Leszek Ojrzyński: Nie lubię być "ładowany" w butelkę

24.09.2010
Wczoraj przestał być szkoleniowcem Odry. Przynajmniej w praktyce, bo formalności nie zostały jeszcze dopełnione. Leszek Ojrzyński był człowiekiem Dariusza Kozielskiego. W dodatku krytykował władze.
- Mówiłem prawdę o zaległościach. To nie jest normalne, żeby przed każdym wyjazdowym meczem zbierać pieniądze na wynajem autobusu. Pracowałem w klubach znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, ale jednak Odra to od tej strony ewenement. Klubowi życzę jak najlepiej i mam nadzieję, że zespół się utrzyma w I lidze. Bo jeśli spadnie niżej, o powrót będzie trudno - mówi Ojrzyński.

Do rozwiązania pozostaje jeszcze kwestia jego wynagrodzenia. - Pracowałem w Odrze od połowy czerwca, pieniądze dostałem za pierwsze pół miesiąca. Potem były obietnice a ja nie lubię być "ładowany" w butelkę. Zatrudniał mnie prezes Dariusz Kozielski, już niezwiązany z klubem. On się starał, ja rozumiałem sytuację. Mówiło się, że jak przyjdą Czesi - będą duże pieniądze. Była za to wojna na górze. Wiedziałem, że po odejściu Kozielskiego właściciele będą chcieli zatrudnić bardziej zaufanego człowieka na moje miejsce - dodał szkoleniowiec.
źródło: Przegląd Sportowy

Przeczytaj również