Łukasz Burliga posadził na ławce Igora Lewczuka

01.11.2011
Ruch długo zabiegał, aby wypożyczyć Łukasza Burligę z Wisły. Kiedy w końcu się udało, piłkarz ten usiadł na ławce. Waldemar Fornalik dał mu szansę w Zabrzu, a otuchy dodał Łukaszowi... historią ze swojego życia
- Naczekałem się trochę na swoją szansę. Otrzymałem ją w derbach z Górnikiem. Byłem bardzo zadowolony po końcowym gwizdku, bo wygraliśmy, a ja w swojej ocenie zagrałem przyzwoicie - mówi Burliga, którego obecność w pierwszej jedenastce była sporym zaskoczeniem.

On sam dowiedział się o decyzji szkoleniowca na trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem. - Wiadomo, że trener potrafi umiejętnie nastawić zawodnika do meczu. Odbyliśmy rozmowę. Powiedział mi, że sam dostał szansę w Ruchu w jakiś ważnym meczu, chyba derbowym, który drużyna wygrała 2-1. Mówił, że w takich spotkaniach należy pokazać charakter. A ja lubię walkę, więc nie by to dla mnie problem - zapewnia Łukasz.

Wczoraj ponownie znalazł się w pierwszym składzie. - Starałem się, jak mogłem, ale tym razem nie wychodziło mi tak dobrze, jak w Zabrzu. Nie jestem zadowolony z siebie - przyznaje.

Czego zabrakło do osiągnięcia korzystnego rezultatu? - Odrobiny szczęścia, trochę determinacji i - co tu dużo ukrywać - okazji bramkowych. Było ich za mało. Inna sprawa, że Polonia też zbyt wielu klarownych sytuacji sobie nie stworzyła - odpowiada Burliga.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również