych piłkarzy Ruchu, którzy mnie wprowadzali do zespołu, jak Janusz Nawrocki, Mirosław Jaworski, Maciej Mizia. W plejadzie znakomitości wymienić trzeba także Krzysztofa Bizackiego i Mariusza Śrutwę, no a w bramce stał wtedy Piotr Lech, którego bało się pół ligi, bo tak jak on wychodził ostro do dośrodkowań, to dzisiaj żaden bramkarz w Polsce - wspomina z uśmiechem.
Polecane
Ekstraklasa