Los chce z Piastem grać w pokera. Grają słabiej i... punktują!
27.08.2017
Lepsi byli w meczach z Cracovia, Pogonią, czy Śląskiem. Cóż z tego, skoro w tych akurat trzech spotkaniach podopieczni trenera Dariusza Wdowczyka uciułali raptem dwa punkty. Tymczasem gdy wydawało się, że gliwiczanie jakość gry dopasowali do osiąganych rezultatów, same rezultaty uległy diametralnej poprawie. Trudno nie odnieść wrażenia, że na taki stan rzeczy złożyły się trzy główne przyczyny - szczęście, nieskuteczność rywali i... Joel Valencia.
W wygraną z Jagiellonią w pomeczowej rozmowie z dziennikarzem stacji Canal+ zdawał się nie wierzyć nawet Maciej Jankowski. Trudno się dziwić. Jego drużyna zdecydowanie rzadziej była przy piłce (66 do 34 procent dla Jagi), wymieniła prawie dwa razy mniej podań od przeciwnika i oddała zdecydowanie mniej strzałów (13, przy 21 uderzeniach gospodarzy). Wygrała po golu strzelonym w dość szczęśliwy sposób, kiedy Joel Valencia kończył uderzeniem akcję Dario Rugasevicia, a piłka po interwencji Mariana Kelemena odbiła się od Guilherme i wturlała za linię bramkową.
To jakie "patelnie" marnowali wcześniej i później gospodarze zdawało się niemal niewiarygodne. Cillian Sheridan nie trafiał w piłkę będąc w polu bramkowym, lub - gdy w nią trafił - raz z metra przeniósł futbolówkę nad poprzeczką, a dwa razy genialnie interweniował Jakub Szmatuła. Przemysław Frankowski zamiast do pustej bramki trafił piłką w słupek, podobnie jak Karol Świderski, który po dośrodkowaniu Piotra Tomasika również wycelował w obramowanie bramki "Piastunek". Słowem - fura szczęścia była tym razem przy gliwiczanach, którzy - choć oddali 5 celnych strzałów - do dużego wysiłku zmusili Kelemena raz, gdy Sasa Zivec głową omal nie zmieścił piłki pod poprzeczką Jagielloni.
Na osobne słowa zasługuje Joel Valencia. To nie jemu zapisano na koncie decydujące trafienie w Białymstoku, ale trudno nie uznać, że gol nikomu mocniej niż jemu w ekipie Piasta się nie należał. Można nawet odnieść, że Ekwadorczyk, który wysadził ze składu Mateusza Maka, okazuje się kimś kto fantazją i nieobliczalnością i zdecydowaną grą do przodu godnie zastępuje brak kontuzjowanego Gerarda Badii. 22-latek oddał aż trzy celne uderzenia na bramkę Kelemena, nie bał się pojedynków 1/1, słowem - potencjał na gwiazdę drużyny. Drużyny, która póki co odbija się od dna tabeli, a reprezentacyjną przerwę spędzi w dużo lepszych nastrojach, niż można było przypuszczać jeszcze 2 tygodnie temu.
W wygraną z Jagiellonią w pomeczowej rozmowie z dziennikarzem stacji Canal+ zdawał się nie wierzyć nawet Maciej Jankowski. Trudno się dziwić. Jego drużyna zdecydowanie rzadziej była przy piłce (66 do 34 procent dla Jagi), wymieniła prawie dwa razy mniej podań od przeciwnika i oddała zdecydowanie mniej strzałów (13, przy 21 uderzeniach gospodarzy). Wygrała po golu strzelonym w dość szczęśliwy sposób, kiedy Joel Valencia kończył uderzeniem akcję Dario Rugasevicia, a piłka po interwencji Mariana Kelemena odbiła się od Guilherme i wturlała za linię bramkową.
To jakie "patelnie" marnowali wcześniej i później gospodarze zdawało się niemal niewiarygodne. Cillian Sheridan nie trafiał w piłkę będąc w polu bramkowym, lub - gdy w nią trafił - raz z metra przeniósł futbolówkę nad poprzeczką, a dwa razy genialnie interweniował Jakub Szmatuła. Przemysław Frankowski zamiast do pustej bramki trafił piłką w słupek, podobnie jak Karol Świderski, który po dośrodkowaniu Piotra Tomasika również wycelował w obramowanie bramki "Piastunek". Słowem - fura szczęścia była tym razem przy gliwiczanach, którzy - choć oddali 5 celnych strzałów - do dużego wysiłku zmusili Kelemena raz, gdy Sasa Zivec głową omal nie zmieścił piłki pod poprzeczką Jagielloni.
Na osobne słowa zasługuje Joel Valencia. To nie jemu zapisano na koncie decydujące trafienie w Białymstoku, ale trudno nie uznać, że gol nikomu mocniej niż jemu w ekipie Piasta się nie należał. Można nawet odnieść, że Ekwadorczyk, który wysadził ze składu Mateusza Maka, okazuje się kimś kto fantazją i nieobliczalnością i zdecydowaną grą do przodu godnie zastępuje brak kontuzjowanego Gerarda Badii. 22-latek oddał aż trzy celne uderzenia na bramkę Kelemena, nie bał się pojedynków 1/1, słowem - potencjał na gwiazdę drużyny. Drużyny, która póki co odbija się od dna tabeli, a reprezentacyjną przerwę spędzi w dużo lepszych nastrojach, niż można było przypuszczać jeszcze 2 tygodnie temu.
Jagiellonia Białystok - Piast Gliwice 0:1 (0:0)
0:1 - Guilherme 46'-s
Jagiellonia: Kelemen - Burliga (57' Gordon), Kwiecień, Guti, Guilherme (61' Tomasik) - Frankowski, Wlazło (69' Świderski), Grzyb, Pospisil, Černych - Sheridan. Trener: Ireneusz Mamrot.
Piast: Szmatuła - Konczkowski, Korun, Hebert, Rugašević - Valencia (75' Angielski), Dziczek, Pietrowski, Vranješ (81' Sedlar), Živec - Papadopulos (66' Jankowski). Trener: Dariusz Wdowczyk.
Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce)
Żółte kartki: Guti (Jagiellonia), Vranješ, Korun (Piast)
Żółte kartki: Guti (Jagiellonia), Vranješ, Korun (Piast)
Widzów: 10 658
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów