Lisowski: Wszystko jest na dobrej drodze, ale muszę być ostrożny

15.01.2013
Dla Wojciecha Lisowskiego ostatnie miesiące są bardzo trudne. Piłkarz czuje się dobrze, a mimo to nie może brać czynnego udziału w rozgrywkach piłkarskich. Podkreśla, że najważniejsze jest zdrowie.
Przez kłopoty z sercem Wojciech Lisowski był wyłączony z gry niemal przez całą rundę jesienną. Po zabiegu kardiologicznym piłkarz liczył, że wróci do gry już na wiosnę, wcześniej przepracowując w pełni okres przygotowawczy. Rzeczywistość jest brutalna... - Czuję się dobrze, ale co z tego? Z zespołem trenować nie mogę - wzdycha "Lisu".

- Jutro mam badania kardiologiczne. Ale powiem szczerze, że po wielu konsultacjach lekarze mówią, że lepiej dmuchać na zimne i jeszcze chwile poczekać. Chwilę... najlepiej do końca lutego... - dodaje rozczarowany.

Już kilkukrotnie w mediach pojawiały się sprzeczne informacje, donoszące, że Lisowski będzie dostępny wiosną dla trenera Marcina Brosza, a następnie były one dementowane. - Na dobrą sprawę nie wiem, kiedy wrócę. Nie przeskoczę niektórych rzeczy, stąd skupiam się w pełni na zdrowiu. Mam 20 lat i wiele lat gry w piłkę przed sobą, więc mentalnie nastawiam się na to, że wiosnę też będę musiał przeczekać - zaznacza ze smutkiem.

Problem głównie jest w tym, że lekarze dobrze wiedzą, jakie konsekwencje mogą spotkać Wojciecha Lisowskiego, jeśli ten zbyt drastycznie skróci czas rekonwalescencji. - Niektórzy mi obiecywali, że wrócę szybciej. Ale zaraz potem żaden z lekarzy nie chciał wziąć za ten powrót odpowiedzialności. Od kilku lat panuje taka tendencja, że zbyt szybki "comeback" do gry po przebytych problemach z sercem kończy się nawet śmiercią, a często permanentnym wykluczeniem z gry w piłkę. Ja nie chcę być jednym z tych, którzy nie wrócili... - zaznacza Lisowski.

- Być może wywalczę to, żebym mógł ćwiczyć z kolegami podczas obozu w Hiszpanii. Oczywiście bez gierek i zajęć wytrzymałościowych, o sparingach nie mówiąc... - kończy.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również