Legia - Ruch 3-0. Powinni się skupić na walce o utrzymanie...

02.12.2012
Gdyby Jakub Kosecki zechciał wykorzystać wszystkie bramkowe sytuacje, Ruch zostałby zdemolowany w Warszawie. Napastnik Legii zadowolił się ostatecznie dwiema bramkami i asystą przy golu Daniela Ljuboi.
Wydarzenie
Fatalny błąd obrońców Ruchu przy pierwszej bramce Legii. Piotr Stawarczyk interweniował tak pechowo, że podał piłkę Jakubowi Koseckiemu, a ten z dużą gracją wyprowadził drużynę z Warszawy na prowadzenie. Od tego momentu lider nabrał luzu i posiadał zdecydowaną przewagę.

Bohater
Jakub Kosecki. Dwa gole i asysta - wyśmienity bilans, a mogło być jeszcze lepiej. Jednak w stolicy pewnie nikt na Koseckiego narzekał nie będzie. Przeciwnie! Młody zawodnik jest odkryciem tego sezonu. Jego dynamika robi różnicę podobną do tego, co Ruchowi nie tak dawno dawała obecność Arkadiusza Piecha. Napastnik chorzowian dziś znów nie miał okazji do strzelenia goli...

Rozczarowanie
Mindaugas Panka pierwszy raz - odkąd jest zawodnikiem Ruchu - wystąpił na środku obrony. Jak się zaprezentował? Po kwadransie gry został ukarany żółtą kartką. W 26. minucie zagrał piłkę ręką. Sędzia wstrzymał się z pokazaniem drugiego napomnienia. Podobnie, jak w sytuacji pod koniec pierwszej połowy, co zdenerwowało Jana Urbana. Szkoleniowiec Legii domagał się usunięcia Panki z boiska. Po przerwie Litwin sprezentował piłkę Koseckiemu, czego ten akurat nie wykorzystał.

Co ciekawego

- Gdyby nie dobra postawa Michala Peskovicia, Legia wygrałaby jeszcze wyżej. Słowak kilkakrotnie zatrzymał Jakuba Koseckiego. Bramkarz był najlepszym piłkarzem w składzie Ruchu.
    
- Sędzia Tomasz Musiał w 63. minucie sprawił,  że na boisku zrobiło się trochę swobodniej. Usunął bowiem z boiska Żeljko Djokicia oraz Inakiego Astiza. Pierwszy wykonał niebezpieczny wślizg, zaś obrońca Legii po chwili popchnął Serba.

- Ruch przez całą pierwszą połowę nie potrafił oddać choćby jednego strzału na bramkę Legii...

- Pierwszą naprawdę składną akcję chorzowianie przeprowadzili w... 80. minucie spotkania. Marcin Kikut nie wykorzystał znakomitej szansy. Górą było Dusan Kuciak.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również