Losy Ruchu zależą od skuteczności Arkadiusza Piecha?

03.09.2012
Pytanie z tytułu nasunęło się chyba każdemu, kto oglądał niedzielne spotkanie Ruchu we Wrocławiu. Gdy Arkadiusz Piech pojawił się na boisku, chorzowianie nabrali skrzydeł. Sęk w tym, że ich napastnik pudłował...
Musimy zacząć od zrobienia czegoś małego, działać małymi krokami - mówił w przerwie wczorajszego meczu Marek Zieńczuk. Efekt był taki, że Ruch po pierwszych 45 minutach nie oddał strzału na bramkę Śląska. - Skoncentrowaliśmy się trochę za bardzo na defensywie. Mamy jednak na ławce dwóch świeżych zawodników w osobach Arka Piecha i Maćka Jankowskiego. Może, gdy wejdą na podmęczonego rywala, skutecznie wyprowadzimy jeden z ataków - dodawał.

I rzeczywiście. Piech tylko pojawił się na boisku, a od razu zaczął dochodzić do dobrych okazji. Cóż jednak z tego, skoro był nieskuteczny. - Stwarzamy sobie sytuacje i musimy zrobić wszystko, aby piłka wpadła do bramki. Nasza defensywa dobrze się spisywała, dlatego tym bardziej szkoda tego rzutu karnego - kręcił głową niepocieszony Arkadiusz Piech.

- Była walka, agresja, ale zabrakło najważniejszego, czyli bramek i punktów. Teraz czekają nas dwa tygodnie przerwy od ligi. Musimy w tym czasie, zresztą tak jak do tej pory, trenować na najwyższych obrotach i ciężko pracować, by jak najlepiej przygotować się do kolejnego spotkania - dodał Igor Lewczuk.

- Następnego meczu nie możemy przegrać - podkreślił Piech.
źródło: SportSlaski.pl / Ruch Chorzów

Przeczytaj również